Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

fantastyka · 14 min czytania

Opowiadania z Wieloświata: Nakładka na Życie cz.2

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Droga do archiwum przypominała mi podróż w głąb więzienia z dawnych czasów – kiedyś byłam na wycieczce w takim przybytku – ciemny korytarz poznaczony luminescencyjnymi opisami i rzędy zabezpieczonych włazów. Można by pomyśleć, że trzymano tu przestępców najgorszego sortu, a to były jedynie pokoje z „literaturą zawierającą destruktywne poglądy” – tak przynajmniej głosiły tabliczki ostrzegawcze. Człowiek zaczynał błądzić wyobraźnią: cóż za potworności zostały tam pogrzebane i jakim trzeba być człowiekiem, żeby kreować i propagować takie moralne zepsucie?

Moni’buny przeprowadziła nas przez amfiladę prostokątnych pomieszczeń, używając wgranego algorytmu tymczasowego, który generował jednorazowe kody przepustki do każdego przejścia.

– To tu – uśmiechnęła się, stając przed wybranym owalnym włazem.

Tabliczka głosiła: „Wydział Literatury Polskiej”, a poniżej jaskrawa czerwień neonu dopowiadała: „Uwaga! Treści niezaaprobowane przez filtry społeczne”. Aż przygryzłam wargi z ekscytacji.

Monika wprowadziła nas do środka. Długie rzędy wysokich regałów ciasno obstawionych tomiszczami, przywoływały kolejne wspomnienia z wycieczki do jednego z muzeów kultury w sektorze Wrocław.

Stanęliśmy przed balustradą odgradzającą przedsionek od niekończących się rzędów półek z tworzywa poprzedzielanych wąskimi ścieżkami. Jeden z dronów pracowniczych zleciał znad regału i zawisł przed nami jak przerośnięty koliber.

– Dzień dobry Moni’buny. W czym mogę pomóc? – spytał głosem ustawionym w META pod profilem: „KindMen1234#”, który to przyporządkowałam wszystkim androidom z firmy. Każdy na pewno stosował swoją nakładkę, a Onja modulował głos.

– Poproszę wszystkie pozycje z listy. – Monika przesłała kustoszowi wykaz z centrali rozszerzony o jedną, dodatkową pozycję.

– Oczywiście Moni’buny. Proszę poczekać w kąciku gościnnym.

W jednym z rogów Sali zapaliło się kilka podłużnych kandelabrów, a z podłogi wysunęły trzy jeszcze ciepłe fotele żelowe.

– Po co masz zabrać te książki? – spytał Bartek.

– Mają przejść re-certyfikację i zostać wydane rodzinom autorów… – Monika powiodła wzrokiem w kierunku poczekalni, gdzie android zostawił rozpakowaną książkę. – Ja idę poczytać, a wy możecie pomyszkować i wybrać coś dla siebie. – Uśmiechnęła się i lekkim krokiem ruszyła do stolika, na który dron znosił kolejne zaimpregnowane tomy. Było tego sporo, dlatego dostała zgodę na zabranie kogoś do pomocy.

Kolejny kustosz zawisł w powietrzu, tym razem przede mną, i wydukał standardową formułkę.

– Otwórz katalog fantastyki – rozkazałam. Nie byłam zła, bardziej zniecierpliwiona.

Wyświetlona hololista zawierała ponad półtora tysiąca pozycji. – Jakieś preferencje? – spytałam Bartka, który tylko wzruszył ramionami. – No dobra. – Zamknęłam oczy. – To numer tysiąc… pięćdziesiąt… niech będzie… dwa!

– Pięć Domen: Tom V – Zwodniczy Błękit autorstwa M.K. Puniek. – wyrecytował dron.

Jak tekst jest tej samej jakości co pseudonim autora, to zmarnowałam czas… – pomyślałam nieco rozczarowana wynikiem losowania.

– Daj tom pierwszy z tej serii. Teraz ty Barteux.

– Wezmę… Może inaczej: wybierz coś z przedziału od K do N; filtruj tylko pierwsze tomy z serii.

– "Niewłaściwy Kolor Nieba" autorstwa Vespery Verril.

– Może być – potwierdził Bartek.

Kustosz wygasił hologram listy i poszybował w głąb biblioteki, machając szybko skrzydełkami na wzór tych u ważki.

Poszliśmy dotrzymać towarzystwa Monice.

***

Nie trzeba było długo czekać, aż jeden z mechanicznych opiekunów biblioteki wróci z wybranymi książkami. Egzemplarze dwu różnych powieści okrywała szczelna otulina z przylegającego elastycznego tworzywa. Dron ułożył oba tomy na stoliku przede mną i Bartkiem, pomachał nad książkami jakimś dziwnym urządzeniem wydającym bzyczące dźwięki i zerwał zmiękczoną powłokę z prawie nowych.

Teraz już byłam pewna, że laminat to jest to samo syntetyczne badziwie, które noszę na sobie. Co wieczór program higieniczny traktował mnie ultradźwiękami i zmiękczał polimer, który zdejmowałam niczym wylinkę i wrzucałam do recyklera. W ciągu dnia byłam w stanie ściągnąć jedynie spodnie na tyle, żeby się załatwić. Mniejsze utraty ciepła, gospodarka energią i tego typu duperele…

– Ja już mam wszystkie swoje tomy – zagabnęła Monika – ale przepustka wygaśnie dopiero za kilka godzin, zatem korzystajcie; ja jestem zafascynowana swoją lekturą. – Skwitowała oświadczenie sympatycznym uśmiechem.

Wgryźliśmy się z Bartkiem w treści niczym wygłodniałe psy w pachnącego steka. Już sam szelest prawdziwych papierowych stron stanowił muzyką dla uszu i pieszczotę dla zmysłów, i jeszcze te archaiczne, zabawne formy zapisu…

– Wiem, co myślisz – oświadczył enigmatycznie Bartek, nie odrywając wzroku od swojego tomu. – Teraz nikt by tego nie zrozumiał – wyjaśnił. – Gdyby nie doświadczenie z pracy, sam bym nie znał połowy słów i zwrotów.

– Taaa… Zobacz, jak konstruowana jest atrybucja dialogowa.

Skorzystałam z okazji i przysunęłam się do Bartka, wskazując na wybrany fragment w Domenach tego Puńka. – Po co u licha pisać „Uśmiechnął się”! Nie można dać odpowiedniej emotikony…? I jeszcze te opisy magii; przecież to żadne czary… – fuknęłam i przewróciłam oczami. – Od razu widać, na czym się wzorował.

– No, a zobacz na to. – Bartek wskazał kilka zaimków w swojej książce. – Z góry wiadomo, kto jakiej jest płci. Co w tym jest ciekawego? Czy ci czytelnicy z tamtych czasów musieli mieć wszystko podane jak na talerzu? – Parsknęli stłumionym śmiechem. – Ale plus dla autorki za ciekawą nakładkę na niebo, muszę wypróbować.

– A jak twój tomik, Moni’buny? – zapytałam skupionej na czytaniu przyjaciółki.

– Ja dla odmiany powiem, że moja autorka była wizjonerką. – Oniemieliśmy z wrażenia i wzbierającej ciekawości. – Jej postacie więcej mówią w myślach niż w realu, tak jak my teraz – dokończyła całkiem serio i ze szczerym podziwem.

Pokiwaliśmy z Bartkiem głowami w uznaniu.

Wiedziona ciekawością zerknęłam na tytuł Moniki: „Misja Specjalna”.

– No gołąbeczki, na nas już pora – oznajmiła Monika, wstając ze swojego żelowego siedziska.

Na wpół utwardzony polimer zawibrował z dużą częstotliwością i przyjął konsystencję gęstej bladoniebieskiej i ciepłej cieczy zamkniętej w plastikowej torbie.

Całość została wessana w podłogę.

W międzyczasie drony zalaminowany odpieczętowane tomy i zabrały do archiwum, a Monika obdzieliła nas po równo książkami, które miała zabrać do biura.

Długi powrót wypełniły rozmowy i snucie domysłów: jak to było kiedyś? Monika rzucała tylko zdawkowe komentarze, śmiejąc się przy tym perliście. Zupełnie jakby drwiła z naszej nikłej wiedzy.

– Ostatnie drzwi – oznajmiła i podeszła do włazu. – Ten ani drgnął na wysłany klucz. – To dziwne… – szepnęła i zastygła w bezruchu, prawdopodobnie próbując wywołać implant.

Ja instynktownie zrobiłam to samo.

NIC… Nic prócz od dawna niesłyszanej kompletnej ciszy.

Tętno mi przyśpieszyło – tak myślałam; nie byłam pewna, bo AI nie aktualizowało odczytów biometrycznych i

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Opowiadania z Wieloświata: Nakładka na Życie cz.2 — czytnik · opowiadania