Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

fantastyka · 11 min czytania

Opowiadania z Wieloświata: Nakładka na Życie cz.3

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Otworzyłem oczy jeszcze przed budzikiem – jak zwykle zresztą. Biała pościel z autentycznej bawełny głaskała mi skórę. Chciałem jeszcze choć przez chwilę pozostać w realnym świecie, nim jawa zasypie mnie iluzjami. Nie to żebym ich nie lubił, nie… Ja po prostu czułem, że wraz z postępem sztucznej inteligencji i rozwojem algorytmów środowiskowo-społecznych zyskaliśmy bardzo wiele, ale jednocześnie…

Eee tam! Robię się strasznie sentymentalny.

– Radoux, pierwsze upomnienie. Masz zaplanowane wizyty od…

– Onja, nie śpię – pomyślałem. – Wydrukuj kawę i włącz półwirtual – dopowiedziałem już fizycznie.

Miałem poczucie, że prawdziwe słowa niosły więcej mocy niż te niewypowiedziane. Ale z drugiej strony: czym różni się fonon od fali dźwiękowej? Jak stwierdzić, który przekaz jest bardziej prawdziwy, jeśli oba niosą ten sam pakiet danych?

– Nieważne… Wstaję! – rzuciłem w pokój.

Tradycyjna mowa była jedną z tych rzeczy, które zapragnąłem kultywować niezależnie od racjonalności tego czynu. Na swój sposób ten symboliczny niepotrzebny gest, irracjonalne przywiązanie do tradycji, ono… pozwalało mi czuć się człowiekiem…

Głupie smęcenie.

– Kawa gotowa, profesorux.

– To dobrze; potrzebuję zastrzyku z koncentracji, bo mój mózg wędruje w dziwne rejony.

– Czy mam przygasić te myśli?

– Nie, nie trzeba: same wygasną…

Zsunąłem nogi na podgrzewaną podłogę, zabytek jeszcze z czasów, kiedy Onja dopiero doskonalił nakładki czuciowe, a META zbierał dane do prawidłowych symulacji. Kilka autentycznie ciepłych kroków dzieliło mnie od stolika z pachnącą…

Zaciągnąłem się aromatem kawy, pochwyciłem kubek z aksamitnym czarnym płynem w idealnej temperaturze i pociągnąłem łyk.

Napar był prawie doskonały.

– Onja, zwiększ poziom goryczy na mocno paloną brazylijską.

Kolejny łyczek.

Tak, teraz jest perfekcyjna, pomyślałem z satysfakcją twórcy dobrego dzieła, po czym dopiłem wodę z fraktalami dla implantu. Nakładka zmysłowa stała się tworem prawie doskonałym…

Znowu to filozoficzne bajanie! – zganiłem się po raz kolejny i poszedłem odbyć standardowy program higieniczny dla mężczyzn.

Po obmyciu i otarciu ciała poprosiłem Onja o załadowanie programu GenderGeneratora. Tradycyjny wygląd doktorka z reklam kremu do protez wzbudzał zaufanie wśród pacjentów, których gremium widziało jeszcze poprzednie stulecie. Do pracy chodziłem zawsze fizycznie: żaden wirtual nie wchodził tu w grę – ludzie starej daty nie uznawali hologramowych mówców, a nakładki na androidyczne manekiny odbierali jako brak profesjonalizmu. Nie miałem nic przeciwko temu: sam wolałem tradycyjne ćwiczenia niż program stymulacji mięśniowej, ale miałem ku temu inne powody.

Podniosłem nadal ciepły kubas i wyszedłem na rozległy balkon apartamentowca, w którym obecnie mnie zakwaterowano. Na zewnątrz rozciągała się panorama gwarnego, a jednocześnie schludnego i - w pewnym sensie - świeżego, wielkiego miasta. Uśmiech sam cisnął się na usta. Skąpane w porannym słońcu centrum aglomeracji kipiało wszechobecną zielenią. Wysokie wieżowce niemal w całości pokrywał dywan z soczystego mchu i bluszczu, a feerię z odcieni zieleni przełamywał widok przyciemnionych okiennych szyb, pokrytych fotowoltaiczną farbą. Pomiędzy wieżowcami, niby pajęczyna, rozciągały się linie szybkiej kolei miedzyfirmowej, a w niższych segmentach drapaczy chmur wolniejsze trakcje miejskie wlokącę się z prędkością 150 km/h pomiędzy piętrami mieszkalnymi. Poziom gruntu pozostawiono naturze i spacerowiczom chcącym jej doświadczyć.

– Już niedługo… – wyszeptałem sam do siebie. – Już niedługo cały świat taki będzie i to całą wieczność… Onja, zdejmij nakładkę „FutureEX67”; starczy już tego pięknego snu ja jawie.

Odstawiłem kubek na stolik i wyszedłem ze swojego loftu.

Niespełna dwadzieścia minut później stałem przed szerokim przeszklonym wejściem, nad którym fantazyjny neon głosił: „METADEC – Przejdź z nami do Wirtuala”.

– Dzień dobry, profesorux – pozdrowiła mnie Anna, moja sekretarka. Nakładka młodziutkiej rudowłosej dziewczyny pasowała jej bardziej niż poprzednia: szatynka w średnim wieku.

W sumie to raczej mi pasowała bardziej – uśmiechnąłem się w duchu.

– Annaux, o której mam pierwszego pacjentax?

– O dziesiątej, profesorux.

– Ile dzisiaj?

– Pietnaście…

– Aż tyle…! Widzę, że pieniądze na reklamę nie poszły w kanał. Dobrze, bardzo dobrze… Cieszę się, że ludzie wybierają ten sposób na… Że wybierają łagodne przejście na własnych warunkach, bez strachu i wątpliwości.

– Tak, to cudowne, prfesorux – potwierdziła Anna z wyuczonym neutralnym wyrachowaniem, uśmiechając się przy tym jedynie kącikiem ust. – Dokumenty są przygotowane. Pliki osobowościowe opatrzone imionami interesantów zostaną odkodowane za przyzwoleniem każdego pacjentax, profesorux.

– Dokładna jak zwykle. – Uśmiechnąłem się i stanąłem w progu kameralnego pomieszczenia wystylizowanego na przytulny pokoik w ciepłych tonach bieli przełamywanej soczystą zielenią. – Aaa, Annoux… Byłbym zapominał; jeśli pacjentax przyjdzie wcześniej, to wpuść onox. – Oświadczyłem i nie czekając na odpowiedź,…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Opowiadania z Wieloświata: Nakładka na Życie cz.3 — czytnik · opowiadania