Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

technologia · 17 min czytania

Opowiadania z Wieloświata: Nakładka na Życie cz.6

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Otworzyłam oczy.

Razem z Hal stałyśmy wewnątrz staroświeckiego gabinetu wypełnionego meblami z tandetnej i mało wytrzymałej sklejki. Musiałam chwilę pomrugać, żeby przyzwyczaić oczy do ostrości widzenia w pełnym wirtualu. Jasne światło zalewało pomieszczenie przez szerokie okno o śnieżnobiałych plastikowych ościeżnicach. Rozchyliłam je szeroko, żeby zaczerpnąć świeżego powietrza a moja asystentka nieśmiało wyjrzała na zewnątrz. Krajobraz zapełniały rzędy małych domków poprzecinane równoległymi uliczkami, które odbiegały od kilku głównych, szerszych dróg. Prócz powszechnego w XXI wieku asfaltu, każdy z domków otaczały małe zagajniki z żywej zieleni, a monotonię krajobrazu urozmaicał supermarket i kilka innych większych obiektów architektonicznych.

Tak, marnotrawstwo przestrzeni, zasobów i w sumie wszystkiego innego, było znakiem rozpoznawczym minionych czasów.

– Czy tak to wtedy wyglądało, profesorux? Czy świat był taki…

– Rozrzutny i chaotyczny?

– Taki cudownie świeży – dokończyła Hal.

– Tak, w pewnym sensie taki był. Symulacja celowo stylizuje środowisko na początek poprzedniego stulecia, czasy sprzed wirtualnej rewolucji. Chodzi o to, żeby Obiekty nie generowały niepotrzebnych myśli i konkluzji, że być może…

– … sami są tylko symulacjami. – dopowiedziała Hal głosem ociekającym nostalgią.

– Dokładnie; algorytmy osobowościowe jeszcze nie są na tyle stabilne i przekonane o swoim samoistnieniu, żeby podsuwać im takie paradoksy myślowe. Ale przyjdzie jeszcze czas na dyskusję w tej kwestii. – Podeszłam do drzwi i pociągnąwszy za coś, co algorytm nazwał klamką, wyjrzałam na niewielki korytarz. Mała recepcja opływająca w stonowane beże, dystrybutor do wody, kilka krzeseł i klaustrofobiczny kontuar przy ścianie. – Zajmij, proszę swoje miejsce i po kolei wprowadzaj pacjentów do gabinetu. Pamiętaj, że twoja osoba została im wgrana na poziomie podstawowym.

Mina Hal przypominała wielki znak zapytania.

Przymknęłam drzwi.

– Będą cię traktować jakby cię znali – wyjaśniłam, wdychając przy tym niepotrzebnie. W sumie to nie jej wina, że nie wie takich rzeczy. Przecież wciągnęłam ją tu bez przeszkolenia. – Wejdź razem z pacjentką, gdy ta się zjawi i zostań. Nadpiszę program tak, żebyś tymczasowo nie była dla niej widoczna. Mar myśli, że uczęszcza na terapię u psychologa, a do takich sesji potrzeba prywatności: Obiekt mógłby odczuć, niepokój i skrępowanie przed uzewnętrznieniem.

– Oczywiście, profesorux. – Hal pokajała się jak przykładna studentka w obliczu zasłużonego i wielbionego mentora.

– Tutaj też, używamy zaimków determinujących płeć, ale nie martw się, jeśli ci się wymsknie; Meta skoryguję wspomnienie Obiektu.

– Tak.

– Dobrze. {i}Onja zacznij procedurę wizytacyjną.

– Przyjełox, doktorux Ali.{/i}

Dźwięk dzwonka przy konturze wybrzmiał irytująco głośno.

{i}– Udaj, że wprowadzasz jej dane do systemu za pomocą klawiatury. Masz wgraną instrukcję obsługi –{/i} przesłałam jej przez Onja.

Hal wyszła z gabinetu, przywitała Mar z wprawą doświadczonego aktora i zaprosiła kobietę przed ladę, żeby odhaczyć dane do wizyty. Ja w tym czasie przysiadłam w fotelu, który miał te śmieszne kółeczka osadzone na końcu trójnogu. Zawsze obiecuję sobie, że spędzę wakacje w pełnym wirtualu z symulacją w tej epoce. Obserwowanie jak kiedyś żyli ludzie, napawało mnie radością – radością, że ja urodziłam się już w erze Onja.

Drzwi otworzyły się powoli i do środka weszła ruda kobieta, z wyglądu nieco po trzydziestce, wyraźnie wyszczuplała od czasu, kiedy ostatnio rozmawiałyśmy. Zmatowienie zaburzyło jej odczucia i kompulsywnie przyjmowała zbyt wiele kalorii, na co META-DEC musiał zareagować realistycznie. Ale teraz… Teraz promieniała jak nastolatka.

Wstałam z przyklejonym sztucznym uśmiechem na twarzy. Hal stanęła w rogu pomieszczenia, jakby się chowała, choć wcale nie musiała tego robić. Mar i tak by jej nie dostrzegła; nie mogła z nią wejść w żadną interakcję: ich nakładki tymczasowo wykluczały się wzajemnie.

– Dzień dobry, doktor Alison. – Kobieta podeszła, żeby się przytulić. Pozwalałam na to. Protokoły empatyczne wskazywały, że kontakt fizyczny jest jak najbardziej wskazany.

– Usiądź, Marjo. Jak się czujesz?

– Bardzo dobrze, pani doktor; te nowe pigułki, które od pani dostałam, zadziałały rewelacyjnie. Kilka tygodniu i wróciłam do normalności.

– Cieszę się, Marjo, ale wiesz, że i tak muszę zadać ci te „straszne” pytania? Tak nakazuje sztuka lekarska.

– Wiem, pani doktor; proszę walić śmiało!

– Czy pojawiły się ostatnio napastliwe myśli, zrezygnowanie, apatia, natrętne nawyki albo lęk bez wyraźnej przyczyny? – Zaczęłam recytować, stukając w dziwny twór z plastiku o podświetlonych klawiszach. Ten dźwięk wydawał mi się strasznie irytujący, ale tak musiało być.

– Nie.

– Czy doświadczyłaś zaburzeń percepcji, uczucia odrealnienia, inności otoczenia? – Na płaskim ekranie mojego monitora wyświetliło się zielone światło obleczone parametrami symulacji Obiektu: Mar Bonneti

– Nie – odpowiedziała, ale tym razem z lekką niepewnością.

{i}– Onja, dokładna analiza i zapis z tego momentu.{/i} Myśli o samookaleczeniu, samobójstwie?

– Nie, po stokroć nie! – Aż wzdrygnęła się, co było dobrą reakcją: nietypową, ale dobrą. Wykres przed moimi oczami zżółcił się na chwilę, ale potem wrócił do stabilnej zieleni.

– Wygląda na to, że wszystko jest na dobrej drodze. To teraz pora na najtrudniejsze. Powiedz, Marjo: dlaczego chcesz żyć? – Podstawowe pytanie według pierwszej wytycznej przy symulacjach samoświadomych: Obiekt musi chcieć istnieć w wyznaczonym punkcie w przyszłości.

Hal znała zmatowienie tylko poprzez kolory i dane z holopulpitu w laboratorium Przejścia; nie widziała nigdy dotkniętego Obiektu na żywo.

– Ja… – Mar zawahała się a wykres podobny do przebiegu EEG, który stale wyświetlał się na ekranie mojego monitora, nieco zapikował i zmienił odcień na pomarańczowy. – Postanowiliśmy z Adamem, że chcemy mieć dziecko – wyrzuciła w końcu z siebie. Kreska znowu zaczęła oscylować wokół prostej symbolizującej średnią, a barwa przeszła w soczystą zieleń.

– Ooo! – udałam zaskoczoną. – To wspaniale.

– Tak, mam nadzieję, że się uda – oświadczyła z nadzieją tak autentyczną, że aż zaczęłam jej kibicować.

– Na pewno. Wypiszę ci receptę, tylko powiedz ginekologowi, że przyjmujesz leki na lepsze samopoczucie. – Puściłam jej oko. Z każdą wizytą docierało do mnie, dlaczego Rigge tak polubił tę kobietę. Nawet jej symulacja miała w sobie to nieopisane coś, co zachęcało człowieka, żeby trzymał za nią kciuki. – Prowadzący ciążę musi wiedzieć o takich sprawach. I zrobione. Powinnaś dostać wiadomość z kodem.

Głos dzwonka w fizycznym telefonie potwierdził moje słowa. Mar spojrzała na cegłowaty, toporny ekran i uśmiechnęła się ponownie; jeszcze piękniej i jeszcze radośniej.

– Dziękuję, pani doktor; recepta dotarła i podwózka też już czeka. Adam wjechał właśnie na parking.

Schowała smartfon do żółtego O-baga, pomachała mi dziewczęco i wyszła, nie… wyfrunęła z gabinetu.

– Co o tym sądzisz, Hal? – zapytałam, gdy tylko drzwi zatrzasnęły się za Mar.

– Uważam, że zanotowane wcześniej zobojętnianie na poziomie czerwieni teraz zniknęło całkowicie – wzięła głęboki oddech – co jest chyba pierwszym udokumentowanym przypadkiem stabilizacji bez konieczności resetu po pełnym zmatowieniu.

– Dokładnie. Skontroluję jeszcze tych dzieciaków…

– Obiekty, doktorux Ali.

To mała mściwa smarkula, uśmiechnęłam się w myślach. Radość z postępu Mar była na tyle wielka, że jej bezczelna uwaga nawet mnie rozbawiła. – Może już niedługo, Hal; może już wkrótce przestaną być Obiektami… Onja, sprowadź kolejnego pacjenta, a ty nie wypadaj z roli Hal. Jeszcze trochę pracy przed nami.

***

Dwóch chłopców zapytanych kolejno o incydent podczas lekcji, tylko wzruszało ramionami na znak braku odpowiedzi. Takie przebłyski wiedzy ogólnoserwerowej w przypadku w pełni generowanych osobników, nadal były stosunkowo powszechne; całe szczęście szkody wyrządzane podczas krótkich epizodów łatwo usuwano. META-DEC uczył się jeszcze jak symulować naukę takich Obiektów bez interwencji danych z bazy, hodował osobne ośrodki wiedzy w małych zamkniętych klastrach…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Opowiadania z Wieloświata: Nakładka na Życie cz.6 — czytnik · opowiadania