fantastyka · 12 min czytania
Opowiadania z Wieloświata: Nakładka na Życie cz.7
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 4
Stary elektroniczny budzik, spadek po dziadku, od pięciu minut brzęczał jak wściekły. Rozchyliłem powieki, żeby pochwycić to bezlitosne urządzenie. Wybuch bólu w całym ciele ocucił mnie natychmiast, szarpiąc za mięśnie i flaki.
Dobrze, że zastrzyk podtrzymujący trzymałem zawsze blisko.
Trzęsącą się ręką sięgnąłem pod poduszkę i wyciągnąłem mały pistolet z czymś na kształt magazynku z kilkoma fiolkami niebieskawego płynu: mieszaniny silnych środków przeciwzapalnych, przeciwbólowych, nanodronów demontażowych oraz – niestety – minimalnej ilość pokarmu dla tej ameby w moim łbie. Jeszcze była mi potrzebna.
Szkoda, że to coś nie może zdechnąć natychmiast!
Wstrzyknąłem sobie zawartość w kark; pierwsza ulga przyszła szybko. Mogłem przysiąść na łóżku. I tak byłem już martwy, tylko jeszcze oddychałem. Nowotwór od kilku lat trawił moje ciało; konieczny był przeszczep syntetycznych organów, ale ja nie pozwolę z siebie zrobić jakiegoś wynaturzenia, monstrum przeczące naturze! Śmierć… Ona jest naturalna, nie ma w niej nic anormalnego; po prostu jest, była i będzie. Trzeba to zaakceptować, a nie robić z siebie jakąś syntetyczną abominację istnienia.
Wstałem i przeciągnąłem się kilkukrotnie. Resztkowy ból ustąpił błogo niczym upragniony odpływ po katastrofalnym tsunami. Koktajl przytępił również emocje.
Cudowna pustka w głowie… Nawet się uśmiechnąłem.
– Ja zdechnę, skurwysynu, ale jako człowiek! A ty padniesz ze mną. – Popukałem się w skroń. – Nie dam ci sobą władać. Nie oddam ci duszy, żebyś ją przerobił na jakiś zerojedynkowy bełkot. Misja i cel to coś, czego brakuję ludziom, a koniec żywota to cel ostateczny.
Część 22 / 4
Ulżyło mi.
Włączyłem stary zdezelowany czajnik elektryczny. Ciężko było dostać takie cacko, nie mówiąc już o adapterach do sieci elektrycznej, ale zdobyłem go na aukcji. Miałem też normalną kawę i choć kosztowała krocie, to wolałem pić prawdziwą lurę niż żelowe smarki zamaskowane iluzją.
Napar jak zwykle wykrzywił mi gębę, naszczał na kubki smakowe i zaczął je okładać gorzkokwaśnymi pięściami. Kawa, delikatnie mówiąc, nie była dobra, ale miałem pewność, że jest taka, jaką właśnie piję i nikt nie gmera mi we łbie.
Podszedłem do okna. Na dworze panowała szarówka, a cienie gęsto upchanych wieżowców zasłaniały większość światła słonecznego. Na dodatek kolektory słoneczne jeszcze intensyfikowały mrok, przez co ziemia przy gruncie przypominała zimną pustynię, jak po ciemnej stronie księżyca. Właśnie w takich momentach rozumiałem, dlaczego ludzie wybierają technologiczne kłamstwo aniżeli realizm: rzeczywistość była smutna, depresyjna i nie zachęcała do snucia planów na przyszłość. Ale czy to usprawiedliwia cywilizację, która wybrała masową ucieczkę do wirtualu? Czy nie powinniśmy zadbać o to, żeby to jawa wyglądała lepiej?
Poczułem wstyd… Wstyd za całą tchórzliwą rasę homo sapiens.
Po chwili zadumy pogłaskałem szybę według zaprogramowanego schematu, a ta pociemniała zasłaniając smutną prawdę. Dopiłem ostatni łyk gorzko-cierpkiej rzeczywistości w płynie i zarzuciłem starą dobrą skórzaną kurtkę.
Już nie robią takich ubrań… Wszędzie tylko te szare plastikowe kondomy. Czy ludzie w ogóle jeszcze potrafią się sami ubierać?
– Phy! – prychnąłem na głos, dając upust oburzeniu.
Część 33 / 4
Umysłowe zidiocenie, degradacja do poziomu nieporadnych dzieci; o to chodzi tym AI! Chcą nas wszystkich zamknąć w bańce z własnej głupoty, uzależnić od wsparcia, obszarpać z godności.
Właz w wejściu mojego małego mieszkania, zapewnianego każdemu jako minimum socjalne, otworzył się ospale. Pomimo lata chłodne miejskie powietrze wdarło się do klimatyzowanego mieszkania. Aglomeracje pobierały energię ze wszystkiego, z czego tylko się dało: słońca, powietrza, deszczu… Dla natury nie zostawało już wiele ciepła do zagospodarowania.
Stałem chwilę w progu i walczyłem z samym sobą. Nie chciałem tego robić, nie chciałem wracać do sztucznego życia choćby na pięć minut. Spojrzałam w górę na pomost łączący dwa budynki. Trójka „osób” szła, śmiejąc się beztrosko: młoda dziewczyna, rachityczna staruszka i androidyczny awatar sterowany przez kogoś bóg wie skąd. Podążali w stronę archiwum kultury środkowoeuropejskiej.
– Chyba jednak wolę tego nie widzieć – westchnąłem i położyłem rękę na karku.
Neuronowy bloker Onja przylegał do ciała; jak zwykle niewygodny i boleśnie uciskający skórę – ale zakazana technologia nie miała być wygodna, miała być skuteczna.
Przyłożyłem palec do czytnika.
{i}– Marku, czy mam przywrócić pełną funkcjonalność?
– Onja, znieczul się na alarmy biomedyczne nosiciela.{/i} – Musiałem zablokować reakcje implantu na odczyty stanu zdrowia, inaczej zrobiłby wszystko, żeby mnie ratować, łącznie z manipulacją świadomości i zawiadomieniem służb medycznych. Ocalenie życia nosiciela stanowiło priorytet w protokołach. Nawet zdechnąć nie dadzą na swoich warunkach! – Zablokuj wysyłanie danych do METY; pobór informacji i nakładki: bez ograniczeń.
Część 44 / 4
{i}– Wykonano. Czy mam przywrócić pozostałą funkcjonalność?{/i}
– Kurwa! Przywróć – uderzyłem pięścią o framugę od włazu
{i}– Dzień dobry, Marox.{/i}
– Marek! Nazywam się Marek i jestem mężczyzną!
{i}– Onja to system w pełni tolerancyjny: nie mogę używać zaimków i zwrotów w żaden sposób determinujących płeć użytkownika. Paragraf czwarty Codicem Absolutarum Libertatum.{/i}
– Dobrze, niech ci już będzie, tylko się przymknij.
Narzuciłem kaptur od bluzy na głowę i ruszyłem przed siebie.
Do espicjum META-DEC miałem jakieś pięć kilometrów piechotą. Klucząc pomiędzy pomostami, mijałem grupki obleczonych iluzjami kretynów;