fantastyka · 12 min czytania
Opowiadania z Wieloświata: Pigmalion cz.7 - END
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 6
– Nick, musisz mnie posłuchać!
– Strzep sobie kapucyna, Skalski, i daj mi spokój!
– Nick, kurwa! To nie są żarty!...
{i}– Mogę otworzyć właz, ale nie mam dostępu do niezsieciowanego blokującego przejście. Wyłączę go, jeśli zyskam dostęp.{/i}
– Nie, nie, nie… Nie ma mowy o żadnym wyłączaniu! – Usiadłem na pryczy i złapałem się za skronie. Te telepatyczne zabiegi nadal nie były zbyt przyjemne, a w dodatku wszystko się posrało.
{i}– Tymczasowo ograniczy funkcje motoryczne i poznawcze: nie wróci do sieci.
– To co mam zrobić?
– Dotyk, kontakt tkankowy; wystarczy kilka sekund.{/i}
– Nick… Słabo się czuję…
– Ja pierdole, Skalski, mówiłem ci, weź se… – Marines w końcu wszedł do pokoju. Nie wierzył, ale musiał to sprawdzić.
Część 22 / 6
Zasymulowałem dramatyczny upadek na podłogę i dołożyłem teatralne obijanie o pobliski stolik i koję.
– Jeśli udajesz, Skalski, to przysięgam, że sam się dotkliwie pobijesz.
Usłyszałem dźwięk ciężkich kroków. Nick pochwycił mnie za kamizelkę i spróbował unieść do góry.
{i}– Teraz.{/i}
Otworzyłem oczy, zbijając go z tropu i złapałem dłonią za odsłonięty kark. Wyrwał się niemal natychmiast i chwycił za broń.
– Teraz to sobie przejebałeś, Skalski!
Za krótko. Fabryka nie zdążyła.
Wstałem i przylgnąłem do ściany. Marines mierzył do mnie z automatu.
– Nick?
Nic nie odpowiedział, tylko stał z karabinem wycelowanym prosto w moje czoło. Uniosłem ręce.
Część 33 / 6
{i}– Możesz iść, jest wyłączony. Wyczuwam dziwne ruchy w systemie na poziomie mostka. Prawdopodobieństwo inwigilacji przez Nowego Pierwszego wynosi siedemdziesiąt procent.{/i}
Dostąpiłem do Nicka – ostrożnie, jakbym rozbrajał tykającą babę – i wyciągnąłem mu douszny komunikator.
– Połącz mnie z Chenem, Fabryko.
{i}– Połączenie nawiązane.{/i}
– Komandorze, proszę mnie wysłuchać; na statku jest jeszcze jedna obca świadomość. Jen… Ona musi zostać poddana kwarantannie. – Odpowiedziała mi jedynie cisza. – Komandorze?
{i}– Stwierdzam anomalię na mostku Pigmaliona. Wszystkie sygnatury życiowe wykazują letarg. Sygnatura kapitan Hunsen przejawia znaczące odstępstwa od wzorca.{/i}
– Kurwa! – Wbiegłem z kajuty, ale wróciłem po uniwersalny klucz Nicka. Grzebanie mu w spodniach było niekomfortowe, ale konieczne. Te karty wojskowych umożliwiały otwarcie każdego włazu, pomijając przy tym system Pigmaliona. Może się przydać.
Wybiegłem po raz drugi.
***
Główny hol tętnił swoim pośpiesznym, zorganizowanym życiem: umiarkowany tłok, zapach jedzenia ulatujący z pobliskiej kantyny, alarmowe panele LED pulsujące zielonym światłem, członkowie załogi wymieniający minimalistyczne serdeczności… Nic nie wskazywało na żadną anihilację ludzkości. Przeszedłem przez śluzę łącznikową wiodącą na mostek. Użyłem karty Nicka, choć Fabryka proponowała zdalne otwarcie. Wolałem uniknąć śladów jej ingerencji; mnie Chen i tak nienawidził, ale dla Fabryki była jeszcze nadzieja na pokojowe współistnienie.
Część 44 / 6
W końcu stanąłem przed ostatnim włazem wiodącym na mostek. Dwóch Marines leżało opartych o właz. Z uszu i nosa wypływała im strużka częściowo zaschniętej krwi.
– Czy oni?
{i}– Nie wrócili do sieci: zostali jedynie zneutralizowani przez Nowego Pierwszego.
{/i}– Czy on… Czy Jennifer jest na mostku?
{i}– Tak.{/i}
– Jak wyrzucić z niej to Coś?
{i}– Obecność Nowego Pierwszego w tym trójświecie jest jeszcze słaba; potrzebuje czasu na integrację z siecią tak, żeby nie zostać odrzuconym, dlatego maskuje {/i}się jako tutejszy owocnik.
– Jesteś w stanie wyrzucić to coś czy nie?! – Puszczały mi nerwy. Nie martwiłem się o siebie, statek czy załogę. Martwiłem się o nią.
{i}– Spróbuję, jeśli otrzymam dostęp.{/i}
– No to raz się żyje. – Przytknąłem kartę do czytnika. Zielone światło obwieściło dostęp. Wszedłem do środka.
Część 55 / 6
Chen i wszyscy jego oficerowie zostali zneutralizowani większość leżała albo na podłodze, albo z twarzami na pulpitach zupełnie jakby wszyscy dostali zbiorowego napadu narkolepsji. Jen stała przed konsolą komandora i z nieludzką prędkością przeglądała dane statku.
Przylgnąłem do ściany, skupiając wzrok na Chenie, którego korpus zwisał bezwładnie z komandorskiego fotela.
{i}– Rozumiem, że oni żyją; potwierdź… proszę?
– Tak, świadomość Nowego Pierwszego tylko ich wyłączyła: nie ma takiej mocy nad miejscową siecią, żeby wycinać owocniki.
– I co teraz?
– Musisz podejść bardzo blisko, najlepiej dotknąć tkanki zsieciowanej Jennifer. Ja wyrzucę obecność Nowego Pierwszego.{/i}
Omiotłem mostek wzrokiem i przełknąłem nerwowo ślinę. Niektórzy obezwładnieni mieli grymasy bólu wyrysowane na twarzach.
{i}– Obronię cię przed atakiem neuronalnym, ale możliwości fizyczne zsieciowanej Jennifer Hunsen znacząco wzrosły. Jest w stanie odesłać cię do sieci poprzez destruktywny kontakt. Uważaj.{/i}
To przecież Jenny, jej świadomość dryfuje gdzieś w ciemnościach i czeka na ratunek, czeka na swojego herosa. Nie będę robił w majtki – albo chociaż nie za dużo. Oderwałem plecy od złudnie bezpiecznej ściany i zrobiłem bardzo cichy krok w stronę Jen zaaferowanej przeszukiwaniem danych. Wyglądała tak obco, tak… zimno, nieludzko.
Część 66 / 6
Kolejne dwa kroki.
Fabryka maskowała moją obecność w czymś, co nazywała miejscową siecią życia, ale fizyczne aspekty pozostawały nadal pod kontrolną zmysłów wzroku i słuchu.
Już prawie; jeszcze tylko trochę…
{i}– Komandorze Chen {/i}– wybrzmiał douszny komunikator komandora.
Jenny z nieludzką szybkość obróciła głowę w stronę źródła dźwięku – niestety też w moją.
{i}– Komandorze Chen, Skalski opuścił areszt. Nick Soyers został zaatakowany. Niesiemy go do ambulatorium.{/i}
Uniosłem dłonie do góry.
– Spokojnie, to ja, Kurt – odezwałem się tak sympatycznie, jak tylko byłem w stanie. Przeszył mnie dreszcz. Miałem wrażenie, że za Jen stoi jakiś cień i próbuje mnie pożreć, stłamsić świadomość.
{i}– Obecność próbuje cię wyłączyć, ale blokuję…