fantastyka · 9 min czytania
Opowiadania z Wieloświata: Pigmalion cz2
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 4
{i}– Kurt, pamiętaj: najpierw robot, potem mysz! I żadnych wybryków! {/i}– Instrukcja od dowodzącego sekcją naukową przyszła przez implant i wgryzła się w mój mózg, uderzając gniewem.
– Tak, Dimitri; nie urodziłem się wczoraj… Dimitri – sapnąłem.
–{i} Skup się! Robot jest zsynchronizowany z twoim wszczepem korowym. Zaraz przekieruję czucie do biorękawicy. Na trzy. Raz… Dwa…{/i}
Moja prawa ręka opadła bezwładnie, gdy implant oszukał mózg, iż ta prawdziwa kończyna właśnie jedzie na małym robocie, a kawałek mięsa umocowany do barku, to tylko jakaś nieunerwiona narośl.
Dziwne uczucie… Zupełnie jakbym miał kilkunastometrową kończynę.
– Zbliżam się do obiektu – poinformowałem proceduralnie.
–{i} Kamery działają. Obraz bez zakłóceń. Mostek zezwala na pierwszy kontakt.{/i}
Automat z bioniczną repliką ludzkiego ramienia osadzoną na kadłubie zbliżył się do lewitującej metalicznej sfery, której powierzchnia zdawała się odbijać inny, zniekształcony świat.
Część 22 / 4
– {i}Teraz kontakt.{/i} – Dimitri wyrwał mnie z hipnotycznego zachwytu niezidentyfikowanym tworem obcej technologii.
Powoli uniosłem ramię robota. Choć, jakby na to spojrzeć z innej perspektywy, teraz to moje ramię i boleć będzie też jak moje. Po plecach przebiegł mi lekki dreszcz, ale zdołałem skupić się na zadaniu. Mechaniczna dłoń powleczona syntetyczną ludzką tkanką zbliżyła się do Obiektu. Odczyty pozostawały w normie: bardzo słabe promieniowanie światła białego, a w pozostałym spektrum fal elektromagnetycznych – martwa cisza; kompletnie żadnej emisji, jak miniaturowa czarna dziura – tylko ta była srebrna.
Sztuczne palce dotknęły metalicznej powierzchni – a raczej usiłowały. W miejscu potencjalnego kontaktu sfera przyjęła konsystencję melasy, zafalowała i odsunęła się od dłoni, pozostawiając przerwę z pustej przestrzeni o grubości około cala… może półtora.
– Dimitri?
– {i}Żadnych zmian w emisji, oprócz otworu wypełnionego dobrze nam znaną przestrzenią, w którą właśnie wtykasz palce wysięgnika. Może poruszaj dłonią: w lewo, w prawo, pokręć koła. Nie wiem…!{/i}
Wykonałem wszystko, ale Obiekt skutecznie unikał kontaktu.
– {i}Koniec na dziś {/i} – oświadczył Dimitri.
– Ale… – próbowałem oponować.
Część 33 / 4
– {i}To rozkaz komandora.{/i} – Odzyskałem czucie w ramieniu, a to z wysięgnika złożyło się powoli.
***
– Ja już nie wiem, Jen… Nie wiem, jak mam z nimi rozmawiać – westchnąłem i wziąłem łyk herbaty.
Moja przyjaciółka, ubrana w biały przylegający fartuch i zaciągnięte na czoło gogle, siedziała naprzeciwko i uśmiechała się wdzięcznie. Chyba lubiła to moje marudzenie.
– To typowi wojskowi, w dodatku mają rozkaz utrzymać nas wszystkich przy życiu. Nie chciałabym, żeby ignorowali tego typu rozkazy.
– Tak wiem, ale ty też nie jesteś cywilem, a jednak nie wpadłaś na pomysł, żeby strzelać potężnym laserem do obcego obiektu, o którym wiemy tyle, co nic?!
– No… to nie jest zbyt roztropne, ale komandor tu rządzi i wydał roz... – Mysi pisk przerwał nam rozmowę. – Znowu się biją, urwisy – oświadczyła pani kapitan i podeszła do klatki z białymi gryzoniami.
Widok tej idealnej figury znowu wprawił mnie w marzycielskie otępienie.
Część 44 / 4
– No już, chłopaki, bez awantur! – Wybiła mnie z fantazji. – Na czym my to... A! Gdyby to coś było istotą rozumną, to nie mogliby tego zrobić, ale TO nie wykazuje żadnych oznak inteligencji. – Uniosła jednego ze swoich pupili i pocmokała do niego, robiąc przy tym słodki dziubek.
– Masz rację… – oświadczyłem niepewnie. Moją uwagę pochłonęła inna myśl, złowroga myśl; myśl, której nie powstydziłby się nawet dr Jekyll czy sam Wiktor Frankenstein.
Uśmiechnąłem się złowieszczo, ale zamaskowałem ten obłąkany wyraz twarzy pokaźnym kubasem z herbatą.
***
– Kurt? Jesteś tu?! – Jenny ostrożnie rozchyliła drzwi do stacji monitoringu reliktu ulokowanej w prawym skrzydle Pigmaliona.
Posłałem jej – według mnie – uwodzicielski uśmiech satysfakcji. Taki, który emanuje pewnością siebie i sprawia, że kobietom miękną kolana. Nieco się speszyła, ale weszła w głąb pomieszczenia.
– Kurt… Zaginęła