fantastyka · 9 min czytania
Opowiadania z Wieloświata: Pigmalion cz3
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 5
– I jeszcze pewnie myślisz, że to ty będziesz tym, który nawiąże kontakt?
– Nie śmiałem sugerować, komandorze – rzuciłem z udawaną pokorą.
– Bądź łaskaw wyjąć język z mojej dupy. Jakson pójdzie.
– Marines!? Ale, panie komandorze...!
– Nie ma żadnego „ale”!
– Ale ten obcy najprawdopodobniej czyta w myślach; pamięta pan macki na głowie Ruperta?
– Ruperta? A, mysz, no tak. I co z tego, że czyta?
– Naprawdę chce pan, żeby poznał armię, jej protokoły, niektóre tajemnice czy historię toczonych wojen?
Część 22 / 5
To było genialne zagranie.
– Nie sądzę, żeby Jakson, pamiętał, co jadł wczoraj na śniadanie.
Jednak nie aż tak genialne.
– Ehhh… – Chen westchnął ciężko, przerywając gęstą ciszę. Chyba jednak wiedział, że mam rację, po prostu stwierdzenie tego grzęzło mu w gardle.
– Potrzebuje pan kogoś, kto nie zna wojskowych tajemnic. – Raz się żyje. – Kogoś nieistotnego z punktu widzenia bezpieczeństwa… Kogoś takiego jak…
– Jak ty? – dokończył Chen, łypnął na mnie tym swoim dziwnym, przenikliwym okiem i pokiwał głową. – Niestety masz rację… Tylko pamiętaj! – Pogroził mi palcem – Jeden dziwny ruch tego czegoś i otworzymy ogień. Zrozumiano?!
– Tak jest, panie komandorze, sir!
***
Część 33 / 5
{i}– Słyszysz mnie, Kurt? {/i}– głos Dimitra rozbrzmiał w moim implancie usznym. Swoiste déjà vu.
– Tak, Dimitrii.
{i}– Podejdź powoli, Marines będą tuż za drzwiami.{/i}
– Dobrze, tylko niech nie wchodzą tu z bronią; to ma być pokojowy pierwszy kontakt, a nie pokojowa groźba anihilacji.
– Zaczynamy.
Właz śluzy prowadzącej do komory reliktu zatrzasnął się, zostałem sam na sam ze sferą z metalicznej substancji. Zrobiłem kilka kroków, co jak zwykle obeszło się bez reakcji Obiektu, i stanąłem naprzeciwko lewitującej bryły. Kolejny, już bardziej ostrożny krok zbliżył mnie na odległość łokcia.
Nadal nic.
Sięgnąłem do kieszeni spodni po zapoznawczy podarek, następnie przykucnąłem naprzeciw sfery i ułożywszy wyciągniętego krakersa przed sobą, przesunąłem go w kierunku globu.
Część 44 / 5
Znowu nic.
Nakazałem ciszę w komunikacji i zaleciłem jedynie obserwację za pomocą kamer: obcy mogli wyczuwać fale świetlne różnych długości. Niemal czułem, jak Jennifer na mnie patrzy przez mały obiektyw w rogu komory reliktu. Siedziałem spokojnie, po turecku, czekając cierpliwie na ruch ze strony obcego.
Poczułem, jak powietrze ładuje się elektrostatycznie. Włosy na przedramieniu zaczęły delikatnie unosić się w górę.
Coś nadchodzi. Ciekawe czy to rejestrują?
Grafitowe tworzywo oblekające jeden ze szponiastych filarów zafalowało niczym tysiące łusek na cielsku jakiegoś gada. Z otworu uformowanego blisko nasady wygiętej w łuk kolumny wyłoniła się macka – identyczna jak poprzednio; przypominała czułek ślimaka rozświetlany słabymi niebieskimi błyskami. Witka nieśmiało pochwyciła krakersa i uniosła do góry, obracając nim kilkukrotnie. Odniosłem wrażenie, że Obiekt ogląda podarek.
Z drugiego szponiastego słupa wysunęła się kolejna macka, rozszczepiła na kilka cieńszych odnóg i dotknęła kilku punktów na moim czole i skroniach. Dałem dłonią znak w stronę kamery, że wszystko gra.
Wtedy się zaczęło.
Część 55 / 5
Strumienie bursztynowej energii poprzecinały podłogę i sufit. Ściany spłynęły błękitem i rozmyły w eteryczne odbitki samych siebie. Szponiaste kolumny, dziwne prostokątne komory oraz sprzęt badawczy Pigmaliona, wszystko zniknęło. Nie… one raczej usunęły się w cień istnienia, zawisły na krawędzi bytu, pozostawiając smugi wspomnień o własnej egzystencji. Fizycznie pewny zostałem jedynie ja i lewitująca kula srebrzystej substancji.
Spokój wypełnił mój umysł. Uśmiechnąłem się. To coś też to zrobiło, byłem tego pewny.
– Jestem Kurt, a ty? – Nawet nie wiem, czy to powiedziałem, czy tylko pomyślałem.
Płynna metaliczna materia zaczęła zmieniać kształt, wypuszczała guzy i formowała je w członki jakiejś nieokreślonej istoty. Na koniec przeorganizowała elementy, układając je w jedną spójną i znaną mi całość: mysz wielkości człowieka.
{i}– Ru…pert.{/i} – Usłyszałem, a raczej poczułem. Czułem słowa.
– Tak, to jest Rupert, ale jak ty się nazywasz?
{i}– Ja? {i}– Obca inteligencja pokręciła łebkiem i rozpuściła postać gryzonia, by ponownie zlać…