nauka · 13 min czytania
Opowiadania z Wieloświata: Pigmalion cz4
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 6
– Co z nią, doktorze? – spytałem czarnoskórego mężczyzny w średnim wieku. Doktor Nefat Zami spojrzał na odczyty skanera tkanek i westchnął niepokojąco.
– Doktorze…?
– Zawiodło chłodzenie i jeden z magnesów układu zasilania zyskał oporność, a wybuch… Wybuch wyrzucił zjonizowane cząsteczki, które wniknęły głęboko w tkanki. Mogę ją trzymać w głębokiej, biologicznej hibernacji, ale na Pigmalionie nie ma sprzętu, żeby zrobić więcej. Przykro mi.
– Rozumiem – stwierdziłem nieco zdezorientowany. Nie dotarł do mnie okrężny przekaz Nefata, że Jennifer umiera. Lekarze jakoś umieli przekazywać takie wiadomości tak, żeby odbiorca nie wpadł w histerię.
W ambulatorium leżało jeszcze kilku członków załogi – wszyscy z powierzchownymi obrażeniami – a wśród nich dwóch oficerów, którzy przechodzili właśnie proces wymiany popalonej skóry. Drukarki bez chwili przerwy produkowały zastępcze płaty tkanki, jakby szyły łaty do zetlonych mundurów.
Dlaczego akurat padło na Jennifer? Tylko ona została silnie napromieniowana, tylko ona stąpała teraz na granicy życia i śmierci!
Ogarnęła mnie wściekłość; zacisnąłem pięści.
Wyłączenie kabiny spowalniającej skutki rozpadu DNA oznaczało dla niej pewną śmierć w męczarniach. Na Ziemi i na Marsie mieli odpowiedni sprzęt do kompleksowej naprawy genomu, ale na statku… Tu nie było miejsca na medycynę wysokich technologii. Czas też nie działał na naszą korzyść.
– Nefat?
Część 22 / 6
– Tak, Kurt?
– Gdyby komandor podjął decyzję o przerwaniu misji i powrocie na Ziemię z przystankiem na orbicie Marsa, to czy ona przetrwałaby podróż?
Doktor milczał przez chwilę. Zapewne układał w głowie strukturę kolejnej mętnej wypowiedzi, która dałaby mi nadzieję, a jednocześnie nie byłaby kłamstwem.
– To kilka miesięcy w drodze, a komora nie ma idealnej sprawności: degradacja zachodzi, tylko powoli. Jest szansa na wyleczenie, ale z każdym tygodniem będzie coraz mniejsza.
Tylko beznamiętnie pokiwałem głową i wyszedłem z ambulatorium.
Nie pamiętałem nic z drogi do kajuty.
Ustałem na środku małego pokoju jak zombie, zlokalizowałem pryczę i runąłem na nią niczym ciężka, mięsna kłoda. Nawet nie wiem, kiedy zasnąłem – i czy w ogóle spałem?
Srebrzysta postać pojawiła się znikąd. Pod powierzchnią na wpół transparentnej skóry rozchodziły się pasma z wędrujących impulsów bursztynowej energii.
Przetarłem oczy i spojrzałem jeszcze raz.
Część 33 / 6
Niestety nadal stała pośród mętnych konturów eterycznego pokoju.
–{i} Musicie odlecieć {/i}– nakazał wyraźny głos. Wszystko wskazywało na to, że Obcy wyszkolił się w tradycyjnej mowie, i nie chodzi tu o znajomość języka, a umiejętność wypowiedzi w taki sposób, żeby odbiorca nie krwawił z uszu.
– Dlaczego?
– {i}Oni szukają danych Fabryki, potrzebują mnie. Oni nie tolerują innego życia. Nie mogą was odkryć w tym trójświecie.{/i}
Jednak nie do końca opanował sztukę mówienia: tym razem słowa zabolały jak ucisk zbyt ciasnego kasku.
– Oni? Trójświecie? – Miałem mętlik w głowie i jeszcze ten ból.
–{i} Potomkowie stwórców. Nie mogą was odkryć: macie w sobie zalążek nowej sieci. Wy lub wam podobni… Będziecie następni, tak jak oni nastali po Pierwszych.{/i}
Nic nie zrozumiałem, nie chciałem… nie miałem na to siły. Te łamigłówki i pojęciowe puzzle... dziś po prostu mnie irytowały. Cała ciekawość świata wyparowała ze mnie razem z nadzieją na…
– {i}Mogę ją naprawić.{/i}
Część 44 / 6
Oprzytomniałem i wybałuszyłem oczy, które wypełniły się nadzieją.
– {i}Rupert ma dobre wspomnienia o Jennifer, ty też.{/i}
– Możesz wyleczyć Jen?!
– {i}Tak, ale wy musicie potem odlecieć. Długość fali grawitacyjnej w waszym trójświecie oznacza zderzenie płaszczyzn. Niedługo się przebiją.{/i}
Nie podjąłem nawet próby rozszyfrowania słów obcego. Mój umysł zakleszczył się na ratunku dla pani kapitan.
– Co mam zrobić?
{i}– Przynieś tę, którą nazywacie Jennifer do komory awatara Fabryki i połóż na jednym z Warsztatów. Odnowię ciało, odbuduję według waszego schematu.{/i}
***
– Panie Anders. – Komandor zwrócił się do dowódcy mechaników. – Jakie mamy uszkodzenia?
Część 55 / 6
– Dwie wyrwy w instalacji chłodniczej na dolnym pokładzie i jedna, największa, w laboratorium biologicznym. Wszystkie spowodowane utratą nadprzewodnictwa przez magnesy prowadzące reaktora fuzyjnego. Prócz tego liczne zwarcia i błędy systemów: wygląda na to, że układy kwantowo-optyczne kompletnie powariowały.
– Naprawa? – Chen nerwowo stukał palcami o blat stołu pokryty powłoką z twardego matowego tworzywa.
– Przy pomyślnych wiatrach… – Pocmokał i pokiwał głową. – Około tygodnia.
– Panie Zalitajło! – Komandor wyrwał oficera naukowego z zadumy. – Pańska opinia, proszę.
Dimitri dał sobie chwilę, żeby przełożyć myśli na język zrozumiały dla laików.
– Jak już mówiłem, anomalia grawitacyjna, zwana potocznie falą, przetoczyła się przez przestrzeń. Zjawisko to znane jest ludzkości od dawna, ale ta była na tyle krótka, że wywołała interferencję w kwantowych układach optycznych, a co za tym idzie, obwody AI zostały zalane masą niezidentyfikowanych impulsów. Artefakty elektromagnetyczne symulowały sprzeczne komendy… – Dimitri popatrzył na członków załogi, próbujących przetrawić ten pakiet informacji. Niektóre twarze zniekształcał wyjątkowo bolesny grymas. – Lawina zwarć i błędów, na wszystkich frontach rozpieprzyła elektronikę – dopowiedział Dimitri, śpiesząc wojskowym z ratunkiem.
– Jakieś domysły, co wywołało przejście fali grawitacyjnej? – warczał Chen poirytowany naukowym bełkotem, który nadal nie zbliżał ich do zrozumienia sytuacji.
– To ja może pokażę. – Dimitri wywołał konsolę na blacie tuż przed sobą i włączył obraz z kamer ulokowanych na dziobie Pigamaliona.
Hologram zawisł nad szerokim stołem.
Część 66 / 6
– Nie wiem co to, ale czujniki wskazują TO jako źródło.
W powietrzu, przed nami unosił się obraz jednego z pierścieni Saturna, a na jego tle – sfera; obiekt wielkości małego księżyca i o nieco owalnym kształcie. Zdawał się zakrzywiać przestrzeń wokoło i rozciągać obraz, który opływał jej powierzchnię.
– Co to jest? – wypalił Chen.
– Nie mam pojęcia, ale odczyty czujników wariują. Przypomina małą czarną dziurę, ale nic nie pochłania, tylko zakrzywia światło.
– Bo to jeszcze nie dziura… – szepnąłem pod nosem.
– Co? – rzucił Chen.
– Nic komandorze: głośno myślę.
– Czym prędzej należy wysłać sondę. Panie Anders, proszę przygotować drona. Panie doktorze, jak wygląda sytuacja w ambulatorium?
– Mamy kilku rannych, ale w stanie stabilnym, dwóch chorążych przywieziono