Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

fantastyka · 12 min czytania

Opowiadania z Wieloświata: Siostra Czerwień cz.8

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Rasław spojrzał na drewnianą chałupę nie większą od jego stodoły i zawód poczuł, bo po drodze z Chojników dumał nad tym, jak to Jezusowe Leże może wyglądać. Chłopy na polu gadali, że Ojciec Chrystusowy przepych lubi i katedry jego złotem i marmurem ociekają, znowuż Drogo wspominał, że wieże aż do samego nieba strzelają i janioły – gargulce Jahwowe – na kroksztynach siedzą, na niewiernych pogardliwie łypią. Wszystko to Pomian chciał na własne oczy zobaczyć, a tu… O! Szopa jakby z resztek pozbijana; żeby nie krzyż i mała dzwonnica na dachu, to by Pomian pomyślał, że to zwykła jaka rudera opuszczona jest.

Drzwi rozchyliły się ciężko, a z nich para wyszła i z habiciarzem się żegnała. Kapłan cały materiałem okutany, znakiem krzyża powietrze przeciął i pobłogosławiwszy wiernych, dłonie im wyściskał. Ludzie na twarzach radzi ten sam znak wyrysowali, dygnęli i w swoje stronę poszli.

– Co ja tu do czorta robię – westchnął Rasław i do drewnianej wierzei krzyżem znaczonej ruszył.

Nim do środka wszedł, to na ganku przystanął i oczy na kilku kamulcach zakotwiczył. W obłych kamieniach symbole jakieś wyryto; chyba litery, ale on niepiśmienny był, więc tylko kształtom się przyjrzał i stwierdził, że jak będzie okazja, to habiciarza spyta.

Przed wejściem zdjął czapkę, bo tak się do każdej świątyni wchodziło, sypiące się skrzydło rozchylił i próg przekroczył. Wewnątrz zapach zbutwiałego drewna i dymu dziwnego oczy drażnił i w nozdrza łaskotał, a kilka rzędów ławeczek szlak do ołtarza wyznaczało. Pod obrazem ku czci palownika chyba jakiego okrutnego, klęczał mężczyzna i pogańskie modły szeptał.

Rasaław kilka kroków zrobił, ale tak go w nosie zakręciło, że się opanować nie zdołał i w podłogę kichnął, ale to tak, że omal dupy w dechach nie wybił.

Kapłan modlitwę przerwał, na obraz swój święty oczami powiódł, krzyż dłonią wyrysował i za siebie się obejrzał.

Rasława ciarki przeszły, bo habiciarz bez jednego oka był i szramę na gębie miał taką paskudną, że w nocy to by go za wąpierza czy czarta jakiego można wziąć – a jeszcze przecież się do sceny mordu bestialskiego modlił.

Kapłan wstał z zimnego klepiska, uśmiechnął się na tyle serdecznie, na ile jeno można z taką facjatą i Rasława do pierwszego rzędu gestem zaprosił. Pomian dopiero z bliska zobaczył, że habiciarz jeszcze na dokładkę kciuka lewego nie miał, co umocniło przekonanie, że tu się okaleczenie kultywuje i tortury wymyślne uskutecznia – ale odwrotu już nie było. Usiadł we wskazanym miejscu, a kapłan dostrzegłszy niepokój i nerwowość w ruchach gościa, przysiadł obok niego, lecz z dystansem należytym.

– Pierwszy raz w kościele? – zagaił.

– T-tak – odpowiedział Pomian, ale w twarz oszpeconą nie patrzył, żeby duszy nie stracić. Wolał już łypać na obrazek burtalnej egzekucji, co to nad ołtarzem dyndał.

– Jak ci na imię?

– Rasław z dziada pradziada Pomian.

– Szymon. – Kapłan czteropalczastą dłoń mu podstawił, a Rasław niechętnie uścisk przyjął. – No! Tutaj każdy mile widziany, czy wierny, czy dopiero ciekawy. – Kaleka uśmiechnął się serdecznie. – Ale widzę, że cię coś trapi, synu. Mówże! Co tam ci Pan za wyzwanie pod nogi podrzucił?

Rasław aż zadrżał.

Bies Jezusowy we łbie mu czyta, pomyślał, ale wyboru nie miał. Sulichna jeszcze tylko dni kilka w domu miała być, nim pod drzewo służyć pójdzie, więc Pomian pięści zacisnął, głowę obrócił i z zaciętością, co to odwagę symulować miała, w oko klechy spojrzał.

– Pomocy od boga waszego potrzebuję.

– To taki sam mój Bóg jako i twój, tylko ty jeszcze nie wiesz, że on twój. – Kapłan zbił Pomiana z tropu. – Chodź, opowiesz wszystko, jak należy, tak po bożemu, he – zaśmiał się, wstał i klęcznik przy krześle szerokim wskazał.

Rasław wpierw nie zrozumiał, ale habiciarz doczłapał do siedziska szerokiego, usiadł ciężko, na klęcznik jeszcze raz pokazał i ucho demonstracyjnie nadstawił tak, że w końcu gość pojął, o co kapłanowi chodzi i niezgrabnie na twardych dechach ukląkł.

Niebo się chyba jakoś rozchmurzyło, bo przez okiennice światło wpadło i drewniane siedzenie blaskiem z brudu jakby obmyło – umoszczonego kapłana też oplotło i splendoru mu dodało.

– Teraz mów, a ja będę słuchał, tylko wiedz, że ja to On. – Habiciarz na malunek poboczny wskazał, a na nim twarz ładną, sympatyczną i na tle aureoli wyrysowaną. – A On wie, kiedy kto baja – pogroził pół żartem.

Rasław zaczął niechętnie, ale z każdym słowem czuł ulgę, więc więcej opowiadał i więcej, jakby na saniach te słowa się rozpędzały. Wszystko od początku wyznał; wszystko, co w wizjach widział i wszystko, co miało się stać. Habiciarz tylko przytakiwał, pomrukiwał i okiem na Pomiana łypał. Ze zrozumieniem patrzał i na przejętego wyglądał, albo jeno udawał. W końcu Pomian mówić przestał, a kapłan brodę nieogoloną potarł, podumał chwilę i w końcu pomysł z siebie wypchnął:

– Do mnie ją przyślij, tu bezpieczna będzie od guseł wszelkich. Posiedzi chwilę na plebanii za wsią, w gospodarstwie pomoże. Nie za darmo, oczywiście.

– Nie przyjdzie. – Rasław pokręcił głową. – Chciałem, żeby teraz ze mną poszła, ale od wariatów i pogan mnie zwyzywała, w furię jako wpadła – westchnął i ramionami wzruszył.

– No tak, no tak… – Znowu się habiciarz zamyślił, ale po chwili, bez słowa wstał, do ołtarza podszedł i małe drzwiczki w drewnianej skrzyni rozchylił. Ze środka płócienne zawiniątko wyciągnął i do Pomiana nawrócił.

– Wstań, bo od tych desek starych ciągnie: jeszcze się suchot nabawisz i pół wsi wybijesz.

Pomian posłuchał – choć co to suchoty, nie wiedział – z ulgą odrętwiałe nogi wyprostował i na habiciarza spojrzał. Zaskoczył go ten ludek skromny, a na swój sposób też całkiem sympatyczny. Spodziewał się gniewu i batożenia pokutnego, a tu prawdziwe zrozumienie wespół ze współczuciem na twarzy okaleczonej wyrysowane.

– Dlaczego ksiądz mi pomaga? – spytał, bo nie wytrzymał. – Przecież ja nie z waszej wiary jestem.

Kapłan tylko się uśmiechnął

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Opowiadania z Wieloświata: Siostra Czerwień cz.8 — czytnik · opowiadania