Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

akcja · 37 min czytania

Opowiadanie - Dla ciebie mógłbym zabić

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Otworzyłem oczy. Przez chwile kołatanie serca nie dawało mi się skupić na miejscu gdzie jestem. Po chwili, po dłuższym przyjrzeniu się poznałem to pomieszczenie. Już tu kiedyś byłem. Ta sama pozycja, to samo krzesło, te same kajdanki i ten sam debil celujący we mnie z pistoletu. Ale wtedy wszystko było inaczej. Wtedy też byłem o krok od śmierci… ale miałem wybór. Teraz mam tylko prawo do modlitwy o jeszcze chwilę życia na Ziemi. - Widzisz Dom, każda historia ma swój koniec - powiedział do mnie - Na twoją własną prośbę twoje życie zaraz się skończy - Celował do mnie z Glocka - Jakieś ostatnie słowa? Nie patrzyłem mu w oczy, nic nie mówiłem. Cały czas pamiętam jakby to było wczoraj… Był piątek, lipiec. Lato w pełni i słońce na niebie. Ja, siedemnastoletni chłopak idący ulicą. Na głowie snapback, na szyi łańcuch. Czarna koszulka bez rękawów, spodenki Jordan i Jordany na nogach. Przez ciemne okulary spoglądam na telefon. Coś chyba było nie tak. Mamy godzinę 17. Moja siostra Ania powinna już dawno być w domu. A kiedy zbliżam się do mojego podwórka nigdzie nie widać jej samochodu. Ostatni sms od niej przyszedł o 13 co też jest nie w porządku bo zwykle sama pisze i odpisuje na moje wiadomości. Coś się działo. Zadzwoniłem do niej opierając się o niebieską bramę na mojej posesji. Telefon nie odpowiadał. - Hej, gdzie byłeś? - zapytała mama kiedy wszedłem do domu. - Łaziłem z Damianem - powiedziałem ściągając czapkę. Moje brązowe włosy stanęły dęba. -A gdzie byliście? - Zaczęła wycierać kolejny talerz. - Posiedzieliśmy trochę u niego w garażu a potem poszliśmy do Dawida - Pomogłem jej ustawiać naczynia na półce. - Zawsze się zastanawiałam dlaczego imiona twoich najlepszych przyjaciół zaczynają się na D tak jak twoje - uśmiechnęła się. - Wiesz, Debeściaki trzymają się razem - Jej uśmiech przeszedł na mnie - Ania powinna już dawno wrócić z pracy, nie? - Tak, ale coś się nie odzywa. Pewnie ma coś do załatwienia i nie ma czasu - Oby tak było - powiedziałem i poszedłem do swojego pokoju. Usiadłem ze szklanką soku na fotelu i zacząłem czytać książkę. Tak spędziłem wieczór. O godzinie 20 zadzwoniłem do narzeczonego Ani. Miałem nadzieje że moje obawy i niepokój są bezpodstawne i oboje siedzą w łóżku oglądając film. Nie, on siedział sam z kumplami w barze. Nie wiedział gdzie jest Ania i zmartwił się po moim telefonie. Skończyła prace pięć godzin temu. To niemożliwe żeby od piętnastej nie dała znaku życia. Siedziałem jak na szpilkach do godziny 23 kiedy to po raz ostatni tego dnia wykonałem telefon pod jeden z trzech numerów które znam na pamięć. Niestety telefon dalej milczał. Albo wyłączony, albo nie ma karty. Ale te sytuacje nie są w jej stylu. Trudno było mi zasnąć ale po jakiejś godzinie powieki same opadły. Obudziłem się o dziesiątej. Szybko wrzuciłem do ust kanapkę i wyszedłem przed dom gdzie czekał Damian. Z Damianem znamy się jakieś 15 lat. Jest przyjacielem mojego brata. Obaj mają po 25 lat i znają się od dziecka. - Siema Dom, co tam? - zapytał wkładając mi na głowę swoją czapkę. - A nie za bardzo. Widziałeś się wczoraj z Anią? - zapytałem kiedy wychodziliśmy za bramę. -Mijała mnie rano jak jechała do pracy, a co? -Bo od piętnastej nie dzwoniła ani nic - Wsiedliśmy do jego Jeepa. - Trochę dziwne. Ona ciągle do ciebie pisze. - Dlatego się martwię. Odpalaj, zmywamy się stąd Pojechaliśmy do garażu Damiana. Ma warsztat niedaleko swojego domu. Spędzamy tam całe dnie. Tam spotkaliśmy się z Michałem i Dawidem. Pomagałem im przy samochodach, potem zjedliśmy kanapki przygotowane przez dziewczynę Michała i poszliśmy wypić po piwku. Była godzina 19 kiedy zadzwonił mój telefon. Od wczoraj czekałem na to połączenie. Podekscytowany odebrałem telefon od „Ania <3”. Nie wiedziałem że w tym momencie moje życie zmienia się o 180 stopni. - Kochanie co się dzieje, czego nie piszesz? - powiedziałem. Pewnie słyszała w moim głosie radość. -Dominik… - powiedziała. Jej głos brzmiał jakoś inaczej. Jakby była zmęczona albo smutna. - Co jest, co się stało? - zdenerwowałem się. - Kocham cie- powiedziała i jej głos ucichł. - Ania? - zapytałem cicho. Przez chwile po tamtej stronie panowała cisza, jedynie jakieś trzaski było słychać. W końcu odezwał się nieznany mi męski głos. Odszedłem od kolegów i czekałem na rozwój wydarzeń. - Jak tam Dominik, zadowolony z rozmowy z siostrą? - Co jej zrobiłeś debilu? - wkurzyłem się. - Na razie nic, ale to się może zmienić. -Ty skur… - Dom, nerwy na wodzy albo uderzę twoją siostrę, ok? Opanuj się! Przykucnąłem pod ścianą i ucichłem na chwilę. Miał rację, musiałem się opanować. Jakieś pojeby mają moja Anie i od tego jak ja się zachowam zależy jej życie. -Dobra, czego chcecie? - oparłem głowę na kolanach i zamknąłem oczy. Chciałem pozbyć się z głowy widoku który tam siedział. Widziałem tego drania jak się na nią drze. Miałem ochotę go zabić. -Skup się i zachowaj spokój. Jesteś teraz u Damiana, tak? - zapytał. - Tak, skąd wiesz? - Jakoś nagle poczułem się osaczony. - Chyba nie myślisz że nikt cie nie obserwuje? -Dobra, co mam robić? - Chciałem jak najszybciej odzyskać Anię. -Masz się uspokoić. Nadal słychać wielkie zdenerwowanie w twoim głosie. Ale nie wybuchniesz, nie jesteś taki głupi. - Co? - Nie rozumiałem tego. - Nie jesteś taki głupi żeby popełnić błąd. A kiedy jesteś zdenerwowany łatwiej go popełnisz. Dlatego zachowaj spokój. Jest godzina 18. O dziewiętnastej masz przyjść na przystanek koło twojego domu. Sam, bez kumpli. -Dobra, będę tam - Masz po prostu robić co ci mówię i nie kombinować. Z twojej szafy zniknęło kilka ciuchów które są w krwi twojej siostry. Zniknął nóż z kuchni, też jest w krwi. Pudełko z tymi gratami ukryliśmy na terenie twojego podwórka. Ty go nie znajdziesz ale Policja z psami tak. Gdyby znaleźli Anie nieżywą cała wina spadnie na ciebie. Także uwierz mi, nie warto się stawiać ani iść na policje. - Spoko, zrobię co chcesz - Z trudem mi to przeszło przez gardło. - Za godzinę na przystanku. Masz być sam - Rozłączył się. Minąłem kolegów i kierowałem się do bramy. Bez słowa wyszedłem a oni zdziwieni popatrzyli na siebie. Szedłem w stronę domu. Przy nich udawałem spokojnego, ale po drodze wszystkie rzeczy które można kopnąć zmieniły miejsce. Musiałem to z siebie wyrzucić. Jak nienawidzę tego świata i tego co się teraz dzieje. I dlaczego akurat ona. I dlaczego akurat ja, dlaczego my. Przechodziłem małą uliczką i usiadłem na jednym z koszów na śmieci. Jak tchórz zacząłem płakać. Powinienem walczyć a nie lać łzy. Tylko że co ja mogę zrobić… Mogę pobiec na przystanek bo zostało mi dziesięć minut! Zerwałem się i biegiem zmierzałem w stronę drogi prowadzącej do mojego domu. Na jej początku stoi przystanek. Jest tam tylko wiata. Żadnych budynków, nic. Jedynie krzaki. Gdy byłem już na miejscu oparłem się o zadaszony przystanek i czekałem. Patrzę : na ulicy widać światła samochodu. Pomyślałem że to oni po mnie jadą. Ale auto przejechało, nic. Potem następne, i jeszcze jedno. Po tym jak stałem tam 10 minut miałem ochotę zrezygnować. Zacząłem chodzić przez chwile dookoła przystanku. Myślałem że mnie sprawdzają i chciałem już iść ale poczułem ukłucie w nodze. Coś mnie trafiło i… Otwieram oczy, widzę czarne niebo… Otwieram oczy, widzę rozmawiających mężczyzn choć dla mnie to czysty bełkot… Otwieram oczy, widzę Anie… Otwieram oczy, widzę jakieś pomieszczenie. Wizje ustały, zaczynam odzyskiwać przytomność. Moja głowa wydaje się ciężka, opada na dół i czuję się zmęczony. Chciałbym przetrzeć oczy ale mam ręce skute kajdankami. Siedzę na krześle w ciemnym pokoju i nic mi się nie chce. Rana po strzałce którą zostałem trafiony jest opatrzona. Siedziałem tak może z pół godziny. Zdołałem w pełni odzyskać przytomność. Nawet nie myślałem o ucieczce, to nie jest mój biznes. To chodzi o mojego skarba. Siedziałem i czekałem do momentu kiedy za mną rozległ się dźwięk otwieranych drzwi i kroki kilku ludzi. - Jak się czujesz? - powiedział do mnie gość z którym rozmawiałem przez telefon. Nosił marynarkę, miał czarne krótkie włosy i okulary przeciwsłoneczne które właśnie zdjął. - Okej - powiedziałem nie podnosząc głowy. Nie wiem czy ze zmęczenia czy dlatego że nie chciałem patrzeć na jego wypełnioną złem twarz. - Domyślam się jak się czujesz. Każdy którego porywam zachowuje się tak samo. Nie chce gadać i unika kontaktu wzrokowego Nie reagowałem. Facet pstryknął palcami i jeden z jego pomocników objął ręką moje czoło i gwałtownie podniósł moją głowę. Zabolało. - Ale z tobą jest inaczej - Zbliżył się do mnie i spojrzał mi w oczy - Ty masz w tym interes. I to ważny. Dlatego nie utrudniaj mnie i sobie życia - Pacnął mnie w policzek i kazał koledze puścić moją głowę. -Dobra, co mam robić? - spojrzałem na niego. -Będziesz dla mnie pracował. Nic wielkiego, małe zlecenia a przedłużą wam obojgu życie - chodził po pokoju. -Jakie zlecenia? - zapytałem. -Będę z tobą szczery. Mógłbyś dla niej zabić? Było to niecodzienne pytanie. Właściwie… nigdy nie zastanawiałem się nad tym. Z miłości robi się różne rzeczy ale coś takiego… Milczałem. -O co konkretnie chodzi? - zadałem pytanie po dłuższym zastanowieniu. - Ty wypełniasz polecenia, ona żyje. Kiedy wyeliminujesz wszystkich z listy będziecie wolni. Zgadzasz się na nasze warunki? -Tak, wchodzę w to - powiedziałem. Podszedł do jednego z swoich znajomych. -Rozkuj go i przyprowadź do mnie - polecił mu i oddalił się. Wysoki chłopak z przystrzyżonymi na krótko brązowymi włosami zdjął moje kajdanki i poprowadził do pomieszczenia obok. Budynek był stary ale w tym pokoju znajdował się duży telewizor który w tym momencie pełnił funkcje monitora do komputera. -Poznałeś już Miśka - wskazał na chłopaka który mnie tu przyprowadził - Ten tam to Victor. Na mnie mówią Wojtek, ale to nie jest moje prawdziwe imię. Natomiast pan Jarosław Bytowiak to twój pierwszy cel. Na telewizorze wyświetliło się zdjęcie mężczyzny. 40 lat, mieszka w Lublinie tak jak ja. Ma duży dom co wywnioskowałem ze zdjęć poniżej. - Tu masz adres, zapamiętaj. Jarosław Bytowiak, twarz ze zdjęcia i adres. Wszystkie dowody musza zniknąć więc masz 15 minut żeby zapamiętać te dane. Ja zaraz wracam. Wyszedł, ja zostałem z Miśkiem i Victorem. Siadłem na krześle naprzeciwko ekranu i zerkałem raz na karteczkę z adresem, raz na telewizor aż w końcu obrazy utkwiły w mojej pamięci. Po piętnastu minutach zjawił się Wojtek i wyszedł z nami przed budynek. Z zewnątrz zobaczyłem że jest to garaż na złomowisku poza miastem. Dookoła walały się sterty starych opon i części karoserii. -Słucham - powiedział kiedy zgniótł i podpalił karteczkę z adresem. Podałem mu wszystkie informacje o które poprosił. Po tym wyszliśmy z ogrodzonego złomowiska na drogę która prowadzi do tego miejsca. Stał tam czarny Dodge Challanger. Misiek wyjął jakiś dziwny pistolet, przyłożył mi do ręki i nacisnął spust. Jak się okazało to był nadajnik Gps. -Adres wpisz w nawigacji. Samochód jak się pewnie domyślasz ma wszędzie nadajniki także nie próbuj uciekać. A, co ja gadam. Nie uciekniesz, prawda? -Tak. Kiedy się z nią zobaczę? - spytałem wsiadając do samochodu. - Jak wrócisz. Masz 24 godziny. Powodzenia Dom - Nałożył okulary, podał mi Glocka i wrócili z resztą do budynku. Ja odpaliłem silnik i sprawdziłem trasę do miejsca pracy. Miałem 20 minut drogi. Jechałem na luzie. Ale w pewnym momencie doszły do mnie myśli Co jak tam dojadę? Nigdy nie myślałem jak to jest celować komuś w głowę i nacisnąć spust. Patrzeć w oczy człowieka które za chwile zgasną z mojej winy. Starałem się o tym nie myśleć ale nie dałem rady. Zjechałem na pobocze. Była godzina 3 w nocy. Miasto opustoszałe, ani żywego ducha. Pusto, ciemno, złowrogo. Położyłem głowę na kierownicy, zamknąłem oczy i pomyślałem „Nie dam rady” Ale gdy tak myślałem pojawiał się drugi głos mówiący że muszę dać rade. Dla niej. -Dom, co jest? - Dowiedziałem się że ten wóz ma CBRadio. - Nie dam rady - powiedziałem płacząc jak największy tchórz. -Co ty pieprzysz człowieku? Jedź tam i to załatw. Możemy w każdej chwili rozwiązać naszą umowę co kończy się śmiercią twojej siostry. Masz wybór. -Nie rób tego - powiedziałem. -To ty to zrób. Ostatnie ostrzeżenie. Ruszaj - Koniec rozmowy. Nie miałem wyboru. Gdybym tam został jeszcze chwile coś mogłoby jej się stać. Zebrałem się i pojechałem pod adres Bytowskiego. Tak jak przypuszczałem miał duży dom z dużym ogrodem. Światła w domu były pogaszone. - A tak właściwie to dlaczego mam go zabić? - zapytałem Wojtka. - Bo ci każe. Rusz tyłek. Im szybciej skończysz tym lepiej się poczujesz. Na razie jesteś zdenerwowany, jak skończysz poczujesz się lepiej. Do roboty dzieciaku. Wysiadłem z auta, namierzyłem bramę i udałem się w jej kierunku. Zadzwonił mój telefon -Przełącz na Bluetooth i nałóż słuchawkę. Jak ci nie pomogę zginiesz tam zanim wogóle zaczniesz -Dlaczego tak mówisz? - zapytałem zakładając zestaw słuchawkowy. -Bo brama jest pod alarmem. Czekaj na sygnał, Victor ją zdalnie rozpracowuje. Po jakiś 2 minutach alarm został wyłączony i wszedłem na działkę. Drzwi także otworzyłem z pomocą Victora. Wnętrze domu było utrzymane w klimatach klasycznych. Drewniana podłoga i białe ściany z obrazami martwej natury. Przez taki korytarz szedłem do sypialni. Zaczaiłem się koło drzwi. Miałem sto procent pewności że to sypialnia bo dokładnie przejrzałem plan posesji. Tylko jakby zmarłem, nie mogłem się ruszyć. - Co jest Dom? - usłyszałem Wojtka. - Chyba… boje się - powiedziałem niepewnie. -Czego się boisz? Po prostu tam wejdź, szybko załatw sprawę i won! - Robiłeś to setki razy. Ja jeszcze nigdy -Dobra, przesuń się - usłyszałem za sobą głoś Miśka. Pewnie Wojtek kazał mnie śledzić na wszelki wypadek. Chłopak w kominiarce wykopał drzwi i szybkim ruchem wtargnął do sypialni. Na trzask drzwi małżonkowie obudzili się i w pokoju błysnęła lampka nocna. -Co się dzieje?! - Zobaczyłem wstającego z łóżka Bytowskiego. Ledwo zdążył wstać, Misiek strzelił mu w nogę. Facet upadł. Zaczął krzyczeć z bólu. Tymczasem jego żona stała wystraszona w kącie koło łóżka a drzwi do garderoby. Jeden strzał i na śnieżnobiałej ścianie powstało nowe krwistoczerwone dzieło abstrakcyjne. Kobieta opadła na kolana i umarła. W sypialni pojawił się też Victor. Razem z Miśkiem podnieśli poszkodowanego mężczyznę i trzymali go w pozycji stojącej jakieś 3 metry ode mnie. -Teraz twoja kolej - powiedział Wojtek który zjawił się za mną. -Co wy tu robicie? - zapytałem zdziwiony. - Miałem 90% pewności że wymiękniesz - Wyjął swoją broń i wsadził w moje ręce. Położył delikatnie mój palec na spuście i rzekł: - Oni go trzymają, już prościej być nie może - powiedział i spojrzał na Bytowskiego ciągle mówiąc do mnie - Jeden ruch i będziesz bliżej odzyskania siostry. Stałem i patrzyłem na tego człowieka. Nie wiem co im zrobił, nie wiem czy zasłużył czy nie. Ale to moja decyzja, moja siostra i mój biznes. Pomyślałem o Ani i gwałtownie choć niechcący zgiąłem palec. Kula wbiła się w pierś tego człowieka. Otworzył szeroko oczy po czym puszczony przez chłopaków bezwładnie upadł na ziemię. Chciałbym cofnąć czas i pojechać z Anią w piątek do pracy. Pilnowałbym jej i nie stałbym tu teraz z czyjąś krwią na rękach. To ja go zabiłem, nie Wojtek… - Dobra robota - poklepał mnie po ramieniu. Opuściłem pistolet, wypuściłem go z ręki i rzuciłem się z płaczem w stronę drzwi. Wojtek złapał mnie i ścisnął tak że nie mogłem się ruszyć. Chciałem się stamtąd ulotnić jak najszybciej, nie wiem co we mnie wstąpiło. -Dominik, spokojnie! Już dobrze, nie ruszaj się! - Chyba nie miał wyboru bo przycisnął mnie do ściany i skuł kajdankami tak mocno że naprawdę bolało. - Musiałem - powiedział po chwili milczenia kiedy mój gniew zamienił się na ból. - Boli - powiedziałem. Oparty głową o ścianę czułem jak kajdanki wrzynają mi się w nadgarstki. - Ma boleć. Uspokoiłeś się. Będę tak robił za każdym razem kiedy wpadniesz w furie. Wykonałeś zadanie, rano zobaczysz się z Anią. Teraz chodź, musisz się przespać i dojść do siebie. Pojechaliśmy na złomowisko gdzie uwolnił mnie i pokazał pokój w którym mogę się przespać. Drzwi nie były zamknięte, wiedział że nie ucieknę. Sam też to wiedziałem. Rano obudził mnie znajomy i cudowny głos. -Dom, śpisz? - Leżałem na boku i zobaczyłem jej twarz. Łóżko było stare i małe ale dała radę położyć się koło mnie i uśmiechem obudzić we mnie radość. -Już nie - otworzyłem zaspane oczy i lekko się uśmiechnąłem. W takich chwilach nie potrzeba dużo mówić więc przez chwile leżeliśmy w ciszy. - Powiedzieli że mamy tylko pięć minut - Patrzyła na mnie. Ja wiedziałem co ma na myśli. To mogą być nasze ostatnie minuty razem. -Dom… Trochę się boje - powiedziała i zobaczyłem łzy w jej oczach. -Jesteś silna, nigdy się nie bałaś - Moja ręka przesunęła się po jej włosach. - Tak ale to co innego - Nie dam im cie zabić. Wykonam swoją robotę i nas wypuszczą. Obiecuje skarbie Potem chwila ciszy i zjawił się Misiek: -Dom, Wojtek cie woła - powiedział stojąc w progu. -Idę do pracy. Kocham cię - powiedziałem, pocałowałem ją w policzek i wyszedłem z pokoju. Zatrzymałem się za jednym ze słupów podtrzymujących dach naprzeciwko pokoju w którym spałem. Ukryty próbowałem wypatrzeć gdzie Misiek prowadzi Anię. -Nie kombinuj - usłyszałem za sobą Wojtka. Chwycił mnie za ramię i zaciągnął do pokoju z telewizorem. - Jak się czułeś kiedy zabijałeś pierwszy raz? - zapytałem siedząc na kanapie. Wojtek robił coś na laptopie. - Nie interesuj się, nie chce o tym mówić - powiedział nie patrząc na mnie. -Ale ja chce posłuchać - nalegałem. - Tylko że to ja tu rządze i radze ci się zamknąć Pomyślałem że Wojtek coś ukrywa. Że to nie było zwykłe zlecenie i że chodziło o kogoś ważnego. Na moje kolana upadła rzucona przez Wojtka teczka. -Przejrzyj to. Dane dotyczące następnej sprawy. Wrócę za jakieś dwie godziny. Masz nigdzie nie iść, Got it? - postawił na stoliku puszkę Pepsi. -Got it - Otworzyłem teczkę i puszkę i zabrałem się do studiowania papierów. Znalazłem tam plany mieszkania, kilka zdjęć i kartkę z danymi. Facet nazywa się Marcin Jarzęba. Ma 27 lat i z tego co się doczytałem jeździ Audi R8. Ciekawy samochód. Jeden z moich wymarzonych. - A ten co wam zrobił? - zapytałem Victora kiedy z Miśkiem weszli do pokoju. - Nie możemy ci powiedzieć - Obaj rozsiedli się na kanapie. Posiedziałem tam chwilę ale po kilku minutach zaczęło mi się nudzić. - Idę się przewietrzyć - Podniosłem się. -Tylko nie odchodź daleko - powiedział Misiek. -Spoko - Wyszedłem na zewnątrz i zacząłem sprawdzać wszystkie okna w tym budynku. Albo były zakryte albo nie znalazłem tam tego czego szukałem. Chciałem znaleźć Anie.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Opowiadanie - Dla ciebie mógłbym zabić — czytnik · opowiadania