Religia · 4 min czytania
Opowiadanie fantastyczne lub przebudzenie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Łyżeczka do herbaty leży tu już parę tygodni i właśnie przestała oddychać. Teraz mucha po niej depce. Łazi po niej i jest nieświeża, nie mucha, łyżka, ze stolika na którym codziennie, przez pięć dni w tygodniu, czyli tak zwane dni robocze parzymy swoją kawę, a czasem czyjąś, pożyczoną herbatę. Mucha, która po niej łazi jest jeszcze młoda i nie wie co traci, lub kto ją tam wie, kto zrozumiałby młodą muchę. Przystanąłem, jak to ja, niezbyt pewnie i przestałem się jednak nad tym zastanawiać. Spojrzałem w stronę okna. Tuż pod nim niegdyś śnieżnobiały, a teraz coraz bardziej odrapany z farby i łysiejący parapet, który wciąż próbuje trzymać fason i honorowo stać na posterunku, z nutą wyższości w głosie odezwał się: - za dużo wody lejecie do kwiatków... Kłapnął zębami, zmrużył oczy i umilkł. - słucham? Cisza, znów jest cicho. Nie zdziwiłem się, bo faktycznie kwiatki jakoś, zżółkły, zeszczuplały i powiędły – przemyślałem to, przemyślałem, czy nie ma racji. A czas płynął obok bardzo powoli i sennie. Było wcześnie więc i ja stałem senny, senną ręką dając znak, że ja nie idę proszę pana. Niech czas idzie sobie dalej, ja tu zostaję. Więc znowu patrzę na przyklejoną do łyżki muchę, a łyżka bez oddechu na stoliku spoczywa. A stolik jakby przysunął się bliżej parapetu, a parapet trzyma się pod wielkim, ale jeszcze niewyspanym oknem. Za oknem jest szaro, i prawie pusto ponieważ jedno drzewo, które za nim rośnie jest raczej niewielką atrakcją krajobrazu. Krajobraz jest stateczny i nikły. Przez skłębioną szarość poświaty, niewiele widać. Za to czajnik już rozgrzewa się i zagrzewa do walki świeżo wlaną wodę. Jest coraz bliżej, tak, że wystraszył łażącą muchę, a ja trzymam w ręku kubek, widzę to wszystko i czuję, że brakuje tu świeżego powietrza. Odstawiam kubek, odchylam głowę i otwieram usta. Stoję tak przez chwilę, jakbym przed momentem nieźle oberwał bo gębie i ręce jak skrzydła, rozkładam za siebie. I w tej chwili, gdy głowa odchylona wisi w powietrzu, ja mam