Romans · 17 min czytania
Opowiadanie - Girl of my dreams
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Był lipiec. Słońce paliło, ocean błyszczał w jego promieniach. Jeff Carter siedział na tarasie w swojej chatce koło promenady w Miami, na plaży. Sącząc piwo ze szklanki spoglądał w dal. Tam gdzie kończy się ocean, musi być coś jeszcze. Poza granicami wzroku i gdzieś, gdzie kończy się horyzont istnieje wyspa, na której przyroda funkcjonuje w harmonii, a ludzie nigdy nie zaznali bólu i cierpienia. Ale most do tego świata nie istnieje. -Jeff? - 27 letni mężczyzna odwrócił wzrok od oceanu i spojrzał w oczy swojej żony Lauren, która właśnie pojawiła się na tarasie. - Znowu myślisz? - uśmiechnęła się i dosiadła do męża. Miał chwilę, żeby popatrzeć na nią, ponieważ tego wieczoru po raz kolejny zniknie na miesiąc. - Cholerna delegacja - zaklęła cicho. - Chciałabym móc spędzić z tobą chociaż kilka dni dłużej. Nie wiem, kiedy to się skończy, ale kiedyś przestana mnie tam wysyłać. Albo odejdę. Żona poszła, całując Jeffa na pożegnanie. Pracuje w firmie zajmującej się ubezpieczeniami i ciągle musi wyjeżdżać do Houston, gdzie mieści się główna siedziba firmy. Jeff dokończył piwo i wybrał się na krótki spacer. Spacerował po chodniku wzdłuż plaży do czasu kiedy zapadł zmierzch i zapaliły się latarnie. W ciemności raczej nie czai się nic dobrego. Wracając z przechadzki na plaży widać rozbrykane nie martwiące się u jutro dzieciaki. Ale gdyby odejść kilka przecznic w głąb lądu i zerknąć w okolice kosza na śmieci lub ciemne uliczki można ujrzeć drugą, ciemniejszą i smutniejszą stronę życia. Tam siedzą ludzie, którzy zostali skreślenie. Przez rodziny, pracodawców, rząd czy nawet, jeśli ktoś się zastanowi Boga, który został już odesłany w zapomnienie przez tych biedaków. A co widzimy kiedy w nocy wybieramy się na spacerek po mieście? Stoi dziewczyna, podjeżdża facet w Maybachu czy Mercedesie, ona wsiada. Wsiada jako nastolatka, często dziewica i bez żadnych szans na przyszłość. A kiedy widzimy ten samochód, zatrzymujący się po raz kolejny wysiada z niego kobieta, która uważa że może wszystko, jeśli wykorzysta swoje atuty i wszystko, co odróżnia ją od mężczyzny. Prostytutki, niby różne od biedaków z ciemnych zakątków, ale tak samo nieszczęśliwe. To co czują, to tylko chwilowe urojenie że może być lepiej, jeśli będą to kontynuowały. Ale za którymś razem, z pieniędzmi i satysfakcją mogą przywieść coś jeszcze. Co będzie je wykańczało od środka, aż w końcu przez głupi błąd zabije młode dziewczyny, który chciały tylko żyć inaczej. Tutaj Jeff zaczyna myśleć o Lauren. Siada na ławeczce w parku i wspomina ich ostatnie 8 lat. Od dnia kiedy się poznali myśleli że życie jest piękne, żyli chwilą i mieli nadzieje że tak będzie już do końca. Lecz kiedy Lauren pierwszy raz straciła przytomność i poszła do lekarza, diagnoza jak nożyczki pocięła i marzenia wypisane kolorowymi kredkami na kartce jak tęcza. Okazało się, że potrzebuje nowego szpiku kostnego, bo białaczka zaatakowała jej organizm. Zawsze kiedy Lauren wyjeżdża, Jeff żegna się z nią tak jakby widzieli się po raz ostatni. Jeff wraca do domu i po nocnych przemyśleniach na spacerze siada przed telewizorem na kanapie. Ogląda film, którego końcówki nie pamięta, ponieważ zasypia około pierwszej w nocy. Rankiem słońce obudziło Jeffa. Chłopak wstał i właśnie zdał sobie sprawę, że wolałby raczej swoje miękkie łóżko, ponieważ spał krzywo i przez to boli go całe ciało. Ale trzeba się przemóc i pójść do baru niedaleko zwanego przez Jeffa miejscem jego pracy. Tylko co to za praca, robienie hot dogów? Praca powinna dawać satysfakcje, a nie przygnębiać i sprawiać, że jeszcze gorzej postrzegamy świat. -Cześć - Kiedy przybył do kanapkarni Jeff przywitał się z Ryanem, swoim kolegą. Pracują tu już kilka lat, dzięki czemu można na nich powiedzieć : przyjaciele. - Lauren pojechała? - zapytał Ryan. -Tak. Ale przywykłem. - A miałbyś ochotę na wieczór z pokerem? Ryan próbował pocieszyć kumpla, jednak otrzymał odmowę. Dzień jak co dzień. Kanapka plus cola, hot dog plus cola, hamburger plus sok pomarańczowy ale tylko dla jednej pani która najwyraźniej nie lubi odrdzewiacza. - Zdrowy tryb życia, co? - próbuje zagadać młodą, atrakcyjną szatynkę. - Przerzuciłam się na Eko. Nie chcę przedwcześnie umrzeć. - Poszła do stolika spożywać lunch. - Nikt by nie chciał - myślał Jeff pijąc kawę kiedy nie było ruchu. - Nad czym dumasz? - Dosiadł się Ryan z puszką Nestea. - Nad tym że chcemy żyć długo a i tak umieramy pod kołami albo z powodu choroby. - Wiesz, a może miałbyś ochotę na wieczór z kimś płci przeciwnej? - Co masz na myśli? - Łaskę od soku pomarańczowego - uśmiechnął się. -Weź, mam Lauren. Tylko ona się liczy. -Ale może… - Zapomnij - Jeff klepnął Ryana w kolano i poszedł obsłużyć klienta. - P.S : Dałem jej twój numer - Ryan już zaplanował mu przyszłość. -Co?!- Jeff się trochę wkurzył. Po pracy wrócił do domu. - Tak? - Jeff odebrał telefon od nieznanego numeru. - Kolega mówił, że jesteś samotny. Może chcesz to zmienić? - Eko girl? - upewnił się. - Dla ciebie mogę być kim chcesz. -Wiesz, ale to nie jest …- urwał. - Czekam przed twoim domem. Jeff wyjrzał przez okno. Faktycznie, uwodzicielska dziewczyna stała koło jego tarasu. - Pieprzony głupek - tak opisał Ryana, ale jakaś jego część się cieszyła że znowu zobaczy tą piękność. Wyszedł z nadzieją że ją spławi. - Cześć. Co tu robisz? - zapytał z uśmiechem, próbując być miłym. - Ryan mówił, że potrzebujesz towarzystwa. Dziewczyna była nachalna. Zanim Jeff zdążył zaprotestować, zbliżyła się do niego, położyła mu rękę na plecach i powoli zmieniała jej położenie w kierunku szyi by w końcu zbliżyć twarz Jeffa do swojej. -Wiesz, głupio się czuje. Nawet cię nie znam - Jeff odsunął się od niej. - Co chcesz wiedzieć, pytaj - Była pewna siebie cały czas próbując poderwać chłopaka. W rzeczywistości była pusta jak prostytutka spod latarni. Może nawet nie usiała jej udawać…? - Nawet nie znam twojego imienia. - wymachiwał rękami będąc lekko zdenerwowanym postawą nowo poznanej dziewczyny. - Ginger, tak na mnie mówią. Albo Eko girl jeśli wolisz. - Jeff. I słuchaj, naprawdę przepraszam, ale mam żonę i chce być do końca życia tylko z nią. Zostawił Ginger bez słowa pożegnania. Jego zdaniem nie zasługiwała na nie. - Co za dzień - myślał zasypiając. Następnego dnia gdy przyszedł do pracy. - Dzięki za zepsucie wieczoru. - Takie słowa powitania powiedział do Ryana. - Co, coś nie tak? - Ryan myślał że zrobi kumplowi przyjemność. - Co robi jakaś durna chociaż ładna dziewczyna pod moim domem? Zastanów się chłopie. - Jeff był wkurzony na kolegę. - Może chce zmienić twoje życie i uczynić je lepszym? Słuchaj, ona jest zdrowa a Lauren - Nie zdążył dokończyć, bo został przyparty do ściany przez Jeffa. - Jeszcze raz powiedz tak o mojej żonie, a ta lafirynda będzie sprzątać ci grób, jeśli tak bardzo ją lubisz. Wkurzony zachowaniem przyjaciela Jeff wyszedł. Za sobą usłyszał: - Daj jej szanse! - Zapomnij - powiedział naburmuszony sam do siebie. Wieczorem Ginger znowu zadzwoniła. Telefon dzwoni, Jeff myśli : Może dać jej szanse?. Dobra, odebrał. - Myślałam że mnie skreśliłeś - powiedziała. - Nie należy oceniać książki po okładce. Przejdziemy się? - zaproponował spacer żeby bliżej ja poznać. Ale zakładał że nic z tego nie będzie. Przeszli się wzdłuż plaży i po tym spacerze Jeff zmienił zdanie na temat tej dziewczyny. Okazała się inteligentniejsza i bardziej uczuciowa niż wczorajszego wieczora. Zmienił zdanie co do tej dziewczyny. Rano w pracy pogadał z Ryanem. -Może jest fajna, ale i tak nie zastąpi mi Lauren. Ona jest jedyna na całym świecie. Ryan się ucieszył że jego kumpel nareszcie nie jest smutny. Następnego dnia Jeff też spotkał się z Ginger, i następnego. Przez cały ten czas czuł, że coś się w nim zmienia. Że Lauren zmienia miejsce w jego sercu. I tak po tylu dniach że klawiatura by mi wysiadła w końcu powiedział - Wiesz, fajnie tak razem spędzać czas. Więc może dopóki Lauren nie wróci… - Dziewczyna nie dała mu skończyć. Przytuliła go i pocałowała tak jakby miała nadzieje na miłość po grób i odwzajemnione uczucie jakiego jeszcze nigdy nie…