Horror · 14 min czytania
Opowiadanie - Girl or Boy 2 : The Surviver
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Od wydarzeń z poprzedniej części minęło kilka miesięcy. Dominik z Anią właśnie zaczynają wakacje i planują razem wyjechać na miesiąc. Dominik ma już prawo jazdy więc może spokojnie zapewnić dziewczynie niezapomniane wakacje. Pod dom Ani podjeżdża czarny Pontiac za kierownicą którego widać twarz jej ukochanego Dominika. Chłopak uśmiecha się i czeka aż jego miłość wsiądzie do samochodu. Bagaże są w bagażniku, zapas picia na drogę jest, najpiękniejsza dziewczyna na świecie jest czyli można zacząć wakacyjną radość :) - Na pewno wszystko zabrałeś? - dopytuje się Ania. - Tak, jasne - Dominik dał sobie chwile na spojrzenie na ten cudowny obrazek. Brązowe włosy upięte w koczek, niebieska bluzeczka w paski i czarne szorty tworzą wspaniałą kompozycje. Dziewczyna jest niesamowita. Zawsze była, choć kiedyś tego nie dostrzegał. Byli w drodze jakieś 7 godzin. Podczas tej podróży Ania zapytała Dominika: - Myślisz czasem o przyszłości? - zapytała pijąc sok przez słomkę. - Czasami. Wieczorem kiedy w głowie kłębią się różne dziwne myśli - obdarował ją Dominikowym uśmiechem. - Ale wiesz - powiedziała zakładając okulary przeciwsłoneczne - czy myślisz czasem o tym co będzie za 10 lat? I kogo widzisz przy swoim boku? - No jak to, ciebie przecież. Obiecałem ci miłość na wieczność i dotrzymam obietnicy - Położył swoją dłoń na rej ręce - Nie myśl tak. Jesteś moja na zawsze. Po tych słowach Dominik zapomniał o całym świecie. Zaczął wpatrywać się jej głęboko, głęboko w oczy. Byle by tylko mogła z nich odczytać słowa " Kocham cię na zawsze”. Mógł się tak gapić godzinami… gdyby nie siedział w samochodzie. Nagle coś zatrzęsło. I trzęsło się jeszcze przez parę metrów. Zahipnotyzowany jej spojrzeniem i chęcią udowodnienia uczuć Dominik zjechał z asfaltu i wjechał w pole. Jechał po nim podskakując na wybojach. -Dom! Zatrzymaj ten złom! - krzyczała Ania. - To nie złom. Pontiac z 64 roku! - wdał się w dyskusję. Tym razem jego uwagę od drogi odwróciła motoryzacja i zanim się obejrzał maska samochodu wylądowała w bagiennej łące. Powoli zanurzała się. Dominik pomógł wyjść z samochodu przestraszonej Ani i sam też jakoś wyszedł na trawę. Byli daleko od ulicy, trawa była wysoka więc Ania miała dobrą okazję by sprawić chłopakowi nie zły łomot za zaistniałą sytuacje. Zanim jednak to zrobiła Dominik przytulił ją czule. - Przepraszam, zagapiłem się - pocałował ją w czoło i pozwolił by ona odwzajemniła pocałunek. -Jesteś deblem - śmiała się po chwili, kiedy wściekłość już ją opuściła. - Ten debil zaraz znajdzie dla nas pomoc - powiedział rozglądając się za najbliższym budynkiem. Po chwili usiadł z powrotem na trawie, ponieważ w pobliżu nie było żadnych zabudowań. - Wróćmy na ulice i złapmy stopa. Może trafi się podwózka do domu - Super wakacje - powiedział Dom wkurzony. - Daj spokój. Wolałbyś siedzieć teraz w Pontiacu z 64 roku? - Drogi był. Ania wstała i wzięła Dominika za rękę - Dobra, chodźmy - ruszył z nią w kierunku jezdni. Mieli do przejścia duże pole. Koleiny i usypana ziemia nie były łatwe do przejścia, ale po 10 minutach spaceru stali na poboczu koło asfaltówki. Jednak po godzinnym czekaniu na transport dali sobie spokój i postanowili pójść wzdłuż ulicy. Widoki były zapierające dech w piersiach. Zielone łąki, niekiedy pełne kolorowych kwiatów poprawiły Ani nastrój. Dokładniej bukiet z tych łąkowych badyli darowany przed Doma poprawił jej nastrój. Szli tak dość długo. - Która godzina? - zapytała Ania w pewnej chwili. -18:36. Idziemy dobrą godzinę. - Udane wakacje, Dominik. - Ania podała mu rękę i przytuliła się do niego. - Damy rade. Patrz, zaczyna się las. Łąkom i kwiecistym widoczkom ustąpiły teraz konary drzew i krzaki. W słońcu był to nawet przyjemny widok. Anię trochę bolały nogi, ale przy krótkich co pół godzinnych postojach dała rade to wytrzymać. Dopiero gdy zaczęło się ściemniać ten las ożył. Dosłownie i w przenośni. Każdy wydany przez gałęzie dźwięk, każde stąpnięcie butem o patyk sprawiało że Anie miała ciarki na plecach. Coś w tym lesie było nie tak, dało się wyczuć niesprzyjającą atmosferę. - Cśś - Dominik robił mógł aby dziewczyna nie dostała ataku paniki. Przytulona do niego choć trochę czuła się bezpiecznie. Obiecał że nie pozwoli by cokolwiek się jej stało. Ale w tym miejscu wszystkie obietnice przepadają. -Też czuję się dziwnie - próbował ją pocieszyć, tuląc do siebie jeszcze bardziej. -Kiedy ten las się skończy? - Nie mam pojęcia, słoneczko - Akurat słoneczko to by nam się najbardziej przydało. Która godzina? -Prawie 21. Nie wiem o której i gdzie położymy się spać. Ale jutro na kolacje będziemy w domu - zaczął miziać ją po włosach, odprężyła się i na chwile zapomniała o otaczającej ich ciemności i strachu który czai się gdzieś w głębi tej puszczy. - Dom, Jezu! - krzyknęła nagle i rzuciła się o ucieczki. -Co jest?! - obejrzał się za nią, potem znów odwrócił wzrok i zobaczył wisielca. Człowiek wisiał bezwładnie na gałęzi z głową w pętli, jego ciało powiewało ponieważ zerwał się porywisty wiatr. - Wiem że trup. I dziwne że tutaj, tak blisko ulicy ale chodź. Ominiemy go i pójdziemy dalej - zawołał Anie. -Ale Dom, on się rusza! - histeryzowała. - Bo zerwała się wichura, chodź już! -Dominik, uważaj!! - wydarła się z całej siły. - Na co mam… Koniec. Koniec. Ciemność przed oczami. … Drzewa i szczyty drzew. Niebo i kilka chmur, taki widok ukazał mu się kiedy otworzył oczy. Wokół cisza. Zaraz, słychać szelest liści, ktoś nadchodzi. - Długo spałeś - usłyszał. - Gdzie ja jestem? Gdzie Ania? - Chodźcie, obudził się! - znowu ten głos. W pół przytomny Dominik usiadł na ziemi i popatrzył na zbliżającą się trójkę ludzi. - Kim jesteście? Gdzie Ania? - Na ulicy znalazłem tylko ciebie. Jestem Marek - chłopak podał mu rękę. - To Natalia - przedstawił blondynkę. Dom posłał jej uśmiech - A to Bartek - poznał go z kolegą. - Jak się tu znaleźliście? I co to za coś co mnie ogłuszyło? Dominik zaczął zadawać pytania. - Jechaliśmy samochodem, i nagle ten samochód wpadł do bajora. Kilka kilometrów stąd jest takie pole… - Wiem, tam skapało się też moje auto. - Ten chodzący wisielec to postrach tego lasu. Pojawia się tu nocą, udaje umarlaka a jak złapie kogoś w pułapkę, zabija. - Pułapkę? Czyste scince-fiction. - Dominik nie wierzył w to co słyszy. - Wiemy, ale to miejsce jest przeklęte. A ten wariat ma na koncie już dużo ofiar. - Widzieliście tych których zabił? - Jest w tym lesie miejsce gdzie trafiają ludzie których powiesił. Uwierz mi, nie chciałbyś tam być. - powiedziała blondynka. A jak przeżyliście? - Ten fakt najbardziej ciekawił Dominika. - Jest tu miejsce, gdzie nie odważy się wejść. Chodź - Bartek z resztą grupy pokazali mu drogę do schowanego pod ziemią schronu. W tym miejscu było zimno i nieciekawie. Ale lepsze to niż nocny spacer po lesie. Była dopiero 10 rano, na razie nie ma powodu do obaw. - Czego tak bardzo boi się tego miejsca? - zapytał Dom chodząc po kryjówce. - Boi się krwi. A z niewyjaśnionych przyczyn tu jest dużo tego…