Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

rodzina · 33 min czytania

Opowiadanie - Jak brat z bratem

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Mam na imię Dominik. Mieszkałem w Lublinie, ale niedawno przeprowadziliśmy się z rodzicami i moją siostrą do Krakowa. Jesteśmy tu od czterech dni. Mieszkanie jest większe od naszego starego zakątka w kamienicy. Jest na pewno bardziej nowoczesne, tak samo jak okolica. Jest tu więcej instytucji publicznych, sklepów i wydaje mi się że w Krakowie nasze życie będzie lepsze, ciekawsze i będzie gładko się toczyć. W naszym bloku mieszka jakieś 30 rodzin, łącznie z nami. Prawie nikogo jeszcze nie poznaliśmy. Prawie, wczoraj poznałem dosyć fajnego kolegę. 16.03.2013 Rano wyszedłem z domu ok. godziny siódmej. Miałem odprowadzić moją 4- letnią siostrę do przedszkola, a potem pójść do szkoły. Moje liceum jest dość blisko przedszkola Madzi więc szybko załatwiłem sprawę. Z tego co widziałem inne dzieci miło przyjęły nową koleżankę. Dobry start to podstawa sukcesu, zawsze powtarzali mi to rodzice. Zajęta poznawaniem pań przedszkolanek i nowych znajomych nawet nie zobaczyła jak się ulotniłem. Do szkoły doszedłem w jakieś 10 minut. Na podwórku było tłoczno, wszyscy gadali ze sobą w. Spokojnie wszedłem do budynku nie ingerując w żadną z tych rozmów. Wewnątrz szkoła była większa od mojej starej. Wszystko było utrzymane w niebiesko zielonych barwach. Spojrzałem na mój plan zajęć. Powinienem teraz iść do sali numer 35. Tylko gdzie to jest… - Cześć. Wiesz może gdzie jest sala 35? - zapytałem pierwszego spotkanego ucznia. - Tak, musisz iść na drugie piętro i prawie do końca korytarza w lewo. -Dzięki - Poszedłem we wskazanym kierunku. W mojej klasie była przewaga chłopaków, ogólnie osób było 29. Ale jakoś żadna z dziewczyn nie zwróciła mojej uwagi. Potem miałem jeszcze kilka lekcji. Pierwszy dzień, nikt ze mną nie gadał. Ale może jutro będzie lepiej. Wracałem do domu samotnie, po siostrę zajechała mama wracając z pracy. Dostała posadę dyrektora w jednej z większych firm, dlatego się tu przenieśliśmy. Była godzina 15 kiedy doszedłem do domu. Koło bloku zaczepił mnie jakiś chłopak. Miał gdzieś 25 lat, był wysoki, szczupły, miał ciemne włosy i niebieską czapkę. - Ej, czekaj. Dopiero co się tu wprowadziłeś, nie? - zapytał. - Tak, a co? - Był pierwszym od kilku dni który do mnie zagadał. - Jestem Kamil. Mieszkam pod 12 . A ty masz na imię…? -Dominik, mieszkam pod 19. - Wracasz ze szkoły? Chodzisz do tej niedaleko, kilka ulic stąd? -Tak, do liceum. - Też tam chodziłem - zaśmiał się - Lodówka jeszcze pracuje? - Też tak na nią mówiłeś? - Kilku chłopaków nazywało tak panią od geografii dzisiaj przed lekcją - Tak, miałem z nią dzisiaj lekcje. Ile ona ma lat? - wkręciłem się w rozmowę. - Hmm… Z 55? Miała odchodzić jak ja kończyłem szkołę, ale jak widać jej się odmieniło. - A znasz jakieś ciekawe knajpki niedaleko? - zapytałem. - Tak, pójdziesz tamtą uliczką do końca - pokazał jedną z węższych uliczek - a na końcu masz bar z niesamowitymi frytkami. Zabierałem tam kiedyś dziewczynę, naprawdę dobre żarcie. Pogadaliśmy jeszcze trochę po czym poszedłem do domu. 17.03.2013 Rano wstałem i szykowałem się do szkoły. Tata wyjeżdżał do pracy o tej samej porze. - Jak tam, podoba ci się szkoła? - zapytał pijąc poranną kawę. - Wczoraj nikogo nie poznałem, ale jeśli pytasz o budynek to podoba mi się. - pakowałem torbę. - Pierwszego dnia zawsze tak jest że nowy to nowy, nie gada się z nim. Ale dziś albo jutro na pewno wdasz się w rozmowę z kimś. Podszedłem do stolika i zabrałem tacie kubek. Wziąłem kilka łyków. -Opłacało się kupić ten ekspres, dzięki - Oddałem mu pusty kubek - I musiałeś wypić pół kubka żeby to stwierdzić, tak? -patrzył się na mnie z uśmieszkiem. - Jestem dokładny. Nie lubię oceniać rzeczy niedokładnie - Podszedłem do wieszaka i wziąłem torbę - Idziemy? Kiedy szliśmy po schodach - Znasz gościa spod 12? - zapytałem o Kamila. - Nie. Jeszcze nikogo nie poznałem, a co? - zapytał tata. - Bo wczoraj z nim pogadałem- Fajny gość. Tata jakby się zdenerwował, tak troszkę. - Radze ci, uważaj z kim rozmawiasz. Ta okolica jest jakaś taka… nieprzyjemna. - powiedział jakby chciał mnie ostrzec. -Tato, to jakiś twój znajomy? Bo ciągle się na nas gapi - Zapytałem patrząc na gościa z cygarem w ręku. Stał niedaleko i patrzył się na mnie i tatę. -Nie, nie znam go. Idź do samochodu - polecił mi. Ja wsiadłem, a tata podszedł do tego faceta i zamienił z nim kilka słów. Po chwili zaczęli się kłócić. Nie wiem o co poszło, ale tata wrócił i ruszyliśmy. - Kto to? - zapytałem. - Znajomy, nie znasz. Dzisiaj też mama podjedzie po małą, wracaj do domu. I nie gadaj z nikim, ok.? -Dlaczego? - zdziwiłem się. Nie rozumiałem. - Bo tak mowie. No, spadaj. Miłego dnia młody - otworzył drzwi i wysadził mnie pod szkołą. Dzisiaj pogadałem z kilkoma chłopakami. Podeszli, pytali skąd jestem, czym się interesuje itp. Całkiem miło spędziłem te 7 godzin. Wracałem do domu, znowu byłem pod blokiem koło piętnastej. Wszedłem po schodach, skręciłem w korytarz prowadzący do mojego mieszkania i zobaczyłem że drzwi są otwarte. Na rozcież, co się nigdy moim rodzicom nie zdarzyło. Zawsze zamykali na klucz. Trochę mnie to zdziwiło, ale szedłem dalej. Podchodząc pod drzwi przystanąłem i nasłuchiwałem. Wokół było jakoś cicho. Mama z Magdą powinny już być w domu, tata też. A jeśli byliby w domu to drzwi nie byłyby otwarte. Więc co do cholery się tu dzieje? Nie słychać głosu mamy, ani taty, ani małej. Robie cichy krok przez próg, potem następny i jeszcze jeden. Stoję w przedpokoju dalej nasłuchując jakiegokolwiek dźwięku - nic. Jak w grobowcu czy mieście zniszczonym przez huragan gdzie zginęły setki tysięcy ludzi. Ani rodziny, ani nikogo obcego. Jestem w tym mieszkaniu sam. Oprócz ciszy słyszałem tylko walenie własnego serca. Zaczęło się, gdy zobaczyłem otwarte drzwi. Już wiedziałem że coś jest nie tak. Narastało gdy szedłem przez korytarz, teraz jest na maksymalnych obrotach. Skoro jestem sam. To wychyliłem się zza rogu. Stałem przytulony do ściany, teraz wyjrzałem za róg. Moim oczom ukazał się salon. Na fotelu pod kominkiem po mojej prawej stronie siedział tata. Siedział i patrzył w okno naprzeciwko. Nie ruszał się, nie kontaktował. - Tata? Tato, co jest? - machałem mu ręką przed oczami, nic. Potrząsnąłem go za ramiona. Głowa taty upadła na jego kolana, zobaczyłem jego plecy. Czarna marynarka w której wyszedł rano do pracy była przebita nożem. Zakrwawiony kawał materiału, w środku plamy wbity nóż. Można powiedzieć że moje serce włączyło nitro, biło z zdenerwowania i przerażenia połączonego ze wściekłością i smutkiem. Patrzyłem na ten nóż niedowierzając że „ Miłego dnia młody” to ostatnie zdanie jakie od niego usłyszałem. Dokładnie 8 godzin temu. Trzęsły mi się ręce, podniosłem tatę do pozycji siedzącej i jak głupi pytałem „Tato, tato, kto to? Kto ci to zrobił, cholera?!” Krzyczałem i wytrząsałem się nad nim wiedząc że nie odpowie na to pytanie. Zacząłem tłumić chęć rozpłakania się i skurwiania wszystkiego co istnieje. Zamiast drzeć się i przeklinać , położyłem rękę na czole i mówiłem „ Nie, to się nie dzieje!”. Pobiegłem do kuchni przedzielonej półścianką z sąsiadującą z salonem jadalnią. Tam znalazłem mamę, pewnie była w trakcie przygotowywania spaghetti bo znalazłem na szafce makaron. Mama leżała z kula w głowie wzdłuż kuchni. Ubrana w fartuch, już całkiem blada, nie dokończy już tego obiadu i nie powie „Smacznego Dominik”. Ukląkłem nad nią i znowu jak głupi zacząłem się drzeć „Nie, masz wstać i dokończyć ten obiad, słyszysz? Nie poddawaj się. Ja cie potrzebuje. Mamo!” - Mamo… - spojrzałem na jej twarz. Płakałaby teraz ze mną gdyby mogła. Wstałem, popatrzyłem chwile na mamę i poszedłem do pokoju małej. Nawet nie chciałem myśleć. Łzy lały mi się z oczu, przystanąłem przed otwartymi drzwiami jej pokoiku. Stylizowany na wesoły, teraz ani trochę taki nie był. Magda bawiła się lalkami, siedziała koło domku i wymyślała historyjki. Dopóki te dranie nie strzeliły jej w pierś. Teraz leży tam, przerwana zabawa, niedokończona historia. Tak samo jak historia jej życia które dopiero nabierało obrotów. Podchodzę, podnoszę jej główkę, wyobrażam sobie że otwiera czka i krzyczy „Domi!” Nie, już tak nie powie. Zabieram jej kosmyk włosów z czoła, kładę główkę na pluszowej poduszeczce z łóżka i zostawiam. Mam nadzieję, że aniołki jej pomogą przez to przejść. Tylko kto pomoże mi? Wziąłem krzesło z jadalni. Nie byłem w stanie nic robić. Postawiłem je koło fotela taty, wytarłem łzy i siedziałem tak kilka minut patrząc na niego. Po kilku minutach usłyszałem że kilka osób idzie korytarzem. Nie chciałem się z nimi spotkać. Wskoczyłem za fotel na którym siedział tata. Stał w kącie, za nim było jeszcze trochę miejsca. Wcisnąłem się i czekałem na rozwój wydarzeń. Przez szparę między ścianą a fotelem zobaczyłem że do mieszkania weszło 4 mężczyzn. Jeden był w beżowym garniturze, miał dłuższe ciemne włosy i okulary przeciwsłoneczne. - I jak to wytłumaczycie? - skrzyżował ręce na piersi zapyta ł trzech pozostałych. - Może jest w szkole? - powiedział jeden. - Byłem mądrzejszy i sprawdziłem jego plan. Powinien być w domu. .-Więc gdzie on jest? - drugi popatrzył na pozostałych. - To ja się pytam - ten w beżowym garniturze się wkurzył i zaczął biegać po mieszkaniu. -Ej, panowie, to krzesło tu stało? - Facet w czarnym garniaku wskazał na krzesło koło mojego fotela. - Nie... - drugi w czarnym zaczął się zbliżać do fotela. Wyjął broń. Spanikowałem. Czułem jakby czas zwolnił. -Go Or Die - wyszeptałem. Jak z procy wybiegłem z mojej kryjówki. Facet był blisko, zdążyłem kopnąć go w nogę. Ten się przewrócił. Byłem blisko wejścia, padły dwa strzały. Reszta tych durniów ruszyła za mną. Biegłem jak opętany. Byłem na korytarzu, słyszałem za sobą krzyki. Od mojej ucieczki minęło może z 10 sekund, a ja już byłem w połowie drogi na dół po schodach. Bez kitu, czas zwalnia jeśli tego potrzebujesz. Dotarłem do drzwi wejściowych budynku. Wybiegłem i prawie wpadłem pod samochód. Ale na moje szczęście kierowcą był Kamil. -Wsiadaj, wiem co się dzieje! - wykrzyknął zza kierownicy. Miałem biec przed siebie, ale dzięki Bogu trafił się on. Wsiadłem do czarnego Dodga. Odjechał sprzed budynku. -Padnij - powiedział Kamil. -Co? - zapatrzyłem się na tych debili wybiegających z budynku. -Już! - powiedział i nachylając się ręką przycisnął moją głowę do kolan. Z tyłu zaczęły padać strzały. Jeden po drugim. W naszą tylnią szybę i tył samochodu Bałem się trochę. Siedziałem z głową w dół. Kamil trzymał moją głowę i sam na ślepego prowadził auto. Jechaliśmy szybko, nawet nie wiem czy dobrym pasem, ale po kilku chwilach huk z tyłu ustał. - Skończyli? - zapytałem. - Odjechaliśmy, zapnij pasy - powiedział mi i zrobił to samo. - Powiedziałeś że wiesz co się dzieje. Skąd? Kto to był? - To byli ludzie z sfery narkotykowej. Nie wiem co łączyło z nimi twoją rodzinę, ale najwyraźniej nie dostali kaski za towar -Ale nikt nie brał z mojej rodziny. Co ty gadasz? - Kim był twój ojciec z zawodu? -A co cie to? - Emocje jeszcze nie opadły, byłem wkurwiony. Nawet na gościa który uratował mi dupe. -Odpowiedz - popatrzył na mnie. - Biznesmenem. Prezesem dużego banku, miał dużo pracy i stres na głowie - ogarnąłem się. - I sam sobie odpowiedziałeś kto i dlaczego brał - Kamil pstryknął palcami. - Ale on by taki nie był - Gapiłem się przez okno Przypomniało mi się jak kiedyś tata sam mnie ostrzegał przed narkotykami. Nie mógłby brać. Był za bardzo uczciwym człowiekiem. - Dom? - Usłyszałem Kamila. -Hę? - Chyba mi się przysnęło. Popatrzyłem, dookoła ciemno. Była noc. - Chodź, znalazłem mały hotel. Nie będziemy spać w samochodzie. I musze z tobą pogadać. Wygramoliłem się z samochodu. Poszedłem za Kamilem. Wynajął pokoik z dwoma łóżkami w przydrożnym motelu. - Co tam, o czym chciałeś pogadać? - Usiadłem na łóżku, oparłem się o ścianę. Chciałem się wyluzować, zapomnieć o wszystkim. - Musze cie zapytać o - Zadzwonił telefon Kamila. Popatrzył na wyświetlacz i wyraz jego twarzy się zmienił. Na moje „Co jest?” odpowiedział machając ręką i wychodząc z pokoju. Nie było go kilka minut. W końcu wyszedłem bo ile może trwać rozmowa telefoniczna. Kamil siedział na masce samochodu i gadał z kimś. - Co jest? - podszedłem powoli, a ten wykrzyknął - Wracaj do pokoju! -Ej, ale co się…- -Do pokoju! - krzyknął głośniej i pokazał mi drzwi. Wróciłem na łóżko i zastanawiałem się już nie Kto dzwoni tylko Dlaczego. Dlaczego się na mnie darł. - Dobra, skończyłem. Słuchaj - Teraz to ja mu przerwałem kiedy wszedł do środka - Dlaczego na mnie krzyczałeś? - Bo polecenia się spełnia, pamiętaj o tym - usiadł na łóżku naprzeciwko mnie. - Po prostu z kimś gadałem i nie potrzebowałem przyzwoitki. -Ale kto to był? - Nieważne. Słuchaj, kładź się spać. Jutro pogadamy, już nie ma na nic siły - Zdjął kurtkę, rzucił na krzesło i położył się. -Ej, a ty masz rodzinę? -Pewnie. Ale już z nimi nie mieszkam, pokłóciłem się z ojcem i uciekłem z domu. - A masz rodzeństwo? - pytałem. - Tak, mam młodszego brata. A ty miałeś? - Siostrę, miała cztery lata. Ją też zabili. Co ta malutka im zrobiła? - zasmuciłem się. -Mieli wybić całą rodzinę, wybili prawie całą. Masz szczęście że byłeś w szkole. -Jakie tam szczęście? Zostałem sam - położyłem się na plecach i patrzyłem w sufit.- Wiesz, kiedyś byliśmy z tatą w parku. Jedliśmy gofry, potem poszliśmy pograć w piłkę, a potem w wesołym miasteczku spotkaliśmy się z mamą i Magdą. To był fajny dzień. A ty, jak wspominasz dzieciństwo? -Możemy już skończyć? Spać mi się chce - Kamil nie miał ochoty na rozmowę. -A, spoko. Dobranoc - Dobranoc młody. Przekręciłem się na bok. Przypomniała mi się sytuacja sprzed kilku godzin. Jak zdziwiły mnie otwarte drzwi, jak płakałem nad ciałami rodziców i jak bałem się siedząc za fotelem. 18.03.2013 Była 8 rano. -Dominik, zrobiłem śniadanie - Obudził mnie Kamil. Podniosłem się, na stoliku pod oknem stała herbata i kanapki. Zabrałem się do jedzenia. Kiedy kończyłem Kamil powiedział: - Wiesz, wczoraj gadałem z kolesiem z urzędu. Kazałem mu poszperać we wszystkich papierach związanych z twoją rodziną. - Tak, a po co? - zapytałem kończąc kanapkę. - Chciałem się dowiedzieć czy masz jeszcze kogoś. -I? - Skończyłem kanapkę i wziąłem łyk herbaty. - Masz przyrodniego brata - spojrzał na mnie. -What?! - Zakrztusiłem się herbatą. Kiedy mi przeszło znajomy dokończył: - Mieszka na północy Polski. Mam jego adres. Wiem że ma 27 lat i mógłby się tobą zaopiekować. - Nic o tym nie wiedziałem - Byłem kompletnie zaskoczony. Patrzyłem na niego jak na wyrocznie, bo w kilka chwil dowiedział się czegoś o czym ja nie wiedziałem przez 17 lat. -Pojedziemy do niego?- zapytałem po chwili zadumy. - A widzisz inne rozwiązanie? - Spoko - Dopiłem herbatę. - Akurat mi to na rękę. Muszę załatwić kilka spraw po drodze - Jakich spraw? - zapytałem. Kamil wstał od stołu, wziął kurtkę i powiedział - Nie interesuj się. Spadamy - Otworzył drzwi i poszliśmy do samochodu. -Czego tak często mówisz „Nie interesuj się”? Jesteś skryty - powiedziałem mu kiedy odjechaliśmy sprzed motelu. - Mówił ci ktoś kiedyś „Im mniej wiesz tym lepiej”? - powiedział patrząc na drogę. -Nie. Ale co ty ukrywasz? - Nie dawałem za wygraną. Odkąd zwinął mnie sprzed bloku zmienił się. Już nie jest tym miłym chłopakiem z którym przedwczoraj gadałem. - Nic nie ukrywam. Nie interesuj się - Widziałem że denerwował się. Pytając ponownie o to samo mogłem go wkurzyć na maksa. Nie wiem czy tego chce. Zaryzykowałem. -Kamil! - Krzyknąłem. Mój towarzysz podróży zjechał na bok i wcisnął hamulec do dechy. -Co jest?- Ta akcja mnie wkurzyła. -Cicho - powiedział. - Ale o co - przerwał mi. -Zamknij się. Myślę. - Siedzieliśmy nieruchomo i w ciszy przez jakieś pół minuty. -W pewnym momencie Kamil spojrzał na mnie - Wiesz skąd wiedziałem kim są ci ludzie i czego chcą? - Nie. Mów - Też spojrzałem na niego. - Bo to samo zrobili z moją rodziną. Wybili wszystkich. Po tym jak powiedziałem że już nie chce dla niego pracować - Handlowałeś? - Niedowierzałem - Tak. Ale to nie była dobra droga. Wiele razy miałem kłopoty z policją. Postanowiłem się ustatkować. Ale za jaką ku*wa cenę - Odwrócił się i skupił wzrok na łące przy której staliśmy. - Sory, nie wiedziałem - zasmuciłem się. Wiem jak on się czuje. - Okłamałem cię. Byłem przy tym jak ich zabijał. Jak wykłuł oczy mojej matce. Wszystkich załatwił - Chyba zaczął płakać Siedzieliśmy, on dochodził do siebie. Ja nie chciałem mu przerywać

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%