Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Komedia · 11 min czytania

Opowiadanie na dzień dobry

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

„Opowiadanie na dzień dobry”

Magda wstając rano z łoża potknęła się i rąbnęła głową w blat biurka. A potem łeb ją bolał. Ale to nic- pomyślała sobie. Podniosła się więc i poszła do klopa. A tam czekała ją niespodzianka. Jogurt wylany na kibel wyglądał jak niezła sraka. To Cimoszewicz- jej domowy słoń morski urządzał sobie poranny prysznic. - Włodek!!!!!!- wydarła się tak głośno, że budynek się zatrząsł - Czego?- Odpowiedział jej z toalety znudzony głos. - Co ja ci mówiłam o porannym pluskaniu się w wu-cecie? - a co mi miałaś mówić, hrrhrhihihimuuuu? - Że masz nie chlapać jogurtem po posadzce, bo... - Cicho, ja mam doła, hrrhrhihihimuuuu!!! - Czemu masz doła??!! - Bo kocham Jolcię hrrhrhihihimuuuu!! - Jaką Jolcię? - Jak to jaką??!! Kwaśniewską!! - Ale ona przecież ma męża!!- ta rozmowa nie trwała długo, bo Cimoszewicz musiał się ubierać, ponieważ dzisiaj w sejmie odbywało się posiedzenie rady ministrów. Słoń morski wyszedł z kibla, założył szlafrok a potem spojrzał zabójczym wzrokiem na Magdę. - Wyjdź!! Hrrhrhihihimuuuu!- eh... pomyślała Madzia, moje zwierzątko nie jest zbyt uprzejme, a potem wyszła z łaźni, żeby przypadkiem Cimoszewicz się na nią nie obraził. Poszła do kuchni i wyjęła z piekarnika dżinsy, bluzę i płaszcz. Ubrała te ciuchy po czym podeszła do lustra. Na głowie miała czerwoną plamę- pamiątkę po porannym uderzeniu. - Muszę iść do lekarza- pomyślała sobie. Z łaźni właśnie wyszedł Włodek. Miał na sobie błękitną koszulę, którą dostał od Madzi z okazji 55-tki, czarny garnitur, czarne spodnie I CZERWONO- BIAŁĄ smyczkę z logo z napisem „ Włodzimierz Cimoszewicz”. - No, no, wyglądasz bosko. Teraz to już żadna laska się tobie nie oprze. - Ale ja nie chce lasek hrrhrhihihimuuuu!!! Ja chcę Jolcię hrrhrhihihimuuuu!!!- I trzaskając drzwiami ( tak mocno, że wyleciały) wyszedł z domu, a po drodze do sejmu kupił sobie czasopismo „Pani domu” do którego była gratis płyta z przebojami z lat 60. Włożył sobie płytę do gęby i ruszył dalej podrygując dziarsko w rytm muzyki. W tym samym czasie Magda pomyślała co zrobić, z tymi drzwiami, które wyleciały, ale rozmyślania przerwała jej sąsiadka, która właśnie przyszła złożyć jej wizytę. - Witam Magdo!!! - Łaał!!!!!!!!!!! Pani... - Bez tytułów proszę! Przyszłam tu... ekhem na... skargę!! - A co się stało?? - P®oszę sobie nie ®obić ża®tów! Para buch, koła w ruch, ale jak wół ociężale i bardzo ospale. Wasza lokomotywa wylądowała w szczerym polu. Komu już kocioł całkiem wystygł? - Co???? Pani Szczuko proszę mi tu nie robić aluzji! - Dobre słowo podobno lepsze od pieniędzy. Ale dobrego słowa też ode mnie nie usłyszycie. - Szczuka weź ty się babo wyrażaj jakoś normalnie, bo zaraz ci łeb odrąbię!!! - Która ostryga już sobie nie podryga?- No i Magda się wkurzyła. Podeszła do szafy, wyjęła gameboya, zdjęła z niego obudowę i wyciągnęła z niej siekierę, którą dostała od Cimoszewicza z okazji rocznicy bycia blondynką. Nie bardzo wiedziała, jak to działa, ale na szczęście obok leżała instrukcja obsługi. Podeszła do Szczuki. Szczuka stała przed lustrem i ćwiczyła dykcję (słynne ®). Magda powiedziała: „Ja ostrzegałam! Mówiłam, ze odrąbię ci łeb!!” i zamachnąwszy się siekierą odcięła łeb Szczuce. Głowa została na podłodze, a reszta ciała pobiegła do swojego mieszkania. Niestety, nawet to, że szczuka nie miała już łba nie pozbawiło jej głosu. Wręcz odwrotnie- głowa szczuki krzyczała głośno:” Magdo, jesteś jak szampon dwa w jednym, i Najlepsze i Najsłabsze Ogniwo”. Madzia wzięła plaster i zakleiła Kazimierze gębę. A potem wyciągnąwszy młotek przybiła jej głowę do ściany, czym uzupełniła swoją kolekcję- „Znanych i nielubianych”. Kolekcja liczyła już kilka okazałych sztuk, między innymi: Marcina Mellera, Andrzeja Leppera, Martynę wojciechowską, Dodę, goli-Kingę, Monikę Olejnik, no i teraz dodaną Szczukę. Zadowolona z siebie wyszła do lekarza. Po drodze spotkała Olka- kolegę z klasy. - Cze Magda!!- krzyknął Olek już z drugiej strony ulicy, a potem przeszedł na tę samą stronę (ulicy). - O cze stary, kope lat!- Odpowiedziała i... strzeliła Olka z liścia ( czyli spoliczkowała go). Olek z zadowoloną miną też ją strzelił z liścia, ponieważ to był ich sposób witania się. Chłopak odprowadził Madzie do przychodni a sam poszedł kupić dodatkową oponę do ciągnika, bo jutro musi jechać do dziadka, do miasta, a w tym mieście nikt jeszcze nigdy nie widział jak wygląda ciągnik. Dziewczyna usiadła w poczekalni i zaczęła przeglądać kolorowe czasopisma. W jednym z tych czasopism było zdjęcie Włodka, który stał na baczność przed komisją śledczą ds. Jolanty Kwaśniewskiej. Tytuł artykułu brzmiał: „ Włodzimierz Cimoszewicz- zakochany w prezydentowej, czy zakochany w jej pieniądzach?”. Magda pomyślała że fajnie by było mieć takie zdjęcie u siebie w domu, więc niewiele myśląc odgryzła fotkę Cimoszewicza od reszty gazety i schowała do kieszeni. Do gabinetu poprosił ją doktor. - Witam, co pani dolega? - A wie pan, przewróciłam się rano i walnęłam głową w biurko. - I co z tego? - No... teraz mam taki ślad, o tu. – Wskazała ręką na ranę w głowie. - Ohoho, to wygląda na

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Opowiadanie na dzień dobry — czytnik · opowiadania