Komedia · 7 min czytania
Opowiadanie o Kamilu na którego mówiono JAPA
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Za górami Za lasami w małej miejscowości pod Przytykiem mieszkał sobie pewien człowieczek, który nie znosił pić mleka i jeść krowich bobków. Ów osobnik miał na imię KAMILEK . Od najmłodszych lat interesował się rolnictwem. Powiadał –jak dolosne to zostanie najwięksym lolnikiem we wsi-. Rodzice małego Kamilka państwo Japowscy byli bardzo dumni ze swojego najmłodszego syna. Kamilek rósł jak na drożdżach. Był wcieleniem dobra i spokoju. Przychodził od razu do domku po powrocie ze szkoły. Już w wieku 6 latek chodził pomagać księdzu na mszy. Uczynił to za namowami starszego brata Wojtka, który żył w wielkim mieście. Systematycznie się uczył, jednak w szkole szło mu fatalnie. Pogarszająca się sytuacja Kamilka w szkole podstawowej coraz bardziej niepokoiła panią Japową. Pewnego razu gdy poszła na wywiadówkę podarowała pani dyrektor kilo ziemniaków i dwa pęta swojskiej kiełbasy. Od tego wydarzenia Kamilek z głąba przeistoczył się w największego kujona w szkole. Lata dzieciństwa leciały nieubłagalnie i Kamilek pomijając przygodę z świńskim ogonem nie zhańbił swojej reputacji. Kariera Ministranta kwitła w najlepsze. Ksiądz widząc pełne oddanie Kamilka zabierał go czasem na noc do swojej rezydencji gdzie do późnych godzin ANALizowali dogłębnie teorie związane z katolicyzmem. Jednak nie wszystko może trwać wiecznie. Władza w kościele się zmieniła i Kamilek musiał znaleźć sobie nową rozrywkę. Wtedy dla małego i bezbronnego Kamilka zaczął się trudny okres. Koniec błogiej laby w skorumpowanej szkole za to początek całkiem nowego życia w twierdzy’ Biołego’ w Przytyku. Idąc tam Kamilek, na którego wszyscy już mówili JAPA oczekiwał 3 lat w gronie pięknych dziewczyn i piciu oranżady w Peweksie. Jednak życie potoczyło się inaczej. Japa spędził tam 3 lata, których do dnia dzisiejszego nie może zapomnieć. Pił z jednej butelki co Sadowska, którą łatwiej przeskoczyć niż obejść. Robił za statyw na mapy i co najgorsze lizał dupę każdej nauczycielce aby przetrwać. Jednak nie ubłaganie zbliżał się egzamin końcowy po gimnazjum. Japa Kamilek był bardzo szczęśliwy że opuści ta szkołę. I wtedy jak bumerang powróciło marzenie z dzieciństwa. ROLNIK Kamilek na sama myśl podniecał się tak, że musiał sobie ulżyć w łazience. Czasem tez przed telewizorem i przy brazylijskiej telenoweli. Wtedy tez rodzice zaczęli wypuszczać Japę na nocne eskapady po pobliskiej miejscowości, która posiadała cudowną rzecz SKLEP. Co sobota po całodziennym wyrzucaniu gnoju i uganianie się za 600 kilowym prosiakiem lekko niedomyty i pachnący mieszanina obornika i BONDA z kiosku za 3,50 Japa wyruszał na swoim 20-letnim niemieckim rowerze na łowy. Z natury był on bardzo nieśmiały, więc z zapoznaniem jakiś dziewczyn miał wielki problem. Jednak gdy tylko zasmakował alkoholu najczęściej siarczystego trunku na który mówił A’LA PATIK stawał się szarmanckim Cassanowa. Jednak co do gustu, którego nie miał nie będę nic pisał. Dni leciały a nasz bohater zdał pomyślnie egzamin i dostał się do wymarzonej szkoły, w której znajdowało się 1200 przyszłych rolników nie wiedzących ile to 2+2 ”WOŚNIKI”. Był bardzo z tego szczęśliwy, jego rodzice byli z niego dumni a jego wielkomiejski brat kupił mu bluzę z przeceny, która…