Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Hobby · 1 godz. 15 min czytania

Opowiadanie rozpoczynające się od dzieciństwa Pera

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

W Halmstad – miasteczku mieszczącym się na południu Szwecji dwie kobiety – Elisabeth Gessle i Tarja Sorensen oczekiwały rozwiązania. Elisabeth oczekiwała narodzin chłopca natomiast Tarja – dziewczynki. Od kiedy tylko kobiety dowiedziały się, że są w ciąży – były szczęśliwe, planowały wszystko co będzie z dziećmi związane. Były sąsiadkami i dobrymi, bardzo dobrymi przyjaciółkami. Jeszcze bardziej ucieszyły się gdy dowiedziały się, że obie mają ten sam termin porodów. Dzieci przyszły na świat 12 stycznia 1959 roku. Dziewczynka dostała na imię Mia natomiast chłopiec – Per. Dzieci niemal od zawsze spędzały czas razem. Nie było dnia, którego nie spędziliby razem. Codziennie razem wychodzili na spacery, bawili się. Obie kobiety były pewne, że ich dzieci połączy uczycie o wiele większe niż tylko przyjaźń. Jeśli chodzi o Pera – Elisabeth była też pewna wręcz, że jej ukochany synek będzie kimś wielkim, ważnym. Dzieci często były fotografowane w trakcie zabawy choć nie tylko. Miały też kilka zdjęć w wózku jednego z nich co wyszło naprawdę uroczo. Natomiast gdy maluchy trochę podrosły – coraz częściej zaczęły trzymać się za ręce, nawet jeszcze będąc w wózkach. To też wyglądało bardzo uroczo. Takie zachowanie maluchów oczywiście też było uwiecznione na zdjęciu. Elisabeth i Tarja zrobiły sobie odbitki zdjęć, które wylądowały w ramkach i znalazły honorowe miejsca w sypialniach młodych mam. Natomiast gdy Mia i Per mieli po dwa lata – zdarzyło się coś co później stało się tematem rodzinnych anegdot. Był jasny ciepły wiosenny dzień, który dzieci spędziły pod czujnym okiem mam na placu zabaw. Bawili się na huśtawkach, w piaskownicy… I właśnie tam zdarzyło się to co było tematem wspomnianych wcześniej anegdot. Zabawa mijała dzieciom spokojnie i naprawdę miło było na nich tak patrzeć. Nagle do spokojnie bawiącej się Mii podszedł pewien chłopiec i bezceremonialnie jednym uderzeniem łopatki zniszczył misternie budowany przez małą kopczyk. Gdy rozbił go popchnął małą Mię i dziewczynka upadła do tyłu wprost na piasek, uderzając przy tym główką o deski, którymi wyłożony był brzeg piaskownicy. Mia rozpłakała się. Widząc co się dzieje – Tarja niemal od razu zareagowała. Podbiegła do dziewczynki i zabrała ją stamtąd, próbując ją uspokoić. Równie szybko zareagował też mały Per. Podbiegł do chłopca i równie bezceremonialnie z całych sił uderzył go łopatką, którą trzymał w ręku. Widząc co się dzieje Elisabeth i Tarja zaczęły chichotać choć miały ochotę wybuchnąć głośnym śmiechem. - Nie spodziewałam się, że już teraz zaczniesz bronić innych, skarbie… - chichotała cicho Elisabeth, zabierając synka z piaskownicy. - Ja też się tego po nim nie spodziewałam… - odezwała się Tarja, też chichocząc – Będzie co opowiadać… - Oj tak… - Opowiadać?! – krzyknęła nagle matka chłopca, który przeszkodził dzieciom w zabawie – Niedługo wyrośnie z niego bandyta a ty chcesz zrobić z tego anegdotkę rodzinną?! - Lepiej pilnuj swojego dziecka! – zawołała Elisabeth, odchodząc. Tak jak przeczuwały – tak się stało, bo zachowanie Pera faktycznie stało się tematem anegdot, z których zaśmiewali się wszyscy – zarówno rodzina Pera jak i Mii. Dzieci łączyło zresztą nie tylko to, że przyszły na świat tego samego dnia ale też to, że oboje mieli po dwójce starszego rodzeństwa. Siedemnastoletnia Gunilla i dziesięcioletni Bengt to rodzeństwo Pera, natomiast trzynastoletnia Sonia i ośmioletni Ollof to rodzeństwo Mii. Gdy dzieci skończyły sześć lat i zaczęły chodzić do przedszkola a potem szkoły – tam też spędzały czas razem. W przedszkolu ciągle bawili się razem, często nawet zdarzało się, że nie dopuszczali do swojej zabawy innych dzieci, najlepiej czuli się w swoim towarzystwie. W trakcie leżakowania też zawsze zajmowali miejsca obok siebie. Natomiast później w szkole – siedzieli razem w ławce a siedzieli zawsze w pierwszej z powodu wyjątkowo dużej wady wzroku Pera. W ich klasie dużo osób było po ich stronie gdy zaczęli zauważać, że przyjaźń łącząca ich staje się coraz mocniejsza. Najwierniejszą powierniczką i przyjaciółką Mii i Pera była Margit. Jej oboje zawsze mogli zwierzyć się gdy coś szło nie tak, nie po ich myśli. Niestety w szkole byli też i tacy, którzy nie byli po ich stronie, wyśmiewali, wytykali ich. Mia była bardzo wrażliwą dziewczynką i to jak inni zachowywali się w stosunku do niej – często doprowadzało ją do płaczu. Ale zawsze wtedy Per w porę reagował i bronił jej. Lata mijały, przyjaźń łącząca Mię i Pera rosła. Elisabeth i Tarja patrzyły na to z radością i dumą. Z rodzeństwa trzymały za nich kciuki tylko Sonia i Gdunilla. Natomiast ich ojcowie i bracia niestety byli przeciwni wszystkiemu. - Nie możesz przyjaźnić się z Sorensen, nie pasujecie do siebie – powtarzał Kurt zawsze gdy Per wspominał o Mii. - A to niby czemu? Przecież jej rodzina nie jest biedniejsza od naszej a zawsze powtarzałeś, że nie pozwolisz mi związać się z kimś biedniejszym – bronił się Per. - Nic mnie to nie obchodzi, nie możesz przyjaźnić się z nią – Kurt nie dawał za wygraną. - Nie będziesz wybierał mi przyjaciół! – wołał Per, biegnąc do swojego pokoju bądź wybiegając z domu i szukając wsparcia u siostry czy mamy. To zależało od tego czy potrzebował po takiej kłótni samotności czy też wsparcia innych. W przypadku Mii też wspomnienie dziewczyny na temat Pera kończyło się awanturą, po której dziewczyna szukała podobnie jak Per samotności bądź wsparcia innych. Takie awantury kończyły się czasem też zupełnie inaczej – czasem Per i Mia zamiast szukać wsparcia innych czy też samotności – potrzebowali swojego towarzystwa, swojej bliskości. Wtedy spotykali się na plaży Tylosand przy jednej z wydm. Tam zawsze czuli się bezpiecznie. - Co się stało? Miałaś kolejną awanturę? – spytał z troską zauważając zapłakaną przyjaciółkę schowaną za wydmą i ze stopami w wodzie. - Jak zawsze… Już nie pamiętam dnia bez awantury na nasz temat... – szepnęła smutno dziewczyna. - Musimy jakoś to przetrzymać, musimy być silni – próbował pocieszyć ją Per, przytulając do siebie. - Już nie daję rady… - łkała Mia, z całej siły wtulając się w Pera. - Uda nam się, zobaczysz, jeszcze zagramy im wszystkim na nosie – chłopak niestrudzenie nadal próbował pocieszyć dziewczynę. Właśnie wtedy pierwszy raz poczuł, że Mia jest dla niego kimś więcej niż tylko przyjaciółką. Nie potrafił jednak racjonalnie wyjaśnić, opisać tego co czuje do dziewczyny. Ona też właśnie wtedy pierwszy raz złapała się na tym, że pomyślała o Perze jak o kimś więcej niż tylko zwykłym dobrym przyjacielu, któremu zawsze mogła zwierzyć się z problemów. Kiedy zrozumieli jakie uczucia żywią do siebie – mieli po piętnaście lat. - Chyba już nie jesteś dla mnie tylko przyjaciółką… - szepnął pewnego wieczora Per gdy jak zawsze siedzieli sobie razem schowani za swoją ulubioną wydmą, którą zaczęli nazywać swoim tajemnym miejscem. - Więc kim? Nie jestem już dla ciebie ważna? Posłuchasz ojca, nie będziemy się już spotykać? – wypytywała wystraszona a nawet przerażona Mia. - Skąd takie pytania? Niczego takiego nie powiedziałem, nie bój się, będziemy razem – uspokajał ją chłopak – Po prostu… kocham cię… - szepnął, delikatnie całując ją przy tym w usta. To był ich pierwszy taki pocałunek. Czuli wtedy zdenerwowanie połączone z podekscytowaniem. - Ja ciebie też… - szepnęła gdy odsunęli się od siebie. Zachowanie Pera dodało jej odwagi, pozwoliło przyznać się do swoich prawdziwych uczuć. - Zostaniemy parą? – wypalił w pewnym momencie Per, patrząc przy tym głęboko w duże, ciepłe brązowe oczy dziewczyny. - Oczywiście, że tak! – zawołała uradowana dziewczyna – Oby tylko nikt się o tym nie dowiedział… - wystraszyła się nagle. - Spokojnie, powiem o tym tylko Gunilli i mamie. - A ja mamie i Sonii ale boję się, że Ollof i tata mogą się dowiedzieć, podsłuchać mnie… Po Ollofie mogę się spodziewać wszystkiego, więc tego też… - No tak… mogliby być do tego zdolni… Całe szczęście, że nic takiego nie przyjdzie do głów tacie i Bengtowi… Gdyby się okazało, że mnie podsłuchali – ciekawie by z nimi nie było… O tym jak tą sprawę rozegrać rozmawiali wracając już do domów. - Jutro o tym porozmawiamy, trzymaj się, bądź dzielna – szepnął Per, na pożegnanie całując Mię w policzek. Wypowiadając te słowa przeczuwał – co okazało się prawdą – że oboje nieźle oberwą w domach. Oboje zabrali się za to w tym samym czasie. - Soniu, mamo, mogę prosić was do siebie? Chcę coś wam powiedzieć… - zaczęła niepewnie Mia po wejściu do domu i przywitaniu się ze wszystkimi. - Jasne, czekaj tam na nas, za chwilę przyjdziemy – powiedziała Sonia. Od razu czuła co się święci, podobnie zresztą jak i Tarja. - Czemu nie chcesz powiedzieć o tym też nam? Nie powinniśmy mieć przed sobą tajemnic… - spytał chłodno Lasse, mierząc najmłodszą córkę chłodnym spojrzeniem. - Wolę zwierzyć się z tego mamie i Sonii – powiedziała Mia, patrząc twardo na ojca. „I tak się dowiem co to za sekret…” – pomyślał Lasse. Po tej wymianie zdań dziewczyna poszła na górę do swojego pokoju. Gdy spojrzała przez okno – widziała Pera, który w swoim pokoju już rozmawiał z Gunillą i Elisabeth. „On przynajmniej będzie miał szczęście…” – pomyślała smutno nie zdając sobie sprawy z tego jak bardzo się myli. - Co chciałeś nam powiedzieć? – spytała Gunilla gdy ona i Elisabeth weszły do pokoju Pera. - Nie bój się, nikt nas nie podsłuchuje – próbowała uspokoić go Elisabeth, nie zdając sobie nawet sprawy z tego jak bardzo się myli. - Ja i Mia… jesteśmy parą… - szepnął zawstydzony chłopak, spuszczając zawstydzony wzrok. - Wiedziałam, wiedziałam, że tak będzie! Od zawsze w was wierzyłam! – zawołała uradowana Elisabeth, tuląc syna do siebie. - Ja też wierzyłam, że wam się uda – powiedziała uradowana Gunilla. - Wy razem?! – ryknął nagle Kurt, wpadając do pokoju Pera. - Tak, jesteśmy razem i nie rozdzielisz nas! – zawołał chłopak, jednym niemal susem przybliżając się do ojca. - Zrobię wszystko co tylko można żeby was rozdzielić! – odpowiedział również podniesionym głosem Kurt – Nie przeszkodzisz mi w tym, smarkaczu! – zawołał, po czym uderzył Pera tak mocno, że ten zachwiał się i stracił równowagę. - A ja pomogę w tym tacie! – zawołał Bengt, stając przy ojcu. - Jak mogłeś go uderzyć?! – zawołała Elisabeth, patrząc na męża z wyrzutem. - Zasłużył sobie! - Wcale nie! – Gunilla stanęła w obronie brata. - Uważaj żebyś też nie oberwała! – Kurt był naprawdę rozwścieczony. Powstrzymał się jednak przed uderzeniem córki dosłownie w ostatniej chwili. - Jak oni mogli zrobić mi coś takiego… - Per był załamany. - Nie martw się, jesteśmy po waszej stronie, możesz na nas liczyć… - próbowała pocieszyć i uspokoić chłopaka Elisabeth. Reszta wieczoru i następne kilka dni upłynęły rodzinie w prawie zupełnej ciszy. To dlatego, że Per odzywał się tylko i wyłącznie do mamy i siostry. Ojca i brata traktował jak powietrze. W domu Mii wszystko potoczyło się prawie tak samo. - Ja i Per jesteśmy parą – powiedziała dziewczyna gdy jej mama i siostra weszły do jej pokoju. - Byłam tego pewna. Od zawsze – powiedziała szczęśliwa Tarja. - Ja też – przyznała jej rację Sonia. - Od zawsze? Nie rozumiem… - zdziwiła się Mia. - Od kiedy byliście mali ja i mama Pera przeczuwałyśmy, ze będziecie razem, że nie będziecie tylko przyjaciółmi – wyjaśniła Tarja, mocniej akcentując przedostatnie słowo. W tym akurat momencie do pokoju Mii wparowali Ollof i Lasse. - Ty i ten kundel Gessle razem?! – ryknął mężczyzna – Zrobię wszystko żeby tak nie było, żebyście nie byli już nigdy razem… - Nie obrażaj go, nie pozwolę ci! – zawołała dziewczyna ze łzami w oczach. - Nie zgadzam się! – ryknął znów Lasse odpychając od siebie córkę. Mia upadłaby ale w ostatniej chwili została zaasekurowana przed tym przez Sonię. - Dzięki… - szepnęła roztrzęsiona dziewczyna. - Drobiazg siostrzyczko… - szepnęła Sonia, tuląc roztrzęsioną Mię do siebie. Następnego dnia jeszcze w drodze do szkoły Mia i Per opowiedzieli sobie jak wyglądały ich rozmowy w domach. - Żałuję, że powiedziałam im o tym wczoraj… Mogłam zaczekać do dziś i powiedzieć o tym kiedy byłybyśmy same… - mówiła smutno Mia – Skąd ten siniak? – spytała z troską delikatnie kładąc rękę na policzku Pera. - Tata uderzył mnie gdy dowiedział się o tym… Też nas podsłuchiwali. On i Bengt… - Nie spodziewałam się tego po nich… - Ja też... – zgodziła się Mia. Mijały kolejne lata, Mia i Per nadal się spotykali, oczywiście w tajemnicy przed wszystkimi. Gdy mieli po siedemnaście lat – pierwszy raz w życiu kochali się. Zrobili to pewnej sierpniowej nocy na swojej ulubionej wydmie. Jedynym świadkiem ich pierwszego w życiu zbliżenia był księżyc. - Chcę tego ale trochę się boję… - szepnęła Mia – Boję się bólu i tego, że mogę cię zawieść… - Nie bój się, poradzimy sobie, oboje jesteśmy tak samo niedoświadczeni w tych sprawach, musimy to przezwyciężyć…- po tych słowach chłopak zaczął delikatnie i nieśmiało dotykać i pieścić ciało dziewczyny. Robili to powoli i delikatnie, oboje uczyli się swoich ciał, tego co daje im przyjemność a co nie. Gdy Per wszedł w Mię – mimo tego, że zrobił to najdelikatniej jak umiał – z oczu dziewczyny popłynęły łzy. Gdy Per zauważył je – delikatnie starł je dłonią. Po chwili jednak ból zmienił się w rozkosz, która była coraz większa z każdym ruchem i każdą pieszczotą jaką Per dawał Mii. Gdy osiągnęli wreszcie spełnienie – świat wokół nich zawirował. Nie byli świadomi tego, że to spotkanie na plaży jest jednym z ich ostatnich… Po kolejnych dwóch latach Per założył swój pierwszy zespół. Nazywał się Gyllene Tider a w jego skład wchodzili koledzy z klasy Pera. Mimo, że zespół istniał niecałe dziesięć lat – osiągnął wiele. Na dwa lata przed zakończeniem działalności GT – Mia i Per poznali Marie – dziewczynę, którą połączy z nimi – a szczególnie z Perem – szczególna więź. Tego dnia GT miało kolejną próbę, na której jak zwykle przesiadywała z Perem Mia. - Słyszysz ten głos? – spytał nagle chłopak, podnosząc wzrok znad kolejnego tekstu piosenki, którego się uczył. - Tak, śliczny… Chciałabym poznać posiadaczkę takiego głosu… - mruknęła Mia przytulając się do Pera i wsłuchując się w Marie śpiewającą „Help” Beatlesów. - Za chwilkę zajrzymy do studia obok, daj mi jeszcze trochę czasu – powiedział chłopak, całując dziewczynę w policzek. Spełnił swoją obietnicę, bo po jakichś dziesięciu, może piętnastu minutach powiedział: - Możemy już iść, chodź – po tych słowach odłożył kartkę z tekstem na stolik stojący pod oknem, wziął dziewczynę za rękę i wyszli ze studia, w którym odbywała się próba GT. Podeszli pod studio obok. Weszli do niego dopiero gdy Marie przestała śpiewać. Nie chcieli przeszkadzać jej w tym, rozpraszać. - Masz śliczny głos… - szepnął Per, uśmiechając się ciepło do Marie – Jestem Per – przedstawił się, wyciągając do dziewczyny dłoń. - A ja Marie – przedstawiła się dziewczyna, ściskając jego dłoń i potrząsając nią lekko. - To jest moja dziewczyna, Mia – przedstawił ukochaną Per. Dziewczyny uścisnęły sobie dłonie, uśmiechnęły się do siebie ciepło; od razu przypadły sobie do gustu. Wiedziały, że zaprzyjaźnią się ale nie były świadome tego, że ich przyjaźń będzie silna, bardzo silna. Cała trójka przegadała prawie całą noc w studiu, w którym śpiewała Marie a potem czas, którego Per potrzebował żeby odwieźć ją do domu. Od tego dnia przyjaźń łącząca Mię. Marie i Pera rosła z każdym dniem coraz bardziej. - Mam pewien pomysł – zagadnęła pewnego dnia Mia gdy jak zawsze ona, Marie i Per przesiadywali w studiu nagraniowym. - Co wpadło do twojej ślicznej główki? – spytał Per, uśmiechając się ciepło do ukochanej i przytulając ją do siebie. - Może… może wzięlibyśmy niby – ślub? – spytała niepewnie. Per słysząc jej pytanie – osłupiał. - Dajmy mu się nad tym zastanowić a my odejdźmy na chwilkę do pokoju obok, mam pewien pomysł – powiedziała Marie, biorąc Mię za rękę i wychodząc z nią do pokoju obok, o którym wspomniała wcześniej. - Co to za pomysł? – spytała Mia, zamykając drzwi. - Na kilometr widać jak bardzo się kochacie. Gdyby tak wasz ślub był prawdziwy, ważny? A nie tylko udawany? Per nie musi o niczym wiedzieć… - zachichotała szelmowsko Marie. - Ciekawie to brzmi… Niech będzie i tak – zgodziła się Mia, chichocząc i przybijając z Marie przysłowiową „piątkę”. - Podzielcie się swoimi planami z biednym szaraczkiem takim jak ja… - mruknął Per, spoglądając przy tym na dziewczyny jak mały kociak. - Dziewczyny też lubią mieć swoje sekrety… - mruknęła Mia, puszczając przy tym oczko do Marie. Kilka tygodni później Per i Mia wzięli ślub, który Per brał za zabawę, żart. Tylko Mia i Marie znały prawdę… Nawet Clarence, który był świadkiem dziewczyny był nieświadomy prawdy podobnie jak i Per. - Jaka szkoda, że nasz ślub to tylko fikcja… - szepnął smutno chłopak kilka dni po wszystkim. „Jaka szkoda, że nie możesz poznać prawdy…” – pomyślała Mia, udając tak samo smutną jak Per i próbując go pocieszyć. - Mam coś dla ciebie – powiedział w pewnym momencie Per, wyjmując z wewnętrznej kieszeni marynarki łańcuszek z wisiorkiem w kształcie połówki serca i zapinając go na smukłej szyi dziewczyny – Ja też mam wisiorek z drugą połówką serduszka. Nośmy je, niech przypominają nam o sobie nawzajem – powiedział. Przeczuwał, że niedługo zostaną rozdzieleni. - Obiecuję, że nigdy go nie zdejmę – powiedziała dziewczyna, patrząc poważnie w oczy ukochanego. Kilka dni później Mia i Per wybrali się na wieczorny spacer po plaży. Uwielbiali tak spacerować. Nie wiedzieli tylko jednego – że ten spacer jest ich ostatnim… Spacerowali spokojnie trzymając się za ręce, patrząc sobie w oczy gdy nagle… Od tyłu zakradł się do nich ojciec Mii. Złapał ją za rękę i mocno szarpnął do tyłu, wołając: - Wracasz do domu, nigdy więcej nie spotkasz się już z tym biedakiem! – Lasse ciągle był przekonany, że rodzina Pera jest biedniejsza od nich co oczywiście prawdą nie było. - Puszczaj! – wołała dziewczyna, próbując się uwolnić. - Zostaw ją! – zawołał Per, próbując bronić Mii. Nie udało mu się to jednak, bo został odepchnięty i stracił równowagę. Podniósł się dość szybko i próbował dogonić ich ale niestety nie udało mu się to. - Nie zapomnę o tobie, nigdy… - wyszeptała Mia, chwytając dłonią swój wisiorek. - Ja o tobie też.. – szepnął Per, robiąc to samo. Odszedł wolnym krokiem w stronę domu dopiero gdy Mia zniknęła mu z pola widzenia. Gdy wchodził do ogrodu – minął się z plotkującymi w ogrodzie Gunillą i Elisabeth, które zupełnie nie były świadome tego co się stało. Przed wejściem do domu przystanął i przez chwilę smutno patrzył w okno pokoju ukochanej, w którym było zupełnie ciemno. - Co się stało? – spytała Gunilla, podchodząc do brata i przytulając się do niego. - Ojciec Mii rozdzielił nas gdy byliśmy na plaży… Próbowałem ją obronić, chciałem nawet zabrać ją tutaj ale… On był silniejszy… Jestem kompletnym zerem jeśli nie potrafię obronić przed niebezpieczeństwem własnej dziewczyny… - obwiniał się Per. Bengt słyszał jego słowa i wychodząc przed dom powiedział, śmiejąc się przy tym sarkastycznie: - Choć raz powiedziałeś o sobie prawdę, jesteś kompletnym zerem. Ojciec gdyby żył – ucieszyłby się z tego… Już to widzę… - Jak mogłeś powiedzieć coś takiego! – zawołała wściekła Elisabeth, piorunując starszego syna spojrzeniem. Natomiast Per tylko uderzył brata spojrzeniem i pobiegł do swojego pokoju. Przez następne kilka dni bardzo rzadko stamtąd wychodził. Potrzebował samotności choć wiedział, że za jakiś czas będzie musiał podzielić się tym wszystkim z kimś i wiedział, że będzie mógł w takim momencie liczyć na Marie. Był tego pewien. Tymczasem Mia też była smutna, załamana. Też rzadko wychodziła ze swojego pokoju; pozwalała wchodzić tam tylko mamie i Sonii. Zachowywała się jakby ojciec i brat nie istnieli dla niej. Tymczasem Lasse, Ollof i Bengt przygotowywali dalszą część planu, którego realizacja pozwoliłaby im na dobre rozdzielić Mię i Pera. W tajemnicy przed wszystkimi spotykali się w lasku na granicy Halmstad. Pewnego dnia znów się tam spotkali. Bengt przyszedł tam z Andersem – kolegą z zespołu Pera, który podobnie jak on był zakochany w Mii. Natomiast Lasse miał ze sobą fałszywy akt zgonu dziewczyny i fiolkę z substancją zwiotczającą mięśnie i zatrzymującą na pewien czas akcję serca i oddech. - Co to za plan? – spytał z zaciekawieniem Ollof, gdy wszyscy zebrali się w umówionym miejscu. - Obrzydliwie prosty… - zaśmiał się chrapliwie Lasse – Sfingujemy po prostu jej śmierć – dokończył. - Jak? – dopytywali ciekawie Bengt i Ollof. Oczy błyszczały im i to bardzo nienaturalnie. - Wywabimy ich z domów a ty – tu zwrócił się do Andersa – przejedziesz ją na oczach młodego Gessle a kiedy wybiegniesz z samochodu – dyskretnie wstrzykniesz jej to… - tu uśmiechnął się i pokazał im fiolkę. - Dobrze a co potem? Co kiedy mikstura przestanie działać? – dopytywał dalej Ollof. - Wywieziemy ją gdzieś… - Na przykład? - Zastanawiałem się nad Nową Zelandią. Mam już nawet bilet dla niej… Oczywiście w jedną stronę… - Świetny pomysł… - mruknął Bengt, zacierając ręce. Tymczasem następnego dnia Mia wyrwała się z domu. Zrobiła to, żeby spotkać się z Perem i podzielić się z nim radosną nowiną, którą było to, że dziewczyna zaszła z nim w ciążę. O tym gdzie się wybiera powiedziała tylko Tarji i Sonii. Nie była świadoma tego, że Lasse słyszał ich rozmowę i zaraz po tym gdy dowiedział się o planach dziewczyny – dał o tym znać pozostałym. - Wreszcie uda nam się ich rozdzielić… Na zawsze… - zaśmiał się złowieszczo. Tymczasem Mia pożegnała się z mamą i siostrą i wyszła. Żadna z nich nie była świadoma tego, że widzą się ostatni raz. Mia wręcz biegła do domu Pera. Radość rozpierała ją. Gdy dotarła na miejsce – wystraszyła się tylko jednego – tego, że drzwi mógłby otworzyć jej Bengt. Miała jednak wielkie szczęście, bo otworzył jej Per, czego Mia zupełnie się nie spodziewała. Gdy chłopak zobaczył ją – bez słowa padli sobie w objęcia. - Muszę coś ci powiedzieć… - zaczęła Mia, gdy odsunęli się od siebie na moment. - Stało się coś? Coś złego? – Per się wystraszył. - Nie bój się, to dobra wiadomość – uśmiechnęła się dziewczyna. Jej uśmiech był ciepły ale jakiś inny niż zwykle… - Więc o co chodzi? – dopytywał Per. Nadal czuł jakiś dziwny niepokój, którego nie potrafił racjonalnie wyjaśnić. - Zostaniemy rodzicami… - szepnęła dziewczyna, uśmiechając się. - Hurra! – zawołał Per, obejmując dziewczynę, unosząc ją lekko w górę i kilka razy obracając się z nią wokół własnej osi. - Czy twoja mama już wie? – spytał. - Tak, mama i Sonia dowiedziały się pierwsze. Ucieszyły się podobnie jak ty… - mówiąc, dziewczyna przymknęła oczy i przywołała do siebie reakcję Tarji i Sonii na tą wiadomość. - Mogę…? – spytał niepewnie chcąc dotknąć brzucha Mii. - Jest jeszcze za wcześnie… Żeby poczuć ruchy maluszka musimy poczekać jeszcze co najmniej miesiąc… - Szkoda… - Per posmutniał. - Ten czas minie i to szybko. Ani się obejrzymy a maluszek będzie z nami… - Mia uśmiechnęła się. Liczyła, że te słowa pocieszą Pera. Stało się jednak inaczej. - I tak nie będę mógł patrzeć jak maleństwo rośnie rozwija się… Pomoc też będzie musiała być potajemna, tak żeby nikt się nie połapał, nie domyślił… - kończąc wypowiedź, Per spuścił zawstydzony wzrok w dół. Czuł się winny, czuł się jakby zawiódł Mię. - Pamiętasz jak powiedziałeś mi, że jeszcze kiedyś zagramy wszystkim na nosie? Ja w to wierzę. Mocno… - próbowała go pocieszyć. Słysząc te słowa Per uśmiechnął się blado. Nie chciał pokazać Mii, że nie wierzy jej, boi się. Po tej wymianie zdań wzięli się za ręce i poszli na spacer. Spacerowali bardzo długo. Najpierw poszli do miasta, potem na plażę a potem znów do miasta. Spacerowali do późnego wieczora. Wracali trzymając się za ręce, żartując, robiąc sobie psikusy. W pewnym momencie Mia śmiejąc się i wołając: - Spróbuj mnie złapać! – odbiegła o kilka kroków. Per pozwolił jej odbiec po czym sam zaczął biec za nią. Nagle zauważyli nadjeżdżający z przeciwka z dość dużą prędkością samochód. Prowadził go Anders a razem z nim jechali Bengt, Lasse i Ollof. - Mia, uważaj! – zawołał Per, biegnąc w jej stronę i chcąc osłonić ją, zapobiec wypadkowi. Nie udało mu się to jednak, bo potknął się o jakąś nierówność i upadł na chodnik. Tymczasem Mię oślepiły światła samochodu, który chwilę potem uderzył ją. Tak naprawdę uderzenie było lekkie choć z punktu widzenia Pera wyglądało to okropnie. Zanim Per dobiegł w miejsce wypadku – Anders zdążył wstrzyknąć Mii preparat zwiotczający mięśnie i zatrzymujący akcję serca i oddech. - Uważaj jak jeździsz, idioto! – ryknął Per, tuląc do siebie Mię i piorunując wzrokiem kolegę z zespołu – Nie stój tak, wezwij karetkę! – zawołał znowu. - Jest już za późno… - szepnął Anders. - Nie powiesz mi, że… - chłopak nie był w stanie dokończyć. - Niestety, odeszła… - Anders nadal mówił szeptem – Odejdź, zostaw ją, nie pomożesz jej już… Per jednak nie reagował, nadal tulił Mię do siebie, próbował ją cucić, wymawiał jej imię… - Odejdź od niej, zrozum wreszcie, że zostałeś sam! – zawołał Anders, razem z Bengtem odciągając go jednym ruchem od ciała Mii. - Zabiłeś nie tylko Mię! – ryknął znów Per, delikatnie kładąc ciało dziewczyny na ziemi i jednym susem zbliżając się do brata i pozostałych. - Jak to?! – zawołali wszyscy czterej jednocześnie. - Po prostu, głupki! Ona była w ciąży! – po tych słowach Per spiorunował ich wzrokiem i odbiegł w stronę swojego domu. Biegnąc tam – pierwszy raz od dawna – szczerze płakał. - Zaczekaj, zaczekaj – zatrzymała go przed wejściem Gunilla, przerywając czytanie książki – Skąd ta krew na twoim ubraniu i rękach? – wystraszyła się. - To krew Mii… - mruknął, nawet nie patrząc na siostrę. - Jak to: Mii?! – zawołała zaskoczona Gunilla. - Wpadła pod samochód, nie zdążyłem jej uratować… - Kto prowadził…? - Anders… - Od zawsze go nie lubiłam… - Chcę zostać teraz sam, przepraszam cię… - szepnął po czym skierował się do łazienki. - Dobrze, rozumiem… Jeśli będziesz potrzebował rozmowy – możesz na mnie liczyć; jak zawsze… - Dziękuję ci… - szepnął, tuląc siostrę do siebie. Nie zważał na to, że może zaplamić jej ubranie krwią Mii. Gunilla też nie zwracała na to uwagi. - Które z nas powie o tym mamie? – spytała Gunilla, zanim Per zniknął jej z pola widzenia. - Ja chyba nie dam rady… - Per czuł się okropnie, czul się tak pierwszy raz w życiu. - Dobrze, wezmę to na siebie – obiecała Gunilla. Spełniła swoją obietnicę kilka dni później. Sama też potrzebowała czasu. Gdy Gunilla powiedziała Elisabeth o wszystkim – ta musiała okłamać ją, zagrać smutek. Czuła się okropnie, znając prawdę i nie mogąc jej wyjawić. Następnego dnia Per zwierzył się ze wszystkiego Marie. Dziewczyna doznała szoku, dowiadując się o wszystkim. Mia odzyskała przytomność. Odzyskała ją w drodze na lotnisko. - Co się dzieje, gdzie ja jestem? – spytała, otwierając oczy. - Jedziemy na lotnisko, lecisz do Nowej Zelandii – powiedział chłodno jej ojciec. - CO!? – krzyknęła Mia – Zatrzymaj się, nie chcę tam lecieć, chcę zostać w Szwecji! – wołała. - Nie obchodzi mnie to! Nie zostajesz tutaj, bo wykorzystasz to żeby widywać się z tym idiotą, Gessle a ja na to nie pozwolę! – Lasse był nieugięty. Mia zaczęła płakać. Na początku próbowała otworzyć drzwi, wyskoczyć z jadącego samochodu. Potem jednak poddała się, bo przypomniała sobie, że gdyby to zrobiła – pozbawiłaby życia jeśli nie siebie to maleństwo, które nosi w sobie i które jest jedyną osóbką łączącą ją z Perem. „Poznasz swojego tatę, obiecuję ci to… - myślała Mia – Będziesz musiała długo pewnie na to poczekać (wiedziała już, że oczekuje przyjścia na świat dziewczynki) ale poznacie się…” Kilka dni po dotarciu na miejsce – Mia zadzwoniła do Marie. Na szczęście gdy rozmawiały – były same. Rozmawiały przez prawie godzinę. - Pozwól mu przelać na siebie całą miłość, którą normalnie obdarzyłby mnie i nasze maleństwo… - powiedziała, delikatnie przesuwając przy tym ręką po brzuszku, który zaczął już powoli coraz bardziej uwypuklać się. - Dobrze, pozwolę mu na to… - zgodziła się Marie, ocierając przy tym załzawione oczy. Mijały lata, GT rozpadło się, powstało Roxette. Per mocno zaangażował się w zespół. Robił wszystko żeby zapomnieć o Mii ale nie potrafił. Była dla niego równie ważna jak Marie. Za każdym razem gdy Per był w Halmstad – zawsze odwiedzał grób Mii, który tak naprawdę był pusty. Pierwsze piosenki Roxette opisywały uczucia, którymi mógłby obdarzyć Mię gdyby byli razem. Mijały kolejne lata, zespół zdobywał coraz większą popularność i coraz więcej fanów a przyjaźń łącząca jego członków rosła z każdym dniem. Tymczasem Mia opiekowała się małą Mandy (od zawsze tak chciała nazwać córeczkę). Opowiadała małej o Perze zawsze gdy wiedziała, że są same. Czasem jednak zdarzało się, że nakrywał ją na tym Lasse i zawsze wtedy zaczynał krzyczeć choć nie tylko. Posuwał się nawet do bicia Mii i nie zważał czasem nawet na to, że dziewczyna trzyma na rękach Mandy. Gdy sytuacja uspokajała się – dziewczyna uciekała do swojego pokoju i cicho łkając mówiła: - Musimy być silne, malutka, nie możemy się poddawać… Gdy zostaniemy już prawie zupełnie same (tu oczywiście miała na myśli śmierć ojca) uciekniemy stąd, wrócimy do Halmstad, odnajdziemy twojego tatę i już zawsze będziemy razem. Mijał czas, Mia i Marie nadal miały – oczywiście w tajemnicy przed Perem – kontakt ze sobą. Rozmawiały ze sobą, wymieniały się zdjęciami… Marie, pokazując Perowi zdjęcia małej Mandy mówiła, że to córka ich wspólnej przyjaciółki sprzed lat. PG oczywiście dał się na to nabrać. - Musimy porozmawiać – zagadnęła pewnego dnia Elisabeth, gdy zespół miał krótką przerwę w koncertach a Per jak zawsze wykorzystał to żeby odwiedzić mamę i siostrę. Po tym co się stało nie utrzymywał kontaktu z Bengtem. - O co chodzi? – spytał Per. Zadając pytanie – wystraszył się lekko. Miał wrażenie – błędne na szczęście – że wyraz twarzy i oczu Elisabeth nie wróżył nic dobrego. - Nie bój się, ta rozmowa dotyczy twojego dobra, twojej przyszłości – próbowała uspokoić go matka – Chciałabym żebyś na wszelki wypadek zbadał się, oddał nasienie do banku… - Boisz się, że mogę być chory jak ojciec? – dopytał Per. Chciał się upewnić. - Tak… Zbadaj się przynajmniej ty… Próbowałam namówić do tego Bengta ale nie zgodził się, wręcz wyśmiał mnie… - Elisabeth posmutniała, przypominając sobie zachowanie starszego syna w stosunku do niej. - Dobrze, zrobię to. Sam zastanawiałem się nad tym żeby to zrobić. Twoje słowa przekonały mnie, dodały odwagi, dziękuję – powiedział Per, przytulając się do mamy. - Nie ma za co, kochanie – uśmiechnęła się ciepło kobieta. Kilka dni po rozmowie Per spełnił obietnicę daną Elisabeth. Sam potrzebował czasu żeby przygotować się do tego. - I już po wszystkim – uśmiechnął się do siebie po powrocie z banku. Wyniki badań poznał jeszcze tego samego dnia. Były pozytywne. Podzielił się nimi oczywiście z mamą. Nie zdał sobie sprawy, że Elisabeth dyskretnie zapisała numer fiolki Pera. Gdy on i Marie przyszli pożegnać się z nią dzień przed wyjazdem na kolejną trasę koncertową – Elisabeth w pewnym momencie poprosiła Marie do siebie. - Mogłabyś pomóc mi w kuchni, dziecko? – spytała, puszczając przy tym „oczko” do przyjaciółki syna. Marie widząc to od razu zorientowała się, że nie tylko o to chodziło Elisabeth. - Bardzo chętnie… - mruknęła Marie. Odprowadzając wzrokiem mamę i przyjaciółkę, Per myślał: „Co one knują...?” - Masz nadal kontakt z Mią, prawda? – spytała Elisabeth, gdy weszły do kuchni. - Oczywiście, dlaczego pani o to pyta? - Mam dla niej coś… - po tych słowach kobieta wyjęła z kieszonki żakietu karteczkę z pewnym numerem… - Przekaż jej to – powiedziała, podając ją Marie. - Co to za numer? – dopytała lekko zdziwiona Marie. - Namówiłam Pera żeby przebadał się i… wyniki na szczęście były pozytywne. - Ach, rozumiem… Jeszcze dziś podam Mii ten numer… - zachichotała Marie cichutko. - Świetnie – uśmiechnęła się Elisabeth. Po tej rozmowie wyszły z kuchni z herbatą i ciastem. - Nareszcie jesteście… - szepnął lekko zniecierpliwiony Per. - Dziewczyny lubią mieć swoje sekrety… - zachichotała znów Marie, puszczając przy tym oczko do Elisabeth. - Jakbym słyszał Mię… - szepnął smutno Per. - Przepraszam… - szepnęła skruszona Marie. Szybko zorientowała się jaki błąd popełniła. Tak jak mówiła – tak zrobiła. Gdy ona i Per wrócili do Sztokholmu – kobieta zaczekała aż Per zaśnie lub zajmie się czymś tak, że nie zorientuje się, że Marie rozmawia z Mią. Nie musiała czekać długo. Mniej więcej po godzinie od powrotu – zmęczony podróżą Per zasnął twardo w swoim pokoju. Gdy tak się stało – Marie wyszła z komórką w ręku na taras. Gdy tylko uzyskała połączenie z numerem Mii – po chwili rozmowy o tym jak czują się ona i Mandy, jak Mia radzi sobie z tęsknotą za Perem, która jest bardzo dojmująca – Marie podyktowała Mii numer fiolki Pera. - Wykorzystaj zawartość tej fiolki… - szepnęła po podyktowaniu numeru. - Masz to jak w banku… - zachichotała Mia, po czym rozłączyły się. Tymczasem Per związał się z Asą Nordin. Nie kochał jej ale zrobił to tylko dlatego, że kobieta powiedziała mu, że jest z nim w ciąży. Czuł, że wiążąc się z nią niszczy sobie życie. Natomiast Mia posłuchała rady Marie i wykorzystała zawartość fiolki, której numer dostała od Marie. Zabiegowi poddała się w Sztokholmie. Wyjechały tam z trzyletnią Mandy, bo Mia dowiedziała się o wyjeździe ojca z Nowej Zelandii. „Muszę wykorzystać fakt, że nie ma go tutaj, bo kolejna taka szansa może się nie przytrafić już nigdy…” – myślała Mia, pakując do walizek rzeczy jej i córki. - Dokąd jedziemy, mamo? – spytała ciekawie Mandy, wchodząc do pokoju, w którym Mia pakowała ich rzeczy. - Wybieramy się na małą wycieczkę, kochanie – zaczęła Mia, uśmiechając się ciepło do córeczki. - Gdzie? – nadal dopytywała dziewczynka. - Do Sztokholmu kochanie. Zobaczysz wreszcie swój prawdziwy dom, swoje miejsce na ziemi… - szepnęła Mia, ocierając ukradkiem łzy. - Nie płacz, mamo… - szepnęła dziewczynka, delikatnie kładąc swoją małą drobną rączkę na policzku Mii. - Spokojnie, to łzy radości, malutka… - uspokoiła córeczkę Mia, tuląc ją do siebie. Wyjechały jeszcze tego samego dnia. Zatrzymały się w Halmstad, w malutkim hoteliku obok hotelu Pera. Traf chciał, że Marie i Per byli w miasteczku. - To twój tata, kochanie… - szepnęła w pewnym momencie Mia, gdy zauważyła Marie i Pera spacerujących spokojnie brzegiem plaży. Gdy wypowiadała te słowa i śledziła wzrokiem spacerujących spokojnie, wtulonych w siebie Marie i Pera – serce zabiło jej mocniej, miało ochotę wyrwać się z jej piersi. „Z nią jest bezpieczny, szczęśliwy… Szkoda, że ja nie mogłam dać mu tego szczęścia. A wszystko przez ojca…” – myślała smutno. - Kim jest ta pani obok? – pytanie Mandy wyrwało Mię z zamyślenia. - To jego przyjaciółka, ma na imię Marie. - Mogę podejść do nich? - Raczej nie, skarbie… Tata nie może się na razie dowiedzieć, że tu jesteśmy… - Mia bardzo źle czuła się odmawiając córeczce. - Dlaczego…? – spytała mała Mandy, układając usteczka w podkówkę. - To długa historia, skarbie. Kiedy będziesz troszkę starsza – powiem ci o wszystkim, obiecuję. Po tej rozmowie jeszcze przez chwilę przyglądały się im po czym Mia napisała do Marie SMSa. Chciała ją jakoś zwabić do siebie. Napisała: „Spotkajmy się; jestem tutaj na plaży, kilka metrów od was”. Gdy Marie dostała SMSa od Mii, powiedziała do Pera: - Wracaj do hotelu, muszę na jakiś czas pojechać do siebie, z Jossi coś jest nie tak. - Dasz sobie z nią radę? – Per wystraszył się lekko. Jossi była ważna dla niego, bardzo. Dawał jej całe uczucie, które dałby Mandy gdyby tylko wiedział o jej istnieniu… - Spokojnie, nie martw się – Marie próbowała uspokoić go, uśpić jego czujność co na szczęście udało się jej. - Skoro tak, będę w hotelu. Gdybyś nie radziła sobie – jestem pod telefonem – Per uspokoił się ale niezupełnie. - Spokojnie, dam sobie radę… - mruknęła Marie, kręcąc lekko głową. Gdy Per zniknął jej z pola widzenia – poszła w stronę Mii i Mandy. Gdy przywitały się – Marie chciała wziąć małą na ręce ale ta zanurkowała w ramiona mamy i niemal wczepiła się w nią. - Nieśmiała ślicznotka… - zachichotała Marie pytając po chwili: - Ciekawe po kim tak ma…? - Coś mi się wydaje, że chyba po tacie… - również chichocząc odpowiedziała Mia – Co u Pera? – spytała po chwili, poważniejąc – Bardzo mi go brakuje… - Jemu ciebie też… Często o tobie myśli, nie rozstaje się z wisiorkiem i twoim zdjęciem… - Ja też myślę o nim niemal codziennie i też nie zdejmuję tego wisiorka… - po tych słowach wysunęła go spod bluzki i delikatnie zamknęła połówkę serduszka w dłoni – Nie mam tylko jego zdjęcia, niestety… - dodała po chwili. - Spokojnie, pomyślałam o tym – uśmiechnęła się Marie, podając Mii zdjęcie śpiącego Pera. - Gdzie zrobiłaś to zdjęcie? – spytała Mia chichocząc i pokazując zdjęcie Mandy. Widząc je – dziewczynka uśmiechnęła się a oczy powiększyły jej się, rozbłysły. - Tata… - szepnęła mała. Słysząc wypowiedziane przez nią to jedno słówko – Mia i Marie porozumiewawczo spojrzały na siebie i zachichotały cicho. - Już nawet nie pamiętam… - mruknęła Marie. - Chciałabym choć przez chwilę pobyć przy nim, poczuć go obok siebie… - mruknęła w pewnym momencie smutno Mia. Marie zastanowiła się chwilkę po czym powiedziała: - Wiem co zrobimy ale na razie musimy jechać do mnie. - Co chcesz zrobić? – spytała Mia, ożywiając się. - Zostawimy Mandy u mnie razem z Jossi, pod opieką Tiny, wykradnę kilka tabletek nasennych z gabinetu Micke a potem rozkruszone wrzucę do herbaty przeznaczonej dla Pera – kończąc – Marie zachichotała. Mia też…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Opowiadanie rozpoczynające się od dzieciństwa Pera — czytnik · opowiadania