Przyjaźń · 12 min czytania
Opowiadanie wigilijne
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Opowiadanie wigilijne
Dzień przed wigilią jak zwykle obchodziłam…. Inaczej niż większość. Nie było pośpiechu, zapachu pieczonych ciast i gotowanych świątecznych potraw. Była w domu za to choinka, jedyny symbol nadchodzących wydarzeń. Dawno temu pozbyłam się tych świątecznych zwyczajów, ale choinki jakoś nie umiałam. Zresztą nie będę dziwić się sobie. Ostatnio słyszałam, że niektórzy ludzie innej wiary tez ubierają drzewko. Coś w tym jednak jest magicznego. Szłam teraz przez szary park. Niestety nigdzie nie było śniegu. Pamiętam, że kiedy byłam dzieckiem na święta leżał biały puch. Kocham patrzeć jak białe puszyste płatki spadają cicho w dół, albo sama wirować pośród nich. A dziś nie ma śniegu i jakby świąt już nie było, choć z każdej strony wygląda Mikołaj, choinka, szopka i cały ten kram. Pamiętam jak lata temu przystawałam z zachwytem przy każdej świątecznej wystawie w witrynie sklepu. Święta były wtedy niezwykle pięknym wydarzeniem. Wszędzie była magia. W kolorowych pierniczkach babci, w każdej potrawie, w każdej zawieszonej bombce. Czułam radość patrząc na krzątającą się w pośpiechu całą rodzinę, to było takie radosne podniecenie. Oczekiwanie na chwile kiedy cała rodziną zasiądziemy razem przy stole. Wszyscy byli wtedy tacy szczęśliwi. Składaliśmy sobie życzenia prosto z serca i nawet Ci którzy byli ze sobą skłóceni na czas świąt zawieszali białe flagi pokoju. Pełny radosnej energii spacer na pasterkę i senny z niej powrót. Kolejne dni świąt, w których można było beztrosko zapomnieć o problemach. A jakie piękne było wtedy czekanie na prezent. Nie zawsze wymarzony, ale z własnego doświadczenia wiem że nie warto od razu skreślać podarunek bo nigdy nie wiadomo czy nie spełni on jakiejś roli w Twoim życiu. Mówi się że prezenty nie są najważniejsze, że zatracają magię świąt. Ale myślę że jest inaczej. W końcu dawanie prezentów jest cudownym doświadczeniem i pewnie wielu z Was zgodzi się że lepiej jest dawać niż dostawać. Dla mnie święta Bożego Narodzenia to przede wszystkim okres pojednania rodziny, kiedy powinno się zapomnieć o urazach i razem z bliskimi przez te kilka dni spróbować być szczęśliwymi. Eh..to były takie piękne chwile. A dziś kiedy o tym myślę, czuje się zagubiona, czuje smutek i żal. Czy moje dzieci nie poznają nigdy magii świąt? Nie wiem co robić, nie potrafię wykrzesać w sobie energii do wyczarowania tej cudownej minionej atmosfery. Może brak mi wiary, może czegoś innego. Ale czy moja tęsknota za tym co było dawno temu ma w ogóle sens. Może dziś takie rzeczy już przebrzmiały. Jeśli naglę przygotuje 12 potraw, wystroje dom i rodzinę czy to obudzi magie świat? Wątpię. Wyszeptałam cicho do otaczających mnie drzew - Co robić? Co robić? Ale nikt mi nie odpowiedział. Ruszyłam wiec dalej z zamiarem zostawienia wszystkiego tak jak jest. Kiedy znalazłam się blisko mojego osiedla, zobaczyłam dwie skulone małe postacie. Podskakiwały z zimna. Podeszłam bliżej i poznałam dzieci sąsiadki. Robiło się już ciemno więc postanowiłam zapytać co tutaj robią takie zmarznięte. -Hej! Dzieci, nie powinniście być już w domu? -Powinniśmy proszę pani – odpowiedziała dziewczynka. Miała zniszczone palto, pewnie po bracie a jej czarne włosy opadały na mizerną buzię. - Chodźmy więc, zaprowadzę Was do mamy. - Nie! Nie możemy jeszcze tam wrócić! – wykrzyknął chłopiec i zaraz zakrył usta, jakby sam przestraszył się wypowiedzianych słów. - Dlaczego nie możecie iść do domu? - zapytałam Zauważyłam wahanie na ich twarzyczkach, ale dziewczynka w końcu spojrzała na mnie uważnie i wyszeptała - To tajemnica… Poczułam niepokój, więc zapytałam: - Ale mnie możecie ją zdradzić, na pewno nikomu nie powiem, potrafię dotrzymać tajemnicy. Na dziecięcych twarzach wyraźnie rysowała się niepewność, jednak dziewczynka, najwidoczniej bardziej rezolutna odpowiedziała: - Tajemnica to tajemnica. Nie wolno jej zdradzić! Zaskoczona zaczęłam główkować jak je przekonać aby zmieniły zdanie. Nie czułam pewności, że dobrze postępuję, ale były to jednak małe dzieci. Kto wie co mogły wymyślić. - Hej, nie bójcie się. Może gdybym wiedziała po co tu stoicie, może mogłabym Wam pomóc? Martwię się, że tak marzniecie, robi się ciemno. Mama na pewno będzie się martwić, więc może wspólnymi siłami coś wymyślimy, abyście mogły jak najszybciej wrócić do niej?. - Mama musiała wyjść, a my mieliśmy siedzieć i na nią czekać. Ale nie mogliśmy nic nie robić – powiedział chłopiec, miał niezwykle niebieskie oczy w ciemnej oprawie. - Dlaczego musieliście wyjść? - Bo musimy go znaleźć – chłopczykowi najwyraźniej rozplątał się język, ale dziewczynka spoglądała chmurnie na brata. Widziałam jednak, że w jej oczach czaił się strach. - Widziała pani Mikołaja? Tego prawdziwego? – zapytał malec. Na moment mnie zatkało, ale po chwili powiedziałam - Tak, kiedyś widziałam - Kiedy? - Hmm… no nie pamiętam, chyba kilka lat temu. Obie drobne twarze momentalnie posmutniały. - Czekacie tutaj na Mikołaja? – zapytałam, domyślając się chyba o co chodzi. - Tak, chcemy żeby spełnił nasze życzenie. Mikołaj potrafi je spełniać…jeśli ktoś był oczywiście grzeczny – powiedziała dziewczynka. - Oczywiście masz rację – potwierdziłam kiwając głową, a w duszy dziwiłam się. Moje dzieci, 8-mio letni Maciuś i 6-cio letni Tomek były w tym samym wieku co ta stojąca przede mną dwójka. Ale moje nie wierzyły już w Mikołaja. - A czego sobie życzycie? - My nic, ale nasza mamusia dzisiaj płakała. - Płakała? Czy coś się stało - zapytałam zmartwiona - Nie mamy choinki – odpowiedziała dziewczynka - To nie tylko chodzi o choinkę – poprawił ją starszy brat – ale o to, że nie mamy pieniędzy aby zrobić święta. Tatuś umarł w tamtym roku, jesteśmy sami i mama jest taka smutna. A teraz jak mają być święta robi się…