Komedia · 6 min czytania
Opowiastka o księżniczce pierdzącej
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Gdy Małgosia przyszła na świat, pielęgniarki odbierające poród piały z zachwytu:, jaka śliczna, cudowna, prawdziwa księżniczka. To samo przekazały ojcu.
Bo Małgosia zaraz po porodzie rzeczywiście wyglądała uroczo. Długie czarne włosy, błękitne oczy i zachwycająca buźka. Spojrzenie miała królewskie. No i z całej sylwetki biło książęce dostojeństwo.
Szczęśliwy tatuś przyniósł córeczkę do domu, zwołał familijno-sąsiedzkie zebranie, podniósł do góry Małgosię i obwieścił wszystkim: to jest księżniczka, macie traktować ją z należnymi honorami.
Wieść o narodzinach księżniczki rozeszła się po wiosce. Miejscowa szamanka potwierdziła famę i stała się faktem. Szamanka obwieściła, że narodziny księżniczki jest zjawiskiem sporadycznym, zdarza się raz na tysiąc lat, wioska winna być dumna i traktować Małgosię tak jak na to zasługuje i zrobić wszystko by było jej jak najlepiej w tym nieprzyjaznym świecie.
Tak też się stało. Małgosię traktowano lepiej niż prawdziwą księżniczkę. Nie założono jej nawet pieluszki nie mówiąc o pampersach, by nie zapocić książęcej pisiuli. Sikała, więc Małgosia po dywanach, tapczanach, łóżkach i odzieży osób, które chciały ją chwilę potrzymać. Musiała mieć coś z natury książęcej, bo zawsze wiedziała, kiedy sikać. Ilekroć ktoś wziął ją na ręce, łapała za szyję i momentalnie z jej pisiuli tryskała fontanna żółtej i gorącej cieczy. I tak się przy tym cieszyła i mruczała rozkosznie. Podobnie było z kupkami.
Część 22 / 2
Na nocnik nie siadła jak rówieśnice. Dopiero, jak ktoś wpadł na pomysł by zakupić nocnik w kształcie tronu, usiadła. Ale i tak najwięcej frajdy sprawiało obsikiwanie rodzinki i odwiedzających gości.
Po pewnym czasie zauważono, że na dźwięk swego imienia krzywi książęcą buzię a gdy ktoś znajdował się blisko i zaszczebiotał: Małgosiu, odwijała książęcą rączkę i z całej siły waliła w twarz mówiącego. Zagadka rozwiązała się, gdy Małgosia zaczęła mówić. Jej pierwsze słowa brzmiały: ja ksęsnicka. I wszyscy zrozumieli. Od tej pory już nie nazywano Małgosi inaczej.
Małgosia nie jadła byle czego. Posiłki przypominały program z cyklu: droga prób i błędów. Jeżeli Małgosi nie smakowało jedzenie, krzywiła książęcy ryjek i wypluwała z buzi to, co tam włożono, najczęściej na twarz karmiącej osoby. A kaprysy Małgosi nie dorównywały nikomu. Czasami trwało godzinę zanim cokolwiek zjadła. Mleko rozpoznawała bezbłędnie. Z zawartością dwóch procent tłuszczu i witaminą D zazwyczaj nie dopuszczała do siebie. Po wielu próbach odkryto, iż Małgosia preferuje jedynie mleko od krowy i to zaraz po udojeniu. Innego nie piła. Nawet, gdy już postało pięć minut po udojeniu, nie przecinęło się przez księżniczkowe gardło.
Z ubieraniem Małgosi również było wiele problemów, bo nie chciała nosić powszednich ciuszków. Ubranka czy śpioszki ze zwykłych…