Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

fantastyka · 18 min czytania

Opowieść akwarystyczna

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

OPOWIEŚĆ AKWARYSTYCZNA

Kolejny raz spróbował się poruszyć. Nic z tego. Cały zdrętwiał, żeby nie powiedzieć, że... zdrewniał. Było mu ciasno i duszno. Próbował sobie wmówić, że wszystko będzie dobrze. Ale czy na pewno? Powoli dojrzewał do stwierdzenia, że sytuacja w której się znalazł na dłuższą metę nie zapowiada się ciekawie. Nie mógł mieć do nikogo pretensji. W pewnym sensie sam się o nią prosił. Tkwiąc tu doszedł do pewnych wniosków. Po pierwsze - marzenia się jednak czasami spełniają, a po drugie, że tak jakoś... krzywo.

Rozwód zostawił Miecia z jedną parą spodni, dwoma parami butów i czajnikiem. Mariola oskubała go w sposób równie pomysłowy, co skuteczny. No, może nie tyle ona, co jej aktualny wybranek, nawiasem mówiąc najbardziej błyskotliwy prawnik rozwodowy w mieście. Nie bez powodu od pewnego czasu wygniatała jego pościel. Twierdziła co prawda, że to miłość jej życia, ale Miecio nie miał złudzeń co do finału tego związku. Biedny "papuga". Mariola była sprytna jak liszka. Wyciśnie go jak cytrynę. Na razie trwała idylla. Przekonała podstarzałego amanta, że chce z nim żeglować przez życie, aż po jego kres. To akurat na razie jakby się sprawdzało. Wypłynęli w podróż poślubną pełnomorskim jachtem adwokata i... słuch po nich zaginął. Poszukiwania trwały. Tfu! Miecio nie życzył jej źle. Miał miękkie serce. Nijak nie potrafił jej potępić. Jak zwykle wytłumaczył sobie, że to tylko i wyłącznie jego wina. Był nawet pełen wdzięczności, że zostawiła mu mieszkanie, mimo, że całkiem je ogołociła. Siedział drapiąc się beznamiętnie po zarośniętej kilkudniową szczeciną gębie i wpatrywał w ścianę, na której jeszcze do niedawna wisiał telewizor. Właściwie powinien iść do pracy, ale zupełnie nie mógł sam siebie przekonać o konieczności dokonania tego kroku.

Doskonale wiedział dlaczego. Przecież mógłby ją przeoczyć. Wychodziła z domu i wracała o zupełnie dowolnych godzinach. Była tak cudnie niezorganizowana. No cóż - artystka. Była oszałamiająca. Zbudowana według idealnych wzorców. Zresztą Miecio miał w nosie wszelkie wzorce. Widział tylko jej nogi. Właściwie składała się głównie z nóg. Miały kształty i proporcje nieosiągalne dla przeciętnych śmiertelniczek. Boskie... Miecio dałby się zabić, żeby tylko mógł ich dotknąć. Chryste, a gdyby tak poczuć je, oplatające jego niegodne ich muśnięcia ciało... Odkąd wprowadziła się naprzeciwko, chodził jak pijany. Na odgłos kroków na schodach pędził jak szalony do judasza w drzwiach. Starał się wychodzić z domu w porach, gdy ona opuszczała pielesze. Sterczał pod bramą kamienicy do późna, w nadziei, że ujrzy ją wracającą do domu. Gdy na nią patrzył czuł, że żyje; gdy tracił ją z oczu po prostu przestawał istnieć. Gdyby tak choć raz spojrzała na niego. Gdyby tak przez moment odróżniła go od lamperii na klatce schodowej... Oddałby za to duszę diabłu...

Coś zabulgotało.

Spojrzał w stronę, z której dobiegał podejrzany odgłos. No tak, zapomniał. Oprócz czajnika żona zostawiła mu też rybkę. Złotą. Odchodząc wręczyła mu ze złośliwym uśmiechem kuliste akwarium z Leonem. Powiedziała, że tam gdzie się wybiera jest mnóstwo ryb, a tego "gada" zostawia mu na pamiątkę. Bydlę tylko żarło, puszczało ryjem bąble i pływało w kółko. Żeby to chociaż był pies... Miecio wpatrywał się z niechęcią w wachlującego leniwie płetwami stwora. Karmić trzeba, a pożytku żadnego, ani pogłaskać, ani na spacer wyjść... A gdyby go tak wychlupać do kibla i spuścić wodę? - Tylko spróbuj głupku! Miecio nawet specjalnie się nie zdziwił. Rozejrzał się wokół. - Tu się popatrz tłumoku. To ja mówię. Co za tuman... Ochrypły bas dochodził wyraźnie ze środka stojącego na stole słoja. Mało prawdopodobne. Ryby, jak wiadomo, zazwyczaj głosu nie mają. - Ryba rybie nie równa - mruknął Leon wypuszczając z pyska kilka powietrznych baniek. Umie bestia czytać w myślach czy jak? Miecio przetarł oczy. Cholera, przecież nic nie pił. Stres? Było gorzej niż myślał. - Coś taki zdziwiony? Mamusia ci bajek nie czytała? - Czy... - Mieciowi załamał się na chwilę głos. - Czytała. Czasami... - No właśnie. O rybaku i jego szczęśliwym połowie słyszałeś? - Coś tam słyszałem. - Otóż i to. To o mnie. Literatura faktu można powiedzieć - z dumą zachrypiał Leon. Miecio wpatrywał się otwartymi ustami w nieoczekiwanie rozmowne stworzenie. - No i co tak gały wywaliłeś? Daj coś do żarcia to pogadamy. Mam dla ciebie propozycję - Leon zrobił rundę wokół ścian słoja. - Masz gdzieś trochę gorzały? Wlałbyś setuchę do środka.

Najedzony Leon wachlował leniwie płetwami. Spoglądał na siedzącego bez ruchu Miecia kaprawymi, rybimi oczkami. - Trzy życzenia koleżko. Tylko trzy. Kapujesz? Dobrze pomyśl zanim je ,wypowiesz, bo reklamacji się nie uwzględnia - beknął, aż zabulgotało. - Sorry. To te suche żarcie. Rura mnie po nim pali. Załatwiłbyś coś świeżego. Miecio słuchał zastanawiając się nad aktualnością swego ubezpieczenia. Na prywatną wizytę u psychiatry nie miał kasy. Zza ściany dobiegł dźwięk wiolonczelowej muzyki. Cudna sąsiadka rozpoczęła codzienne ćwiczenia. Poświęcała im prawie każdą wolną chwilę. Czasami zasłuchany Miecio zastanawiał się, czemu tak niezgrabny i wielki instrument stał się domeną właśnie kobiet. - Fajna dupa, nie? - Leon zmrużył oko i mlasnął obleśnie. - Nie pozwalaj sobie za dużo, dorszu - Miecio poczuł się urażony do żywego. Właśnie wyobrażał sobie sąsiadkę w zwiewnej koncertowej sukni, obejmującą boskimi udami wielkie pudło wiolonczeli. Leon wzruszył obojętnie płetwami. Dał nura w pogoni za unoszącymi się przy dnie resztkami pożywienia. Miecio uniósł głowę w nagłym olśnieniu. - Dobra, załóżmy, że w to wchodzę. I co? Po tych trzech życzeniach mam cię wypuścić, czy jak? Leon ruszył ku powierzchni niczym atakujący rekin. - Zgłupiałeś? Myślisz, że mam ochotę pływać między durnymi karpiami, albo nawiewać przed narwanym sandaczem. Masz mnie komuś przekazać. Powiedzmy w prezencie. Tak jak to zrobiła to twoja była. - Spełniałeś jej życzenia? - Miecio osłupiał. - No, a myślisz, że dlaczego jesteś rozwiedziony? I goły jak święty turecki mimo, że to ona puszczała cię w trąbę. Miecio pokiwał głową. To sporo wyjaśniało. Podjął decyzję. - Słuchaj. Chcę, żeby ta dziewczyna zza ściany wreszcie zwróciła na mnie uwagę. Leon zabulgotał domyślnie. - Co? Wypościłeś się? Miecio żachnął się urażony. Nie miał zamiaru tolerować takiego świętokradztwa. - Dobra, dobra. Nie moja sprawa - Leon próbował załagodzić sytuację. - Zrobi się. A teraz idź na miasto. Nie wlewaj mi tu więcej piwa. Nie lubię. Kup coś konkretnego, a jakbyś przechodził koło zoologicznego to popatrz, czy jakieś nowe laski nie pływają w akwarium. - Skąd ja ci wezmę drugą gadającą rybę? Leon ze złości mało co nie wyskoczył w powietrze. - A kto ci głąbie powiedział, że ja chcę z nimi gadać?

Miecio zamknął drzwi za wychodzącym policjantem. Popatrzył ze złością na pływającego na grzbiecie Leona. Bydlak wyglądał na całkiem zadowolonego. Poczuwszy na sobie krytyczne spojrzenie otworzył jedno oko. - O co chodzi? Miała zwrócić uwagę? To zwróciła. - powrócił do klasycznej pozycji pływackiej. - To nie moja wina, że łazisz za nią jak nawiedzony. Popatrz na siebie. Morda zarośnięta, kłaki nastroszone, śmierdzisz jak knur i czego się spodziewałeś? Miecio podrapał się po głowie. Kanalia miała trochę racji. Nie mógł się doczekać, jak działają obietnice Leona. Gdy tylko usłyszał z samego rana szczęk zamykanego zamka sąsiadki, wysunął głowę za drzwi. Kobieta spojrzała na niego spłoszonym wzrokiem i czym prędzej otworzyła drzwi z powrotem. Schowała się do środka zostawiając Miecia zaskoczonego nieoczekiwaną reakcją. W kilka minut potem zanotował wizytę dwóch, niezbyt przyjacielsko nastawionych stróżów prawa. Sąsiadka złożyła oficjalną skargę i Miecio otrzymał od nich groźne ostrzeżenie. Był podejrzany o nękanie, być może molestowanie i następne doniesienie mogło się dla niego marnie skończyć. Funkcjonariusze spoglądali na Miecia z wyraźnym niesmakiem i chyba mieli wielką ochotę wyprowadzić go na dół w bransoletkach. Na razie jeszcze mu odpuścili. - Mówię ci daruj sobie tę panienkę. Będziesz miał kłopoty. Widziałeś jej faceta? - Leon wyjątkowo marnie udawał przyjaciela. - Nie masz przy nim żadnych szans. Miecio nie słuchał. Właśnie obmyślał następne posunięcie. Myślał o drugim życzeniu. - Właśnie, właśnie. Nie podoba mi się ten typ. Na pewno źle ją traktuje. Znam ten rodzaj super macho. - No, powiedzmy. I co z tego wynika? - Leon sprawiał wrażenie znudzonego. - Gdyby tak zniknął z jej pola widzenia. Na jakiś czas chociaż... - Nie zajmuję się mokrą robotą - warknęła złota rybka. Mieciowi zabrzmiało to zdecydowanie nieszczerze.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Opowieść akwarystyczna — czytnik · opowiadania