Fantasy · 13 min czytania
Opowieść Bez Tytułu - Rozdział 1, czesc 1
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Było kwietniowe popołudnie. Odziana w czarny płaszcz postać uważnie obserwowała przechodniów, wodząc oczami w tę i z powrotem w cieniu kaptura. Kolejny sługa powrócił ze sprawunkami do dużej posiadłości, będącej głównym celem zainteresowania ubranego na czarno człowieka. Mijały kolejne minuty, a najemni strażnicy, ochraniający duży dom, zmieniali się na wartach i krążyli chodnikami po ogrodzie otaczającym willę. Dzwony pobliskiego kościoła wybiły szóstą. "Tylko czterech jednocześnie na zewnątrz", pomyślał Everic i parsknął kpiąco, po czym poprawił kaptur i zniknął w małej uliczce obok kamienicy, pod którą spędził ostatnich parę godzin. Szybkim krokiem kierował się ku północno-wschodniemu krańcowi miasta, gdzie mieścił się port, otaczany przez dzielnicę biedoty. Eleganckie kamienice prędko ustąpiły miejsca obdartym budynkom, brukowana aleja zmieniła się w błotnistą drogę, a światło ledwie docierało do wąskich przejść między domami. To tutaj większość podejrzanych typków lokowała swoje siedziby, gdyż była to jedyna dzielnica Nathyrfu, w którą nawet straże miejskie wolały się nie zapuszczać. Tak, tutaj mógł znaleźć schronienie przed strażą każdy, kto miał w zwyczaju wchodzić w konflikty z prawem. Szybkimi krokami Everic przedostał się przez kilka ostatnich uliczek i stanął przed bardzo starą, dwupiętrową kamienicą, której piwinice służyły mu od dawna za schronienie. Rozejrzał się - jak zawsze - by sprawdzić czy nikt go nie obserwuje, po czym podszedł do skrzynki, stojącej przy ścianie budynku. Prędko ją odsunął, po czym wsunął się w otwór, który zasłaniała. Z wprawą prześlizgnął się przez piwniczne okienko i pewnie stanął na podłodze. Chwycił w dłonie stary łom, którym przyciągnął skrzynkę z powrotem do okna. W pomieszczeniu zapadła ciemność. Mimo całkowitego braku światła, Everic bez problemu przedostał się na drugi kraniec mrocznego pomieszczenia, omijając stare deski z zawalonych schodów, przeróżne graty zaśmiecające piwnicę oraz skrzynie częściowo zasłaniające przejście. Stanął przed całkiem nowymi drzwiami. Ręką sięgnął ponad metalową framugę, by powoli przełożyć drucianą żyłkę z zapadki na haczyk, rozbrajając pułapkę. Chwilę potem z cichym brzękiem otworzył zamek wydobytym zza pasa kluczem i wszedł do środka, zapalając świecę. Obszedł dookoła kwadratowy pokój, zapalając wiszące na ścianach miedziane kandelabry. Kryjówka była pełna broni, narzędzi i innych przedmiotów przydatnych w fachu złodzieja. Podłogę pokrywał stary dywan, na ścianie wisiał bliżej niezidentyfikowany obraz. Miejsce to służyło Evericowi za dom od lat. Zrzucił z głowy kaptur i upadł na materac. Przetarł dłońmi oczy, a w jego umyśle zaczął formować się plan kradzieży. Długo analizował zdobyte przez ostatnie dni informacje na temat posiadłości, przypominając sobie układ pomieszczeń wewnątrz oraz miejsce przechowywania kosztowności. W wielkim, tynkowanym domu mieszkał bogaty kupiec. Budynek o kształcie litery „L” miał jedno piętro oraz piwnicę. Złodziej dowiedział się, za przekazaniem dodatku motywującego, że prywatna galeria bogacza znajdowała się w północnej części domu, na piętrze - zaraz przy schodach na nie prowadzących. Następnie spróbował sobie przypomnieć ogród – gdzie znajdowały się drzewa, za którymi możnaby się przekraść oraz zaobserwowane wcześniej trasy patrolujących strażników. Nikt nie powinien się zorientować, jeśli jednego z nich zabraknie na paręnaście minut, które i tak wystarczą do wyniesienia paru drobiazgów z domu. Pozostawała sprawa wejścia do środka. Frontowe drzwi nie wchodziły w rachubę. Można było spróbować od kuchni, ale istniało wtedy ryzyko natknięcia się na służących, przygotowujących wieczerzę. Do wyboru zostały piwnica, oraz okna na parterze - na dach nie sposób było zarzucić linę z hakiem bez dużego hałasu. Gdy już odtworzył cały plan, podniósł się i podszedł do długiego stołu, stojącego pod ścianą. Leżało na nim mnóstwo sprzętów, a na ścianie ponad stołem były zawieszone liny i broń. Szybko podniósł i zapiął wokół talii pas z dwoma lekkimi mieczami. Następnie wybrał trzy sztylety. Po jednym wsadził za cholewy butów, a ostatni za pas. Z haka zdjął lekką kuszę, drugą ręką odruchowo porywając garść specjalnych bełtów - nie były zakończone grotami, lecz ciężkimi kulami, służącymi do ogłuszenia ofiary. Na koniec wpakował do torby parę metrów liny - tak na wszelki wypadek. Tak wyposażony opuścił kryjówkę. Była już noc, gdy po cichu, niemal niemożliwy do zauważenia w mroku, szedł w stronę obserwowanego wcześniej domu. Dotarł na miejsce i w cieniu kamienicy przeczekał, aż dwuosobowy patrol straży miejskiej przejdzie ulicą i dalej skręci za róg. Gdy tylko zniknęli z pola widzenia, po cichu podbiegł do niskiego muru otaczającego posiadłość i przesadził go bezszelestnie. Przyklęknął za karłowatym drzewem i obserwował strażników, czekając na moment zmiany warty. Po paru chwilach przed frontowymi drzwiami stało już trzech najemników, rozmawiających o występach w niedalekiej karczmie, jakie miały miejsce dzień wcześniej. Przekradł się wzdłuż ogrodzenia wewnątrz posesji i zatrzymał przy rogu domu. Odczepił od pleców kuszę, załadował ją ogłuszającym bełtem i wyczekiwał pojawienia się ostatniego najemnika, chroniącego ten obszar. Nie musiał długo czekać. Zza naprzeciwległego rogu wyszedł wartownik, idąc wolnym krokiem i nie spodziewając się absolutnie niczego. Everic wymierzył i nacisnął spust. Pocisk bezbłędnie pomknął do celu i po chwili ofiara leżała na ziemi. Złodziej bezszelestnie podbiegł do nieprzytomnego najemnika i przeniósł, z małymi trudnościami, ciało pod murek, ukrywając je za drzewem. Wydobył sznur i dobrze związał strażnika, po czym zakneblował go urwanym skrawkiem munduru gildii najemniczej.
* * *
Kilku mężczyzn stało nad kryształową kulą, spoczywającą na wysokim, żelaznym stojaku. Byli ubrani w purpurowo-białe szaty, które były jednakowe tylko pod względem kolorostyki. Jeden z nich, odziany w mieniącą się runami, długą do kostek szatę, przepasaną srebrzystym, pełniącym funkcję ozdobną pasem. Pochylił się nad kulą, zbliżając do niej dłonie i zaczął wykonywać nimi…