Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Psychologia · 7 min czytania

Opowieść dziwaka

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Nie będę ukrywał, iż jestem dziwny. Nie tylko ja tak uważam, ale to nie jest ważne, bo i tak wszystko, co myślą o mnie inni, spływa po mnie jak… tłuszcz po pieczeni. Po prostu mnie to nie obchodzi. Zwłaszcza, że na taką, a nie inną opinię w pełni świadomie, ciężko sobie zapracowałem. Nie ma nic złego w byciu… jakby to ładnie ująć… ekstrawaganckim. Ma to tyle samo plusów i minusów, co bycie „normalnym”. Zresztą, jeśli 55 procent ludzkości lub chociaż społeczeństwa będzie taka jak ja, to ekstrawagancja stanie się normalnością, a normalność – ekstrawagancją. Nie o tym jednak miałem napisać. W mojej klasie był pewien chłopak. Darek. Tak właśnie miał na imię. W sumie to nic do niego nie miałem. Zawsze mówiliśmy sobie „Cześć” na korytarzu, choć właściwie ze sobą nie rozmawialiśmy. Nie zwróciłby na siebie mojej uwagi, gdyby nie… no właśnie… wyda wam się to naprawdę niepokojące, że zwracam uwagę na takie szczegóły, ale nie mam wyjścia, muszę to zdradzić, by wszystko było jasne. Irytował mnie sposób, w jaki jadł. Kiedy tylko podnosił coś do ust, dostawałem białej gorączki, pięści same mi się zaciskały i mało brakowało, żebym wyrwał mu jedzenie i wyrzucił je przez okno. Kiedy zaczynał przeżuwać, dostawałem szczękościsku i oblewał mnie zimny pot. Wyjaśnijmy jednak, że Darek jadł posiłki niezwykle oryginalnie. Odgryzał kawałek kanapki, po czym poddawał ją obrzydliwemu procesowi rozdrabniania, podczas którego nigdy, przenigdy nie zamykał ust. Nie zastanawiałem się nigdy, jak wygląda pokarm w moich ustach, gdy go mielę, przerabiam zębami na tak drobne kawałki, że w połączeniu ze śliną tworzy obrzydliwą papkę, jednak dzięki Darkowi miałem wątpliwą przyjemność się tego dowiedzieć. Nie było jednak nic gorszego ponad jego obrzydliwy zwyczaj mlaskania. No i to, że potrafił mlaskać, żuć i gadać jednocześnie. Kiedy stosował tą morderczą kombinację, bliski byłem ataku apopleksji (lub, gdy znajdował się dalej niż trzy metry ode mnie, jednak w zasięgu mojego wzroku, ataku padaczki). Tylko moja awersja do niego powstrzymywała mnie od zwrócenia mu uwagi bądź po prostu wybicia mu zębów. Nie katowałby już przynamniej wszystkich wokół tym swoim mlaskaniem i całą resztą, kanapki bowiem musiałby spożywać przez słomkę. Miarka przebrała się, kiedy w pewien słoneczny październikowy poniedziałek oblech ten dosiadł się do mnie na geografii. Wszystko było w porządku, dopóki nie wyjął kanapki z jajkiem. Sam lubię kanapki z jajkiem, ale do jasnej cholery! Ja staram się tak nie mlaskać i mam zamknięte usta, gdy jem! Nauczyciel nic nie zauważył, rysował coś bowiem na tablicy. Wszystko się we mnie gotowało, zaś niedawno spożyte na spółkę z chłopakami paluszki zaczęły się cofać, zbliżając się niebezpiecznie do gardła. Czułem, jak nieomal zarówno paluszki, jak i pozostałości po wczorajszym obiedzie wywołują odruch zwrotny, jednak udało mi się przezwyciężyć nudności. Byłoby w porządku, dotrwałbym do dzwonka, poszedł do łazienki i spokojnie, kulturalnie zwymiotował. Ale nie! Nie! Po co miał mlaskać do powietrza! Odwrócił się do mnie! Musiał! — Ej, masz… mmm… mlask… pracę… mlask… na pol… mlask… polski?… Nie słuchałem tego głąba. Z przerażeniem wpatrywałem się w jego usta, podobno zieleniejąc na twarzy. Obserwowałem mieszaninę bułki, masła, jajek i majonezu w jego jamie ustnej, przewalającej

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Opowieść dziwaka — czytnik · opowiadania