rodzina · 3 min czytania
Opowieść o bajecznej księżniczce Rozalindzie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Była sobie kiedyś mała, śliczna dziewczynka, która mieszkała w małym zameczku. I wszystko tam było malutkie. Ze względu na uwarunkowania genetyczne, oczywiście, gdyż owa księżniczka miała niedużych rodzicieli. Tym samym miała małe garnki, talerzyki, kubeczki, sukienki itp... Jej ćwiartka tez była malutka (nad czym strasznie ubolewała, bo przecież od przybytku głowa nie boli ;)). Raz, kiedy ojciec przyniósł do domu cały gąsior wina, Rozalinda o mało nie posiadała się z radości! a to, że akurat, zupełnie przypadkiem, rodzice wychodzili na nockę do sąsiadów, sprzyjało małej. Obmyślając plan, jak tu zwołać ekipę na majówkę, krzątała się po swoim pokoiku. „Kogo by tu zaprosić....- rozmyślała -Hmm.... Ekipa ze spalonego dżipa już była w zeszłą sobotę, więc teraz może tylko.... Biedrona?:> Oh!!! Tak! Rozi! jesteś genialna! - wmawiała sobie”. W końcu nasza boska Rozi uznała, że zaprosi tylko Biedrone na tajemniczą romantyczną randez-vous tylko we dwoje razem z gąsiorkiem.... A może z browarkiem? No, zastanowi się jeszcze. Mmmmm.... Biedrona...Gdy tak sobie planowała spotkanie z chłopcem, do pokoju weszła jej sexy- mamy i oznajmiła, żeby nigdzie nie wychodziła, ponieważ ona z ojcem wychodzą do Maliniaków. Rozi zrobiła smutną minkę i powiedziała: - Ojejku... no skoro wy chodzicie to się pouczę. Albo coś. A kiedy wracacie? - No wiesz córciu... jeżeli się boisz zostac sama... - Nie nie mamusiu. Nie martw się o mnie. Popieprzyły jeszcze jakieś