Akcja · 10 min czytania
Opowieść o kuki cz.1
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Kuki kolejny dzień z rzędu włóczył się po przestrzeni kosmicznej bez celu. Od kiedy został wypędzony ze swojej rodzinnej planety nie wiedział co z sobą począć. Grabieże i gwałty nie bawiły go już tak jak dawniej. Powoli acz nieubłaganie staczał się w mętną otchłań alkoholu, ponieważ tylko on pozwalał mu na choć krótką chwilę zapomnienia. Najpewniej pozostałby w takim stanie do dzisiaj gdyby nie pewna energiczna dama poznana na Alfa Centauri. Kobieta o imieniu Lola pracowała tam w jednym z nocnych klubów jakich wiele na tej planecie hazardu i dziwek. Nie wiedzieć czemu byłemu szefowi jednej z największych zgrai kosmicznych bandytów zrobiło się nagle żal jednej z prostytutek. W każdym bądź razie podczas wizyty w jednym z obskurnych moteli na pasie Oriona powiedziała mu kilka zdań, które przywróciły mu wiarę w siebie. Od tej pory podróżowali razem w każdy zakątek kosmosu. Wysłuchaj jednej z najważniejszych historii na ich temat. Na starym mostku od kilku godzin panowała cisza. Tylko świzgot zwierzak który miał imitować pozory rodzinnego domu co parę minut bawił się zepsutymi kondensatorami plazmy leżącymi gdzieś w koncie. Pole grawitacyjne jak zwykle szwankowało powodując niewielkie wahania grawitacji, które z początku dawały dosyć sporą frajdę. Teraz jednak są wysoce uciążliwe, więc Kuki już od kilku godzin coś w nich grzebie. Lola pełniąca tymczasowo rolę pilota zaczyna sie powoli nudzić, więc podchodzi do „Kapitana” i próbuje zacząć rozmowę: -Co byś powiedział jakbyś osiedlili się na jednej z niezamieszkanych planet? - Dobrze wiesz, że nie mamy pieniędzy na teraformizacje nawet małej planety. - Ale kotku. Ja wiem, że ją zdobędziesz. - Hmm... pomyśli się. Po krótkiej i niezbyt owocnej rozmowie kuki wrócił do grzebania przy grawitorach. Dawno nic nie robił tego co za starych dobrych czasów na vedze. Piracka krew coraz bardziej w nim buzowała uniemożliwiając normalne życie. -Wiesz co Lolu. Chyba mam pomysł na naszą planetkę. -Ciekawe jaki? Znowu będziemy sprzedawać syntetyczne ogórki? -powiedziała ze znudzeniem kobieta. -Nie to jest dużo lepsze!!! -krzyknął podekscytowany kuki. Domorosły mechanik pod wpływem podniecenia nowym pomysłem przypadkowo przerywa rurkę doprowadzającą zjonizowane gazy do układu zasilania i powoduje spięcie. W jednej chwili wszystkie światła gasną. Nadmiar złego ostatnio świzgot bawiąc się na statku uszkodził kilka miesięcy temu zasilanie awaryjne. Kuki słynący ze swojego lenistwa jak zwykle nie zajął się tym kiedy trzeba. Ogarniająca statek kosmiczna ciemność nie pozwala na naprawienie usterki. -Ciamajda! -krzyknęła w jego stronę dziewczyna. -Jakbyś tak nie marudziła z tą swoja planetą to nie byłoby teraz tej awarii. -Że niby ten zanik energii to jeszcze moja wina? Wiesz co! Niemożliwy jesteś!-krzyknęła podirytowana Lola. -Dobra nie marudź i podaj mi latarkę. Podenerwowana kobieta chwyciła przelatującą właśnie koło niej latarkę i podała ją „dżentelmenowi”. Kuki widząc już przyczynę usterki zabiera się do reperacji usterki. Jego ręka jednym sprawnym ruchem przykręciła rurkę do gwintu. Kuki postanowił jednak nie zabierać się do dalszej naprawy generatora grawitacji zanim zepsuje jeszcze systemy podtrzymywania życia. -Lola obierz kierunek na Kwadrat delta, a ja idę odpocząć do mojej kajuty. Droga do jego własnego kont na tym statku wiedzie obok maszynowni z której dochodzą straszliwe hałasy. Nic dziwnego zresztą jak ma się silnik jeszcze z przed epoki wielkiej kolonizacji, dlatego też krzepki pirat zamontował w swojej kajucie dosyć wydajne systemy wyciszające dźwięk. Wchodząc do kajuty jednym ruchem zapala oświetlenie i jego oczom ukazuje się łózko w starym stylu, drewniana półka pochodząca prawdopodobnie z Ziemi i kilka rozłożonych na stole map nawigacyjnych z XIX w.. Kuki lubił ich czas używać do wyobrażania sobie siebie jako korsarza przemierzającego ocean Atlantycki. Kierując się w stronę łoża którego nigdy nie lubił ścielić więc ciągle pozostawało w „artystycznym nieładzie” jak to mawiał zdejmuje po kolei wszystkie części ubrania. Wstanie w którym żaden z nas nie chciałbym go widzieć układa się do snu. -Wstawaj jesteśmy na miejscu!- Lola po upływie kilku godzin próbowała przywrócić kochanka do życia. -Co już? -spytał się sennym głosem. -Tak już! Wstawaj! -Już, już. Obrócił się na plecy i powoli otworzył oczy. Lola stała nad nim trzymając w rękach jego odświętny strój. Niechętnym krokiem wychodzi z pościeli i poczyna zakładać na siebie kolejne elementy „munduru” kapitana statku. Po zakończonym procesie zakładania stroju czas na buziak od stojącej koło niego kobietki i…