Fantastyka · 9 min czytania
Opowieść Pirata
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Kolejny dzień spędzony na przemierzaniu ulic Isla Munto, zaczyna mnie nużyć. Ciągle widzę swą twarz na listach gończych. Ukrywam się przed Angielską gwardią, no cóż takie życie pirata jest. Jeden z listów gończych dobrze mnie przedstawiał bo profilem a napisane nań było: „Midgard Jackel poszukiwany żywy lub martwy. Nagroda w wysokości 1 000 000 a także tytuł szlachecki. Dokonane zbrodnie: 1-Okradzenie skarbca Port Royal. 2-Podawanie się za księdza. 3-Zatopienie królewskiego konwoju skarbów. 4-Wielokrotne napady na kupców a także piractwo.” I tak dalej i tak dalej lista była dość długa ale widziałem w niej kilkach moich ciekawych wybryków. Na przykład to z księdzem to mi się udało. Zaśmiałem się w duchu i ruszyłem dalej. Mój statek czekał po drugiej stronie wyspy, no o ile załoga się nie zbuntował i porwała statek. Przechodząc obok tawerny posłyszałem, że poluje na mnie gnida która zwie się „Arevir DuVal „ Baron wprost z Londynu. Słyszałem o nim znalazł i zabił największych piratów tych czasów. Ciekawe jak bardzo zalazłem za skórę królowi, że on się zjawia by mnie wykończyć. Szczerze mówiąc nie obchodziło mnie to ani trochę. Gdy przechodziłem przez plac główny zaczepiłem się o strażnika, co go nie zachwyciło i kazał mi stanąć: -Te tam obywatelu stój ! -Tak panie władzo? -Ty mi kogoś przypominasz Strażnik zastanawiał się przez chwilę. Widziałem po wyrazie jego twarzy że przychodziło mu to z wielkim trudem. Aż rzekł -TO MIDGARD JACKEL! Wykrzyknął a ja chwyciłem za szpadę i dźgnąłem go kilka razy w pierś. Gdy ten osunął się bezwładnie na ziemie postanowiłem wziąć nogi za pas. Przepychałem się przez tłum do drugiej bramy czując na karku zimny oddech strażników którzy by dostali za złapanie mnie astronomiczną sumkę. Bieg nie sprawiał zbyt dużego problemu gdyż ludzie widząc miecz zbrukany krwią odsuwali się na dobre kilka kroków. Lecz okazało się że najtrudniejsza była rzecz najprostsza mianowicie brama którą mi zamknęli przed nosem co spowodował ostre rąbnięcie mej głowy w jakże solidne hebanowe deski bramy. Obudziłem się po kilku godzinach z okropnym bólem głowy w okropnie śmierdzącym miejscu. Ależ oczywiście wiedziałem gdzie jestem. W jakże sympatycznych i przyjemnych lochach. Ciekawe czy chcą mnie stracić czy poczekać na przyjazd Barona DuVal’a. No cóż nic poradzić nie mogłem na mą teraźniejszą sytuacje więc postanowiłem się przespać, w końcu od trzech dni nie spałem. Sen jak sen czarna dziura i nic więcej lecz obudził mnie huk dział. Szybko podbiegłem do krat i zauważyłem „Salamandrę”, tak na marginesie mój okręt i dwa bliżej nie znane mi liniowce atakujące Port. No to długo sobie nie posiedzę w końcu armia miasta liczy zaledwie trzystu zbrojnych. Działa nadal strzelały, pięknie to wyglądało na plenerze mgły podczas zachodu słońca. Nagle usłyszałem krzyk mordowanego strażnika i w przejściu przed celami zauważyłem „Nathaliena”. Był to mój pierwszy oficer. -Witam Kapitanie może chciał by się pan przenieść do lepszego lokum? Zapytał z nutą ironii i zaczął otwierać zamek. -Jak dobrze was chłopaki widzieć ... słyszałem że burmistrz tego miasta posiada drogocenną mapę. Uśmiechnęliśmy się zawadiacko do siebie i wyszedłem z celi. Potem zabrałem swój oręż i ruszyliśmy w stronę kwatery gubernatora. Miasto przypominał istne pole walki jak ze średniowiecznych książek, a co myślicie że na klasztory to nie napadaliśmy?! Dom burmistrza był dość skromny, a sam właściciel dowodził obroną fortu więc grzecznie zapukaliśmy do drzwi przypadkiem wyłamując je. W domu nikogo nie było ale za to bogato zdobione wnętrze nas otumaniło. Staliśmy przez chwilę jak wryci aż w końcu rzekłem: -Panowie ... bierzta co chceta ! Moja załoga zaczął dokładnie sprawdzać każdą część domu a ja wraz z Nathanielem szukaliśmy ów mapki. Psia mać prócz dokumentów nic nie zaleźliśmy i wtedy wpadła nam w ręce zdobycz o której nawet nie śniliśmy. Był to amulet który wraz z mapą „Siódemgo Nieba” dawał dostęp do tak zwanej „Utopi żeglarza”. Nikt z nas nie miał pojęcia co to na siedem piekieł jest ale każdy pirat szukał tych