Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 6 min czytania

Opowieść Wigilijna

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Zimne warszawskie blokowiska komponowały się z ciemnym niebem. Świąteczne dekoracje błyskały setkami lampek, gdzieniegdzie przechodził się lekko sfatygowany święty Mikołaj, mijając tych, którzy w pośpiechu wracali do domów na wieczerzę lub ostentacyjnie demonstrowali swoją oboętność wobec święta narodzin chrześcijańskiego zbawiciela. Jakieś dziecko kwiliło cicho w wózku - chyba z braku śniegu, a może okropnego chłodu. Powoli zbliżała się dziewiętnasta - godzina, w której wiele osób zasiądzie razem do stołu. Ale czy na pewno razem? I duchem czy ciałem? Te przemyślenia były obce dla Wioli i Janka. On pchał sklepowy wózek wypełniony mnóstwem dokładnie zawiązanych plastikowych toreb, ona szła ciężko dźwigając torbę i swój ciężarny brzuch, jęcząc cicho. Janek nic nie mówił i o niczym nie myślał. Szli tak razem od godziny; dwa ośrodki pomocy były już przepełnione, do trzeciego nie chcieli iść. Nie było sensu przeszkadzać dalej ludziom. Teraz tylko szukali jakiegoś miejsca. Nie mieli dokładnie sprecyzowanego jego obrazu - tam gdzie jest dach. Ciepło. Cisza. Janek wiedział, że takiego miejsca chyba nie znajdą, ale nie dopuszczał tej myśli do siebie. Bo i po co, jakby to miało coś zmienić. W końcu skręcili w jedną z mniejszych uliczek, pełną zaparkowanych samochodów, ale pustą od ludzi. Wózek zgrzytał, torebki cicho szeleściły. Janek zauważył zaułek. Nie chciał w niego skręcać, ale kółka same to zrobiły. Nogi go bolały, kostki piekły omdlewajacym bólem, a była przecież jeszcze Wiola ze swoim ciężarem. Weszli do zaułka. Wiola postawiła torbę i oparła się ciężko o ścianę kamienicy, gdy Jan szukał zebranych gazet, by zrobić byle jakie posłanie. Wiola usiadła na stosie rozłożonych gazet, Janek przyklęknął obok niej. - Jak się czujesz> - odezwał się do niej po raz pierwszy od dwóch godzin. Wiola nie odpowiadała przez chwilę, w końcu sapnęła: - Jaś, to będzie dzisiaj. Ja to wiem. Janek zaklął. Wyszedł z zaułka i patrzył na kolorowe witryny sklepowe, na zapalone światła w oknach, na migające lampki. Poczuł w gębie niesamowitą gorycz, ochydę do tych wszystkich jasnych mieszkań i ludzi znajdujących się w nich. - A żeby was wszsytkich chuj święty strzelił! - wydarł się ochryple. Wiola jęknęła przeciągle, płączliwie. - Jasiu, proszę cię, nie bluźnij... - i zaczęła się modlić. Jan poczuł jednocześnie nienawiść do wszytskich, jak i obrzydzenie do samego siebie. Stał i patrzył dalej na okna. - Aaaach... - Janek cały się zjeżył i pędem pobiegł do Wioli. Ta leżała z zamkniętymi oczyma, trzymając się za brzuch. Znowu jęknęła, tym razem ciszej. Jankowi serce podskoczyło, a następnie zamarło. - Wiolka, Wiolka, oddychaj! Cisza. Chwycił

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%