Inne · 5 min czytania
Opowieść wigilijna
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Gęste płatki śniegu, uderzały głucho w bruk jezdni. Kurtyna białego puchy zakrywała szarość ulicy. Czarna postać w ciemnym płaszczu i wysokim cylindrze przechadzała się wśród bożonarodzeniowej ciszy. Z okien dobiegało ciepło, z okien dobiegał żar świątecznej atmosfery – rodzina. Światło gazowych latarni przygnębiało mdłym blaskiem, potęgowało samotność. Co jakiś czas, strzepywał ręką z wąsów naleciały puch, stukiem obcasów odmierzał długość ulicy. Stuk. Stuk. Stuk, nie było tam nikogo, prawie nikogo. W bramie, pod drewnianymi drzwiami, zamkniętymi dla obcych leżało chuchro. Owinięte w stary, podarty szalik, w pobrudzonym płaszczyku i z beretem, w kolorze zgniłej zieleni, na głowie. Mężczyzna pochylił się nad dzieckiem. Obserwował jak w świętą noc, odchodzi Boże życie, ustępując Zbawcy. Wziął malca na ręce i zaniósł bezwładne ciało w nieprzeniknioną biel tajemniczej nocy. A teraz słuchaj, Tomku – przemówił, niskim zimowym tonem. Z początku tylko mruczał kolegę, potem, słowa przebiły się przez zaspy.
Mizerna cicha, stajenka licha, Pełna niebieskiej chwały, Oto leżący przed nami śpiący, W promieniach Jezus mały. …
Nieznajomy szeptał słowa, epitafium dziecięcego życia, snuł opowieść o innych, wspaniałych Świętach.
*
Część 22 / 2
Tomek leżał zmarznięty pod drzwiami nieznanej kamienicy. Co rusz rozmasowywał obolałe plecy, pamiętające cięgi od ciecia. Był głodny, zziębnięty i mażący o miejscu gdzie będzie mógł się schronić. Każda brama miała swoje dziecko, każde miejsce ulicy ma swoje sieroty, każde z tych dzieci nie ma domu – tylko siebie. Dziś jest gwiazdka i jak co święta, jedynym marzeniem jest odnalezienie domu. Rozpadało się, nie było widać nic przez zimową zawieruchę. Tylko głosy w wichurze, zdało się wyłowić – Wesołych Świąt Świecie. Zapachy wigilijnych potraw wylewały się na ulicę gęstą mgłą. Pod niebiosami Gwiazdor przemierzał granatowe tło. Dzwonki sań rozbudzały gwiazdy do świecenia.
Nad Nim Anieli, w locie stanęli I pochyleni klęczą, Z włosy złotemi, z skrzydły białemi, Pod malowaną tęczą.
Z nieba zstąpiły aniołowie, wysłani przez Boga by pomóc Tomkowi i jego małym przyjaciołom. Każdemu dziecku dały jeden z promyków gwiazdy betlejemskiej. Dzieci zastanawiały się, jak mają się ogrzać i najeść zaledwie jednym promykiem. Posłańcy powiedzieli, że prawda przyjdzie sama i odlecieli. Tomek wpatrywał się w blask, niebiańską łaskę dziecięcia zrodzonego w stajence. Rozejrzał się w…