Religia · 5 min czytania
OPOWIEŚĆ WIGILIJNA
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
OPOWIEŚĆ WIGILIJNA
Czasem wydaje mi się, że go widzę wśród tych stalowoszarych hełmów, nieludzko zimnych i gładkich mundurów, znad kołnierzyków których wystaje zawsze ta sama twarz. On jest jednak inny; wydawało mi się, że spojrzał dziś na mnie, a w jego oczach zobaczyłem zrozumienie i smutek, żałość i współczucie. Jego harmonijna, w niczym nie przypominająca TAMTEJ, twarz promieniowała jakimś spokojem, który spłynął również na mnie, pozwalając zapomnieć o zimnie, głodzie i bólu. Mignął mi gdzieś między barakami, gdy pędzili nas dzisiaj do pracy. Teraz leżę na pryczy i mimo krańcowego wycieńczenia nie mogę zasnąć. Drżę, sam już nie wiem - ze zmęczenia czy z powodu tej twarzy. Coś w niej, może szczegół, może wrażenie, nie daje mi spokoju. Wydaje mi się, że w tych smutnych oczach, pełnym bólu, ale i dobrotliwości spojrzeniu, było coś niepokojąco znajomego. Czułem, jakbym już gdzieś, kiedyś widział tę twarz. To dziwne, ale wspomnienie jej uspokaja mnie, me przezroczystosine ciało w podartym pasiaku przestaje się trząść, myśli przestają pędzić i drżeć ze strachu przed śmiercią.
Znów pędzą nas z pracy. Pada śnieg, ale właściwie jest mi to obojętne, gdyż i tak jestem już na granicy. Spoglądam na swe czarne, wychudłe dłonie, na skórę, ciasno opinającą kości, na ziemię oblepiającą połamane paznokcie. W paru miejscach me ręce krwawią, a krew miesza się z brudem na dłoniach, tracąc wszystko ze swej szlachetności, staje się czarna jak to życie, czarna jak ja. Spoglądam w bok na martwego człowieka idącego obok mnie. Tutaj wszyscy jesteśmy martwi - i on, i ja, i ci, co przede mną, i ci, co za mną. Suniemy powoli, biało czarna kolumna martwiaków, otoczona stalowoczarnymi, błyszczącymi żywymi, panami naszej śmierci. Płatki śniegu osiadają na ich mundurach i natychmiast topnieją, może ze strachu, może z obrzydzenia. Śnieg osiadający na nas, trupach, nie topnieje.
Leżę na pryczy i wiem, że to moja ostatnia noc. Wiem, ze już jutro moja śmierć stanie się ostateczna i nieodwołalna, ten nędzny ochłap kości, skóry i mięśni, który okrutnymi pazurami przytrzymywał mą martwą duszę tutaj, przestanie być barierą, nareszcie zginie, pokonany głodem, zimnem, bólem, wycieńczeniem i brakiem człowieczeństwa. Próbuję sobie przypomnieć, co to znaczy być człowiekiem.…