Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Dla dzieci · 10 min czytania

Opowieści Leszczynowego Gaju - Opowieść Pierwsza

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

OPOWIEŚĆ PIERWSZA

W Leszczynowym Gaju przez cały ranek padał deszcz. Wszystkie skrzaty i chochliki schowały się w swoich domkach, a elfy przycupnęły pod liśćmi, czekając, aż zza płaczących chmurek wyjrzy słońce. Deszcz padał i padał, a kiedy wreszcie się rozpogodziło, w całym Gaju pełno było kałuż - srebrzystych pamiątek po ulewie. Mieszkańcy Gaju natychmiast opuścili kryjówki i wyszli na polanę, by nacieszyć się słońcem: małe skrzaty rozpoczęły swoją ulubioną zabawę w chowanego, chochliki rozbiegły się po okolicy, szukając sposobności do psikusów, a śliczne elfy rozśpiewały się i roztańczyły, fruwając nad kwiatkami na delikatnych skrzydełkach. Te radosne śmiechy obudziły mojego dobrego znajomego - skrzata Baltazara. Baltazar zawsze był strasznym śpiochem i przespał całą poranną ulewę. Teraz przeciągał się w swojej leszczynowej dziupli, zdziwiony, że znów obudził się dopiero w południe. Wyskoczył szybko z łóżka, umył zęby i zszedł na polanę. - Jak ładnie dziś w Leszczynowym Gaju! - zawołał, kiedy zobaczył, jak wszystko lśni w słońcu od kropelek deszczu. - Witaj, Baltazarze, znów spałeś do południa? - zapiszczały mu koło ucha skrzydlate elfy. - Baltazar to śpioch! - zaśmiały się z niego chochliki. - Od jutra będę wstawał o świcie. - obiecał sobie skrzat i obrażony oddalił się od złośliwych sąsiadów. Na pocieszenie postanowił podejść do którejś z licznych kałuż, żeby pobawić się w puszczanie kaczek na wodzie. - To na pewno poprawi mi humor. - pomyślał i pobiegł do najbliższej błyszczącej tafli. Schylił się nad wodą, by wyłowić odpowiedni kamyk i… - O rany! Gdzie moje odbicie?! Nie ma go! - wykrzyknął przerażony i rozpłakał się. Słysząc zawodzenie skrzata, cały gajowy ludek zbiegł się wokół kałuży. Oczywiście od razu wszystko się wydało. - Baltazar nie ma odbicia w kałuży… - szeptano dokoła. - Może uciekło, bo źle je traktował? - zastanowił się ktoś. - Nieprawda! - oburzył się Baltazar - zawsze bardzo lubiłem swoje odbicie, byliśmy dobrymi przyjaciółmi! - W takim razie, gdzie ono jest? - zapytał chochlik Pokrzywka i zaśmiał się tak jakoś dziwnie, jakby dokładnie wiedział, gdzie się podziało odbicie Baltazara. Pokrzywka był przywódcą wszystkich chochlików, był też najbardziej złośliwy w całym Gaju, a nawet w lesie i na łące. - Nie wiem, ale na pewno je odnajdę.- zachlipał skrzat.

I Baltazar zaczął szukać swojego odbicia. Zaglądał wszędzie: pod liście, pod kamienie, szukał pomiędzy kwiatkami i na drzewach. Zguby nigdzie nie było. Pytał elfy: - Czy nie widziałyście mojego odbicia? - A jak ono wygląda?- chciały wiedzieć elfy, gdyż były bardzo głupiutkie. - Tak jak ja, zupełnie tak samo, tylko że błyszczy się w słońcu. - Nie widziałyśmy nikogo, kto błyszczałby się w słońcu… - zmartwiły się elfy - Ale powinieneś iść zapytać Srokę. Ona lubi wszystko, co się błyszczy.

Sroka siedziała sobie na najwyższej leszczynie w Gaju i była w bardzo dobrym humorze. - Cześć, Baltazarze, czemu masz taką głupią minę? - zawołała z góry. Sroka ta nie była zbyt uprzejma. - Szukam mojego odbicia. Nie widziałaś go przypadkiem? - zapytał grzecznie Baltazar. - Zgubiłeś odbicie? A to dobre! - zaskrzeczała Sroka i zaniosła się głośnym śmiechem. Baltazar rozzłościł się nie na żarty. - Każdemu mogło się przydarzyć! -powiedział i poszedł szybko, zostawiając ciągle śmiejącą się Srokę samą. Po namyśle postanowił jeszcze raz przejrzeć się w kałuży, tak na wszelki wypadek - a nóż odbicie wróciło samo? Czym prędzej pobiegł i spojrzał w wodę. Niestety, nadal się w niej nie odbijał, więc usiadł na trawie i zapłakał gorzko. Kiedy tak pochlipywał nad kałużą, za leżącym nieopodal kamieniem odezwał się jakiś nieśmiały głosik: - Psst… Baltazarze, podejdź tutaj! Skrzat bardzo ostrożnie zbliżył się do kamienia. - Kto mnie woła? - zapytał niepewnie. - To ja, myszka Felicja. - zapiszczał głosik. - Dlaczego się chowasz? - Żeby mnie chochliki nie zobaczyły. Słuchaj, Baltazarze, to Pokrzywka ukradł twoje odbicie. Widziałam, jak porwał je z kałuży, kiedy się nad nią pochylałeś i schował do swojej zielonej torby. - Och! Ten wstrętny chochlik! Zawsze robi mi złośliwe kawały! Już ja go dopadnę! - oburzył się skrzat, gotów walczyć o swoją własność. - Tylko nie zdradź mnie, Baltazarze. Chochliki nie darowałyby mi, że na nie naskarżyłam.- zapiszczała Felicja i uciekła do swojej norki. - I co ja teraz zrobię? - zastanowił się skrzat - Pokrzywka nigdy nie odda mi odbicia dobrowolnie. Najlepiej pójdę poradzić się skrzata Ambrożego. On jest najmądrzejszy w całym Gaju, na pewno coś wymyśli. Już za trzy chwile Baltazar stał przed starym dębem, w którym mieszkał Ambroży. Ambroży był bardzo starym skrzatem - tak starym, że pamiętał czasy, kiedy Leszczynowego Gaju jeszcze wcale nie było, a dąb, w którym teraz mieszkał, był zupełnie młodym drzewkiem. Zawsze gotów był służyć każdemu radą i pomocą, dlatego wszyscy leszczyniacy nazywali go Papciem Ambrożym. - Co cię do mnie sprowadza, mój mały? - zapytał stary…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Opowieści Leszczynowego Gaju - Opowieść Pierwsza — czytnik · opowiadania