Komedia · 8 min czytania
Opowieści o dziwnej treści XI
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Wstawał kolejny piękny poranek. Przez smugi porannej mgły unoszącej się nad domkiem Skrzata przebijało się leniwie słoneczko. Właściciela obudziło natarczywe darcie się kukułki: - Ku-ku, ku-ku, ku-ku. - Ku-kupa! Czy to wstrętne ptaszysko nie zamknie wreszcie dzioba? Skrzatu wstał, aby rozprostować nogi. W tym celu udał się w głąb lasu. Szedł kawałek i zaczął szukać czegoś ciekawego. I szukałby tak dalej gdyby nie fakt, że nagle w całym lesie rozległ się ogromny huk, kiedy to na jego domek coś spadło. - O w mordę! Co to jest??? Skrzatu wyszedł z lasu i ujrzał przed swoim domkiem ogromny samolot z napisem: „Międzynarodowa Dostawa Najlepszej Kolekcji Spirytusu”. Zajrzał do środka i... - Ja nie mogę co to? Wewnątrz leżało dwóch pechowych pilotów leżących sztywno w kabinie. Najprawdopodobniej obaj kosztowali przewożonego ładunku. W tym samym czasie przybiegł Piaskownica i wbiegł do samolotu. - Co to jest?! - jęknął Piaskownica - Zarąbiście... I pobiegł do luku bagażowego. Wewnątrz znajdowały się dziesiątki kartonów najróżniejszym spirytusem z wszystkich stron świata. - Ja nie mogę! Co to jest? Cud czy jakiś Mikołaj? - Co ty? Trzasnęło cię coś w ten pusty łeb? Święta w marcu... To jest cudowny cud! - wystękał Skrzatu nie będąc samemu pewnym, co to jest. Nagle któryś z pilotów zaczął się budzić. - Co teraz? - zapytał Skrzatu. - Trzaśnij go młotkiem w łeb. Niech śpi. Skrzatu nie mogąc znaleźć młotka wziął łopatę i trzasnął budzącego się pilota w łeb. Nieszczęśnik przeleciał przez przednią szybę i zrównał się z ziemią. - O w mordę! Ale zarąbiście... Słysząc stęk drugiego z nich wziął zamach i trzasnął go posyłając za samolot. - Co za pajac! Kto kazał mu się budzić?! - wykrzyczał z fascynacją Skrzatu. W tym czasie Piaskownica wynosił kartony pełne butelek. Gdy już wszystkie znalazły się na zewnątrz Skrzatu w mgnieniu oka pobiegł po swoich przyjaciół, którzy leżeli gdzieś nieopodal w trawie. - Wstawać. Na tę komendę Żarówa z Jurkiem zaczęli się budzić. - Wstawać! - tym razem pewnie powtórzył Skrzatu. - Co?! Porąbało cię, czy co? Kto tak wcześnie wstaje? - Nikt, chyba, że na jego dom spada samolot pełen wspaniałego spirytusu! - powiedział Skrzatu i kazał kumplom iść do jego domku, a sam pobiegł przodem. Gdy zjawiła się reszta brygady Skrzatu i Piaskownica zaczęli już kosztować towar.. - Witam was koledzy... Bierzcie i pijcie! To spirytus mój, a raczej tych pajaców, którzy wrąbali się na mój ogródek.. Nie słuchając nawet tego marudzenia Jurek zabrał się za otwieranie wina. - Nie ma to jak spirytus za 3.40. - powiedział wyciągając odpowiednią butelkę. Dziobata przechodząc tamtędy ujrzała wrak samolotu i postanowiła podejść bliżej. - Co tu się stało?! - Nic, wezwałem przez radio samolot i poprosiłem o spirytus... heheheh... i przynieśli... - Tylko nie potrafili zaparkować, co? - Nie pytaj, tylko pij - odpowiedział Jurek, który kończył pierwszą butelkę. Piaskownica nie panując nad swoim zachowaniem zaczął rozbijać butelki o samolot. Widząc to Jurek wziął jedną z nich i trzasnął niszczycielowi w głowę. - Żaden pajac nie będzie marnował tak porządnego napoju. Skrzatu, który był znany ze słabej głowy do picia i po jednej butelce wina zazwyczaj wariował wziął butelkę i rzucił w kierunku Piaskownicy. - Co on sobie myśli? Że spirytus spada z nieba... a zresztą... no przecież... spada... Skrzatu wstał i udał się w na chwiejnych nogach w kierunku Piaskownicy. - Przepraszam cię za tą fatalną pomyłkę... myślałem... - CO? ty myślisz?! – skomentowała Dziobata. - No a co... masz coś do mojego myślenia??? - Nic do niego nie mam ... bo go nie ma... hahahaha Skrzatu wziął butelkę i już miał rzucić, ale żal mu było spirytusu. Wtem na horyzoncie pojawił się Drewniak. - O! Pajac idzie. - dojrzała jednym okiem Dziobata.…