Komedia · 12 min czytania
Opowieści o dziwnej treści XIV
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
CZĘŚĆ CZTERNASTA: WAMPIR W LESIE
Nad Trzystusiedemdziesięciopięciomilowym lasem wstawał upalny majowy poranek. W domku Skrzata panowała niepokojąca cisza. - O w mordę. – jęknęła Dziobata, której przypadł wątpliwy luksus przebudzenia się jako pierwsza – Niech coś się wydarzy. - Co ty wymyślasz? - warknął Żarówa – Jest fantastyczny spokój, a ty jakieś wydarzenia tu chcesz ściągać! - Ja wam mówię, że te wszystkie kłótnie sprowadzą na nas jakieś nieszczęście - zaczął jak zwykle smęcić Piaskownica. - Dostać skrętu szyi można dostać jak was się słucha – zdenerwował się Jurek - Parę dni świąt i już wam się miesza - jakaś paranormalność, jakieś czarnowidztwo, do kitu z taką robotą! - Tylko nie czarnowidztwo! Z magią się nie zadziera! – ostrzegła Dziobata. - Znalazła się czarodziejka, już nie wiem, co my jeszcze w tych opowieściach robimy... – wystękał Jurek. - Co się tu dzieje? – zapytał Skrzatu i wstając wpadł na szafę, która się otworzyła i wyleciała z niej kupa pełnych farby puszek prosto do koszyka z praniem. - Ty pajacu! Tam były moje czyste skarpetki, tylko tydzień je nosiłem! – Jurek zaczynał mieć dość. Darmowe dostawy najnowocześniejszych wyrobów i eksperymentów od Pana T.P. sprawiły, że brygada pławiła się w luksie nie martwiąc się o to czy gdzieś w domu stłukło się z dwadzieścia butelek. - Idę zobaczyć, co tam mamy w lodówce. Wczoraj wydawało mi się, że widziałem tam słonia. – powiedział Żarówa sterując się w stronę kuchni. Ciszę, jaka zapanowała po tym szczerym wyznaniu przerwało łomotanie do drzwi. - Znowu kogoś naniosło. – zrzędził Jurek i podszedł w kierunku drzwi. - Nie otwieraj, to pewnie tylko liście. – odparł Skrzatu. - I niby tak głośno zadudniło? – zapytał Jurek i otworzył drzwi. W progu stał jakiś obcokrajowiec ubrany w śmieszny dywan i słomiany kapelusz. Wielki jak chłodziarkozamrażarka. A pod pachą dźwigał czarny futerał na gitarę. Jurek potrząsnął głową nie będąc pewnym, czy to się dzieje na prawdę, czy to jeszcze efekt dziwnego biegu zdarzeń. - O w mordę... - wystękał Jurek cofając się. Gość rozejrzał się po pokoju, następnie odstawił futerał i wolno podszedł do Jurka, który niepewnie oglądał się po pokoju. Żarówy nie było, Skrzatu chyba usnął, Piaskownica spowity dymem z ręcznie zbudowanego ogniska pilnował ognia, natomiast Dziobata siedziała skulona w kącie i udawała, że jej tu w ogóle nie ma, a tak na prawdę to ona wcale nie istnieje. Znikąd nie można się było spodziewać pomocy. - Ja nie mogę, cyrk przyjechał. - wystękał niedowierzając Piaskownica – Dobry mamy dziś dzień... - Dobry! - zaczął gość – Gdzie znajdę Żarówę? - A jaki Żarówa? Wysoki siłacz, co wysoko skacze? - zapytał Jurek. - Yes! - ucieszył się nieznajomy. - Na pewno? – zapytał Jurek. - Yes - potaknął obcy. - Sorry. - pokręcił głową Jurek – Nie znam gościa. A przy okazji... nie bądź taki, protekcjonalny, bo będziesz miał tutaj przerąbane! Tu nie jakaś zagranica! Nieznajomy zrobił zdziwioną minę, a po chwili skoczył do futerału. Błyskawicznie go otworzył, chwilę w nim grzebał, po czym już stał trzymając w dłoni maszynówkę. - Oj! Panowie… Pomocy! - wyjęczał. Jego podręczne uzi leżało nie naładowane kilka metrów od niego. Nieznajomy wycelował w Jurka, któremu całe życie przeleciało przed oczyma. Stwierdził, że wiele czasu nic nie robił. Rozległ się straszny huk. Gdy dym opadł wszyscy zobaczyli dziurę w podłodze na dnie, której leżał okopcony nieznajomy. - Wiecie, chyba znalazł tę minę, co szukaliśmy jej tydzień temu… - stwierdził z ulgą Jurek. - Ktoś tu pukał? - spytał się Żarówa, który właśnie wrócił z kuchni - Słyszałem jakieś stuki. - Ty pajacu! – wrzasnęła Dziobata – Przez ciebie robi tu się jakiś kryminał, albo film akcji! Szukał cię jakiś pajac, który nas mało nie powystrzelał! - No to, co? Przecież żyjecie… - stwierdził z lodowatym spokojem Żarówa, który był wstrząśnięty, że nie znalazł słonia w lodówce. - A co zrobimy z tym gościem? – zapytał Piaskownica wskazując dziurę - To, co? Tradycyjnie wiążemy klienta i zamykamy w szopie u Dziobatej? - No i w tym miejscu mamy problem, - pokręciła głową Dziobata - Mam już w szopie więcej związanych gości niż narzędzi. - Ja nie mogę. - wysapał Jurek - Przecież go tu, nie zostawimy. Jeszcze się ocknie, a poza tym źle się komponuje z wystrojem pokoju. - Dobra. - zakomenderował Żarówa - Zawijamy pajaca w dywan, przytwierdzamy do drewnianej miski i chlup do rzeczki. - Nie wróci? - zapytał Piaskownica. - Nigdy nie wracali. - uśmiechnął się Żarówa. Po półgodzinie klient był już gustownie zapakowany w stary dywan oraz przytwierdzony do antycznej drewnianej miski cała ekipa wesoło podśpiewując ruszyła na pobliski mostek. - Dobra. - Żarówa otarł pot z czoła, gdy stanęli na mostku. - Liczę do trzech i rzucamy gościa do wody. - Zaraz! - przerwał Piaskownica - Jak będzie "trzy"? Czy "raz, dwa, trzy" i dopiero? - Nie bądź taki dociekliwy, po prostu chlup. Raz, dwa i... trzy. Pakunek opadł do rzeki. Po chwili wynurzył się i zaczął wesoło podskakiwać na falach. Wyglądało, że gościowi wraca przytomność. - Coś zrąbaliśmy. - ze znawstwem stwierdziła Dziobata. - No. – rzekł Żarówa – Trzeba było wysłać go z kamieniami. - A co to za różnica? - machnął ręką Jurek - Jak wypłynie za teren lasu to i tak nam niczego nie udowodnią. Kto mu uwierzy? Możemy wracać. Po powrocie do domu brygada postanowiła bliżej przyjrzeć się rzeczom nieznajomego. Futerał na gitarę zawierał wszystko, co jest potrzebne samotnemu podróżnikowi: dwa pistolety automatyczne, karabinek snajperski z celownikiem laserowym, 5 granatów, cztery bomby kasetonowe, zapalniki,…