Komedia · 8 min czytania
Opowieści o dziwnej treści XV
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
CZĘŚĆ PIĘTNASTA: FINAŁOWY LOT
Nastał piękny czerwcowy dzień. Skrzatu obudził się, gdy na dworze zmierzchało trzęsąc się i dygocząc z zimna. - Ale tu mróz. - pomyślał. - Co ja tu robię? - to była druga myśl. Nie dość, że był wymarznięty jakby na Antarktydzie nocował, to na dodatek po głowie przewalało mu się okrutnie głośne kołatanie: PUK! PUK! PUK! Pukanie powtórzyło się i zdziwiony bohater trzydniowej darmowej imprezy zajarzył, że ktoś puka do drzwi. - Ktoś się dobija do naszych drzwi! - krzyknął budząc resztę obolałej ekipy. - No to wpuść tych przybyszów, a nie problemy robisz! - rzekła bardzo głośno i dobitnie Dziobata - Bo rozwalą nam drzwi tym waleniem. Skrzatu z trudem ruszył się w stronę drzwi, otworzył je, po czym zatrzymał się ze zdumienia na widok uśmiechniętej twarzy Budy. - Przepraszam cię bardzo przyjacielu, ale zgubiliśmy się z przyjaciółmi w tym wielkim lesie, a mieliśmy dać wieczorem specjalny koncert na przyjęciu u naszego znajomego. On mieszka w tej ruderze z ładnym metalowym płotkiem. - O w mordę! Panowie! To Suchary! - krzyknął Skrzatu, który dopiero teraz otrząsnął się z szoku. - Dawać ich tu! - zaryczał Żarówa, aż resztki tynku opadły z odrapanego sufitu – Zobaczymy, co wymyślimy. - Może wejdziecie do środka i coś nam zaśpiewacie? - niespodziewanie grzecznie rzekł Jurek. - Co ty w ogóle gadasz Jurek?! Nagle zacząłeś słuchać ich muzyki?! - Spoko panowie. Mam plan. – rzekł ponownie Jurek - Najpierw ich dorwiemy, a później zwiążemy i wyślemy w jakiś beczkach do tej rudery, do którego nie mogli trafić. - Super! Dawać ich tu. - wyraził swoją zgodę Skrzatu i zamknął drzwi za zespołem. - "Spadochron..." - zaczął jodłować Buda, lecz przerwał mu Piaskownica, który perfekcyjnie wymierzonym ruchem doprowadził do kontaktu jego twarzy ze swoim sportowym obuwiem. - No panowie, będzie miał ładny ślad na twarzy. Prawie jak tatuaż. - stwierdził niezmiernie zadowolony z siebie Piaskownica. Reszta zespołu panicznie rzuciła się do drzwi, trafiła tam jednak na Żarówę, który odrzucił ich z powrotem na środek mieszkania trzymanym przez siebie gustownym kijem. Wprawa, z jaką się nim posługiwał mówiła o ciężkich i regularnych treningach. Chwalebnego dzieła dokończyli Skrzatu z Dziobatą wiążąc ich tak, że nawet mieczem by tego nie rozplątał. - Co dalej panowie? - zapytał niepewnie Jurek. - Może zadzwonić po Pana Budowniczego. Zbuduje tu w piwnicy jakiś loch i powiesimy ich w klatce. Potem będziemy sprzedawać bilety wstępu. - Dziobata zaczęła snuć fantazje. - Nie da rady. Ten pajac jest strasznie zajęty. Podobno buduje sobie garaż. A nawet nie ma samochodu ani prawa jazdy. - powiedział z żalem wymalowanym na twarzy Żarówa. - To może ich zahipnotyzujemy, zmontujemy rakietę i wyślemy na księżyc. – Skrzatu był dziś strasznie pomysłowy. - E, Skrzatu… Ty zawsze z tym księżycem. Lepiej niech Jurek pójdzie do nory Szuflady Seniora. Zanim zaginął po raz drugi chwalił się, że wykopał jakieś stare żelazne beczki. - zakomenderował Żarówa. - A jak mnie napadnie jakiś złomiarz i będzie chciał odebrać mi te beczki? - Jurek zawsze widział same problemy. - To kijem postraszysz i uciekną. - uciął Piaskownica - Strażników nigdy nie widziałeś? - Dziobata niech skołuje jakąś brykę. - Żarówa odkrywał w sobie skłonności przywódcze - A ja pójdę do Pana T.P., żeby uprzyjemnić pracę. Ledwo przebrzmiały te słowa, do mieszkania wparowali Łowcy Pajaców. - Oni są nasi. Bierzemy ich. Są nam strasznie potrzebni. Prosimy, dajcie je nam. - Łowcy miękli z każdym słowem. - A gdzie wasz przywódca Don Wiertara? - Żarówa kompletnie zignorował ich prośby. - Ma problemy. Straszne problemy! Odkąd oberwał na akcji serię z miniguna. - wytłumaczył drugi z Łowców Pajaców. - By na powrót stać się ozdrowieć musimy mieć do eksperymentu jakiegoś pajaca. - wyjaśnił trzeci z nich - A Drewniak tu się nie