Inne · 13 min czytania
Opowieści o trójkątnym psie (opowieść czwarta: czy
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Opowieść czwarta O tym, czy można uczłowieczyć psa
Pancia Atanazego była bardzo ambitna. Zdecydowanie bardziej ambitna od Panciostwa Soni, którzy wprawdzie posłali Sonię do szkoły, bo chcieli mieć dobrze ułożonego Psa Towarzyszącego, ale gdy zorientowali się, że Sonia takich ambicji nie ma, dali sobie spokój. Pancia Atanazego spokoju sobie – ani swojemu psu – bynajmniej nie dawała. Złoty Atanazy miał być zdecydowanie najlepszy. I to we wszystkim. Miał być najładniejszy, najlepiej wyczesany, najbardziej posłuszny i mieć najwięcej medali. Atanazy miał już nawet przestać być psem, on miał się uczłowieczyć! Oczywiście, Pancia Atanazego nie powiedziałaby nikomu, że chce uczłowieczyć swojego psa. Uznałaby to za jakieś piramidalne dziwactwo. - Uczłowieczony pies! Przecież czegoś takiego nawet w telewizji nie pokazywali. To jakiś nierozsądny pomysł – tak by zapewne powiedziała Pancia Atanazego na sugestie o jej dziwnych zapędach. Wystarczyło jednak przyjrzeć się jej zachowaniu, żeby zobaczyć, że choć wprawdzie świadomie wcale nie chciała Atanazego uczłowieczać, to jednak robiła wszystko żeby jej się to udało. *** - Widzisz Ewelinko – Pancia Atanazego rozmawiała ze swoją córką, nazajutrz po wystawie, na której Atanazy zajął dopiero drugie miejsce. – Sędziowie byli uprzedzeniu. Ta ruda flądra przewodnicząca komisji ma stryjeczną ciotkę, która ma siostrzeńca, który ma kuzynkę, która hoduje złote spaniele. No i jak myślisz, kto wygrał? Oczywiście, że pies od nich. Ja to wszystko dokładnie prześledziłam, a to oczywiście wcale nie tak łatwo wykryć. Ja zrobię aferę na cały związek kynologiczny! Ja wystąpię na kolejnej sekcji spaniela! (W związku kynologicznym hodowcy i właściciele różnych ras psów spotykają się i pracują w tak zwanych „sekcjach”. O ile samo słowo sekcja może – przy odpowiednim nastawieniu słuchacza - brzmieć jeszcze całkiem neutralnie, o tyle „sekcja spaniela”, czy „sekcja owczarka niemieckiego” to już określenia jak z horroru). - A ciocia Hela? – zapytała córka. - Ciocia Hela? Ciocia Hela to jest mały pikuś – nieco brutalnie podsumowała ciocię Helę Pancia Atanazego. – Ona jest tylko wiceprzewodniczącą i zresztą nie ma siły przebicia. To, że Atanazy pochodzi z hodowli jej wnuczki i to, że ona jest moją cioteczną siostrą, to tu naprawdę nie wiele dało. No, dokładnie to tylko drugie miejsce dało. - No, tak. To rzeczywiście pech. A jak to wszystko zniósł Atanazy? - Oczywiście fatalnie. Był bardzo podekscytowany przed wystawą. Ze dwie noce prawie nie mógł spać. Już się nawet martwiłam jak to wpłynie na jego wygląd. Ale wiesz, Atanazy to jest jednak profesjonalista. Jak przyszło co do czego i trzeba się było przygotować: dać wyczesać, zrobić paznokcie (proszę bardzo, oto doskonały przykład uczłowieczania Atanazego, on nie ma pazurów, on ma paznokcie, które w dodatku trzeba „zrobić”: obciąć i trochę podpiłować. Na szczęście odbywa się bez malowania) nałożyć nabłyszczacz na sierść, to oczywiście był bardzo dzielny. A potem, ach, jak on się potem prezentował – rozmarzyła się Pancia Atanazego, wspominając wspaniały trucht, podczas którego starannie wyszczotkowane włosy Atanazego falowały w rytm jego sprężystych kroków – Po ogłoszeniu wyników był po prostu zdruzgotany. Aż żal było patrzeć. Ja mu tłumaczyłam, że to wszystko układy i układziki, że i tak jest najlepszy, i że następnym razem ... Ale i tak jest załamany. - Kiedy ma następne spotkanie z tym psim terapeutą? – zapytała Młoda Pancia. W zadziwiający sposób jej charakter łączył racjonalizm (była przecież wziętą księgową, biegłą nie tylko w finansach firmy, ale także w szybkim przekalkulowaniu ile będzie ją kosztować ta rozmowa przez telefon komórkowy) z wiarą w najrozmaitsze terapie, z psychoterapią psów włącznie. - Jutro ma iść. Od razu po wystawie zadzwoniłam to fryzjerki Atanazego i ona jakimś cudem umówiła nas na jutro, bo przecież taką normalną wizytę, to Atanazy miał mieć dopiero za dwa tygodnie. Takie są terminy a tu przecież trzeba działać szybko. - Z pewnością. A ile ta wizyta będzie kosztować? Umysł księgowej, to jednak umysł księgowej. *** Marzeniem Panci Atanazego było posiadanie wnuków. Bała się wprawdzie trochę, że będzie ją postarzać, gdy małe brzdące, a potem coraz większe dzieci, będą za nią wołać babciu. Z drugiej jednak strony tak bardzo chciała się kimś zaopiekować. A tak naprawdę to tak bardzo chciała kimś porządzić. Pancia Atanazego, która dawno już zapomniała, jak to jest z małymi dziećmi, które wcale nie tak często i nie tak łatwo dają sobą rządzić, wierzyła święcie, że doskonale da sobie radę. Już widziała, tak zwanymi oczami wyobraźni, jak idzie przez podwórko, trzymając w swojej szczupłej i wypielęgnowanej dłoni małą łapkę wnusi (wolała mieć wnuczkę, bo małe dziewczynki mają, według mniej, zdecydowanie więcej uroku i wdzięku niż mali chłopcy) a wszystkie sąsiadki nie mogą się nadziwić jak babcia z wnusią doskonale się rozumieją, jak dobrze się razem bawią i jaka ta wnusia jest ładna, i „dobrze ułożona”. Nawet lepiej „ułożona” niż Atanazy, który miał przecież swoje „chwile zapomnienia i niesubordynacji” - jak mówiła jego Pancia. Niestety, nic nie wskazywało na to że w najbliższym czasie marzenia Panci Atanazego zostaną zrealizowane. Młoda Pancia stawiała na karierę. Tyle razy matka powtarzała jej (gdy jeszcze była w szkole), że powinna się pilnie uczyć, a potem (gdy już pracowała), że musi się starać, doskonale wypełniać swoje obowiązki i że dzięki temu na pewno „do czegoś dojdzie”, że Młoda Pancia bardzo wzięła to do siebie i zupełnie nie widziała możliwości pilnego wypełniania obowiązków pracowych połączonego z pilnym wypełnianiem obowiązków macierzyńskich. Na nic się zdały przekonywania Panci Atanazego, że przecież pomoże, że się zajmie. Młoda Pancia wiedziała, że to nie może zdać egzaminu i z całą stanowczością odmawiała realizowania marzenia własnej matki. Pancia Atanazego zrozumiała wreszcie, że w najbliższym czasie nic nie wskóra. Pewnego wczesno letniego popołudnia, Pancia Atanazego doznała olśnienia. - Atanazy – krzyknęła. – Atanazy? – zastanowiła się chwilę. – Atanazy! – zawołała z taką werwą i mocą, że zdziwiony pies zdecydował, że tym razem jednak posłucha. - Atanazy, przecież ty możesz mieć dzieci, ty musisz mieć dzieci! Chodź, idziemy poszukać matki twoich dzieci. Atanazego zamurowało. - On, Atanazy ma mieć…