Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Rodzina · 13 min czytania

Opowieści o trójkątnym psie (opowieść druga)

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Opowieść druga O tym, że razem przynajmniej nie jest nudno

Pancia i Pancio Soni znowu się przeprowadzali. Tak już z nimi było, że gdy tylko poczuli, że całkowicie wykończyli i urządzili mieszkanie, które dotychczas zajmowali, to zaczynali szukać nowego lokum. Mówili, że w ich życiu w zasadzie nie wiele się zmienia - co zresztą, zdaniem Soni, wcale nie było prawdą – a więc dla zachowania równowagi muszą często zmieniać mieszkania. Sonia, która wszędzie czuła się dobrze, pod warunkiem że byli tam jej właściciele, zaakceptowała te częste przeprowadzki. Wprawdzie podobało jej się podwórko, na którym dotychczas mieszkali; było tam dużo miejsca do biegania, poza tym rosło wiele drzew, które dostarczały niezliczonej ilości patyczków do rzucania. Sonia jednak powiedziała sobie: - Trudno. Skoro przeprowadzki polepszają humor mojemu Panciostwu, to niech im będzie. Sonia zresztą ogólnie była psem spolegliwym i chętnym do współpracy. Nie upierała się zbytnio przy swoim zdaniu, nie sprawiała tak zwanych problemów wychowawczych, była zgodna i raczej bezkonfliktowa. Ktoś mógłby powiedzieć, że Sonia nie ma charakteru i w dodatku, że jest nudna, ale to nieprawda. Po prostu, Sonia, na początku swojej znajomości z Panciostwem, postanowiła zdecydowanie: - Nigdy nie będę utrudniała życia moim właścicielom. Jestem im wdzięczna, że uratowali mnie z rąk mojej pierwszej właścicielki. Gdy będzie mnie korciło, żeby zachowywać się bardzo niegrzecznie ... bo tak trochę niegrzecznie, to przecież mogę – przekonywała się Sonia, która mimo swych rozlicznych zalet, jednak nie była aniołem – ... to muszę sobie tylko przypomnieć moje poprzednie życie. I rzeczywiście, Sonia miała co wspominać (choć w tym przypadku wolała by nie mieć) i miała za co być wdzięczna swojemu Panciostwu. HISTORIA PIERWSZEGO SPOTKANIA SONI I PANCIOSTWA Gdy Panciostwo stwierdzili, że czas założyć prawdziwą rodzinę, zaczęli myśleć o nabyciu psa. Rodzina bez psa, w ich przekonaniu, nie była prawdziwą rodziną. W tym byli jednomyślni, wspominając swoje rodzone rodziny i psy, które z nimi mieszkały. - Pies – dodatkowo przekonywała Pancia mimo, że Pancio i bez tego był już przekonany – daje pretekst do chodzenia na długie spacery. Są dwa takie preteksty: pies albo dziecko. Pies będzie mniej absorbujący. O dziecku pomyślimy później. Powstał problem wyboru rasy i płci tego wymarzonego psa. Jeśli chodzi o rasę, Panciostwo szybko doszli do porozumienia: miał to być owczarek niemiecki. Obydwoje wierzyli w mądrość tej rasy i taką ogólną „sympatyczność” jej przedstawicieli. Dyskusje na temat płci trwały dłużej. Pancio obstawał za psem, Pancia za suczką. W końcu Pancio dał się przekonać, że psia płeć żeńska jest wierniejsza, bardziej „trzyma się domu”, jak mówiła Pancia, i ogólnie jest taka bardziej ludzka. Ten argument nieco zdziwił Pancia, ale co tam, zgodził się na suczkę, będzie miał w domu przewagę płci pięknej. Gdy Panciostwo ustalili, że - po pierwsze jednak pies, a nie dziecko, będzie im dostarczał pretekstu do spacerów, że - po drugie ten pies będzie owczarkiem niemieckim, i że - po trzecie ten pies będzie suczką, rozpoczęli poszukiwania. Nie zależało im na psie z rodowodem, wzięli więc po prostu gazetę i zadzwonili pod ogłoszenie: „Aaaaaaaaa, suczka, owczarkaaaaaa” – te drugie zwielokrotnione „a” było chyba błędem w druku. Odebrała starsza kobieta o skrzeczekliwym głosie. Powiedziała, że ma ostatnią piękną i mądrą suczkę, i żeby szybko przyjeżdżać, bo na pewno zaraz ktoś przyjdzie – „bo bardzo duże zainteresowanie jest” – i „sprzątnie im suczkę sprzed nosa”. Panciostwo pojechali, pospieszając nawzajem siebie i środki komunikacji miejskiej. Zdążyli. Suczka nie została sprzątnięta im sprzed nosa. Siedziała sama w blaszanym pudle. Jej matka – jak twierdziła kobieta o skrzekliwym głosie – biegała sobie na działce. Panciostwu trudno było uwierzyć w to bieganie matki, gdy patrzyli na niewolę córki. Widzieli suczkę, która, mówiąc szczerze, nie była ani piękna, ani nie wyglądała na zbyt mądrą. Co więcej, nawet nie do końca była owczarkiem niemieckim. Przed wszystkim była zaś przestraszona i wychudzona. Gdy Pancia zobaczyła psa była pewna, że po pierwsze muszą go stąd zabrać a po drugie muszą stąd szybko wyjść. Pancio był pewien tylko jednego: trzeba szybko wyjść. Jego zdaniem, suczka miała złośliwe spojrzenie. - Jakie tam złośliwe spojrzenie - szeptała Pancia – po prostu jest przerażona. - No, może masz i rację – Pancio jakoś dziwnie się nie upierał. Panciostwo kupili suczkę i szybko stamtąd wyszli. Od tego momentu suczka, dla której mieli już wcześniej przygotowane imię Sonia, poczuła do nich ogromną wdzięczność i postanowiła twardo, że nie będzie sprawiać im nigdy zbytnich kłopotów wychowawczych. A gdy jednak jakiś kłopot się pojawiał, to zarówno Sonia, jak i jej Panciostwo, tłumaczyli zaistniałą sytuację trudnym dzieciństwem Soni.

W sobotę rano Sonia po raz pierwszy wyszła na nowe podwórko. Szybko oceniła wielkość i jakość terenu do biegania oraz porachowała drzewa a następnie przeliczyła ich liczbę, za pomocą sobie tylko znanej formuły, na liczbę potencjalnych patyczków do aportowania. Ocena wypadła pozytywnie. Sonia po dokonaniu tego pobieżnego oglądu sytuacji, uspokojona i całkiem zadowolona, zaczęła niespiesznie i dokładnie zapoznawać się z nowym podwórkiem. - Dzień dobry. Padam do nóżek. Cóż to za piękną, młodą damę ma zaszczyt gościć nasze podwórko. Zgaduję, że jesteś tu nowa? Usłyszała Sonia. Zatrzymała się zaskoczona wyniosłym tonem i wyszukanym słownictwem. Gdy była zajęta obwąchiwaniem krzaków, bezszelestnie podbiegł do niej elegancki spaniel o złotym umaszczeniu. - Pozwól, że się przedstawię. Jestem Atanazy. Złoty Atanazy. Przydomek „złoty” to oczywiście ze względu na kolor mojej sierści, ale także dlatego, że zdobyłem kilka złotych medali na psich wystawach. Czy byłaś kiedyś na psiej wystawie? – zadał uprzejme pytanie spaniel, a potem sam sobie na nie odpowiedział i ta odpowiedzi nie była już wcale taka grzeczna. – Zgaduję, że nie. Nie jesteś chyba do końca rasowa. No, ale to przecież nieistotne, nie mam uprzedzeń do nierasowych. Pozwól, że opowiem ci o moich złotych medalach. Więc, pierwszy zdobyłem ... I zaczął opowiadać. Sonia udawała…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Opowieści o trójkątnym psie (opowieść druga) — czytnik · opowiadania