Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 11 min czytania

Opowieści Srebrnego Skrzydła cz.1

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

- Sylwia, co ty wyprawiasz? Tracimy go! – warknęła mglista postać - To nie moja wina Vash! Połączenie jest za słabe! – odkrzyknęła Sylvia. - Odsuń się! Ja to zrobię! – Vash wskoczył do panelu i zaczął przełączać przyciski i wajchy. - Nie! Co Ty robisz? Ty porywczy… – jej słowa utknęły w przenikliwym dźwięku alarmu – Teraz musimy go zawrócić, bo wyślesz go do Strefy Astralnej! - To nie moja wina. To on cały czas odpiera nasz sygnał transmisyjny… – odfuknął krzyżując ręce – zawróć go, bo stracimy naszą jedyną szansę. ~ Vash… Nie zachowuj się jak dziecko…!

Maik ocknął się w swoim pokoju.

-Mmmm… dziwny sen – powiedział w przestrzeń przeciągając się na łóżku – był taki prawdziwy… Hehe, ale przecież to zupełnie niemożliwe.

Wstał i rozglądnął się po pokoju, który od niepamiętnych czasów był taki sam. Nic się nie zmieniło, nie licząc powywracanych brudnych skarpetek leżących na podłodze, które zdążyły zebrać się w pokaźną kupę czegoś, co można by nazwać wielkim kopcem kreta (tylko, jeśli ów kret przeżyłby taki biologiczny atak), starego drewnianego biurka, które coraz bardziej się starzało i przechylało na prawą stronę, oraz szafy zawalonej niepomieszanymi brudnymi i czystymi ubraniami, a także nakładem złuszczającej się farby, która od czasu do czasu z plaskiem spadała ze ściany. Należałoby w końcu zrobić pranie – pomyślał – Dziś niestety nie ma na to czasu, w końcu czeka mnie szkoła. Wstał i leniwie poczłapał do łazienki. Była w lepszym stanie (nie znowu w takim wybitnym, ale mimo wszystko mniej więc… na swój spo… poniekąd lepszym), wyciągnął mydło z pudełka i wziął ręcznik z szafki. Kurki od wanny pokrywał powoli kamień, a płytka, w którą ostatnio wygarnął głową jakimś cudem jeszcze nie odpadła ze ściany i oby prędko się to nie wydarzyło, bo jej trajektoria lotu przechodziła przez jego palce u nóg. Odkręcił wodę i spojrzał w lustro.

- Tya przystojniaku to Twój szczęśliwy dzień! – mrugnął do siebie okiem – jestem tego pewien.

Maik był szczupłym oraz wysokim facetem. W swoim życiu miał wiele takich szczęśliwych dni, ale za każdym razem, gdy to mówił to nadchodzące wydarzenia mówiły całkiem co innego, jego oczy przypominały kalejdoskop barw, ale mówi na to „piwne” z tego względu, że tak ciężko było je zidentyfikować, że wszyscy zaczęli używać tego skrótu. Włosy miał dłuższe i trochę potargane (mówiąc trochę mam na myśli jak po przejściu tajfunu a potem tsunami a potem po wypadku z mikserem), w szlachetnym odcieniu brązu. Nos nie za wielki, nie za mały, taki w sam raz, z którego jest zadowolony, przynajmniej dopóki nie dostanie kataru, wtedy wolałby sobie go odciąć, lub po prostu się pozbyć. Na swoje usta też nie miał powodu do narzekania, wszystko jest na miejscu jego skromnym, aczkolwiek precyzyjnie trafnym zdaniem. Rozebrał się i wskoczył do wanny (nie będę się rozpisywał w szczegółach jego anatomii, więc opuścimy trochę opowieści – sorki dziewczyny)

**

- Ashel! Ashel! – Krzyczała biegnąca postać – Gdzie jesteś? Mamy robotę.

Lyia wbiegła do jego pokoju i widząc, że jest pogrążony w śnie (z tego, co widziała i słyszała z jego bełkotów nie był to sen z serii „mam nowego, cudnego pieska, który klaszcze”, a że usłyszała w nim swe imię…) postanowiła go natychmiast obudzić sposobem prostacko manualnym, ale jakże skutecznym – czyt. pięścią w twarz.

- Lyia! Co ty wyprawiasz?! – Wykrzyknął – Miałem taki piękny sen! - No domyślam się! – Skontrowała kładąc ręce na biodra – Ubieraj się zboczku. Mamy robotę do wykonania.

Lyia była piękną, szczupłą kobietą (tak koledzy o niezłych krągłościach… I tych i… tamtych, możecie mi wierzyć), z czarnymi głębokimi, migdałowymi oczami i długimi kruczoczarnymi włosami opadającymi za ramię oraz gładką zdrową cerą. Ubrana była w wygodne kimono w kwitnące kwiaty wiśni oraz różową wstążkę we włosach. Całość budziła dziwne odzewy zarówno myślowe jak i niekontrolowane wariacje gałek oczny oraz niezrozumiałe słowotoki w procencie o wiele większym niż poziom testosteronu zdrowego mężczyzny. Stylu dodawał jej także miecz uwiązany do pasa w pochwie o ślicznych srebrnych ornamentach. Ona i Ashel poznali się w dzieciństwie i po krótkim zostali dobrymi przyjaciółmi, dlatego że był chyba jedynym facetem, który, może z nią normalnie pogadać, nie wyskakuje z głupimi tekstami (przynajmniej tego typu jak „hej mała, zabawimy się?” bo inne to dość często zdarzają się padać, za co biedny Ashel dość słono płaci). Z tego powodu zostali także w drużynie (nie będę opisywał, co się stało z poprzednikami, dlatego, że to zbyt traumatyczne).

- Erm… Może byś się tak no nie wiem… odwróciła!? – Zaczął wyzywająca. – Chyba, że moje ciało tak na ciebie działa, to nie odmówię? -Dzięki! Jednak wolę się odwrócić – odparła w pół obrotu. - Co to za misja? – Zapytał – Znowu kogoś werbujemy? - Tak, to podobno ktoś niezwykły. Pochodzi z obszaru Raion… -Raion!? Czy ty masz pojęcie jak to jest daleko? – Wykrzyknął – Nie jesteśmy przecież Zaeli! Musimy tam polecieć na Zorich, a to zajmie z tydzień! Nie mogłaś się jakoś wymigać, że…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Opowieści Srebrnego Skrzydła cz.1 — czytnik · opowiadania