Fantastyka · 21 min czytania
Opowieści Trzeciej Ery 1. Wielkie Przejście
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
PROLOG - Cholera! To niemożliwe! Kobieta o bardzo jasnych, długich włosach i oczach w tym samym kolorze ziewnęła ostentacyjnie i wzięła z ręki grubego, rozgniewanego mężczyzny wielki mieszek z pieniędzmi. Tłum, który kłębił się wokół stolika, ryknął gromkim śmiechem. - Ha ha ha! Pobiła cię na łeb, Stab! - Niezła jest... - Ile ona już wygrała tych beningów? W gospodzie „Pod wielkim kuflem” bawiono się, jak zwykle, nieźle. Ci, którzy nie byli jeszcze pijani, wygłaszali filozoficzne monologi, a ci, którzy byli już pijani, drzemali, udając, że słuchają wygłaszających filozoficzne monologi. Co jakiś czas ktoś wybuchał śmiechem, opluwając innych śliną. Jednym słowem: typowy sobotni wieczór. - No? Ktoś jeszcze chciałby zagrać ze mną w „Szumiszu”? – zapytała kobieta z nadzieją w głosie. - Ty... oszukiwałaś... – sapnął mężczyzna siedzący naprzeciw niej. Był czerwony na spoconej twarzy. Ktoś dotknął jego ramienia. - Zostaw ją, Stab. Jeśli z nią zadrzesz, nie ujrzysz jutra. W końcu to Elayne. Mimo iż Kaerianie podsumowali tę wypowiedź radosnymi okrzykami, Stab nadal wyglądał na wzburzonego. - No dalej, co jest, Stab? Korci cię, żeby mnie rąbnąć, no nie? Nie myśl, że jestem słaba! I nie zwracaj uwagi na to, że jestem kobietą! Co to ma właściwie za znaczenie? – kobieta weszła na stół i wrzasnęła na całą gospodę – Kaerianie, moi bracia, Stab boi się zaatakować małą, bezbronną kobietę! Zdawałoby się, że gospoda zadudniła od śmiechu. Kobieta zeskoczyła ze stołu jednym susem, przypasała miecz i narzuciła pelerynę. - Żegnajcie, drodzy poddani, wasza dzielna księżniczka idzie zbawiać świat! Po czym pomachała tłumowi wznoszącemu kufle i chwiejnie wyszła z gospody. Potem skręciła w lewo, zachwiała się i podreptała ulicą. Po przejściu kilku kroków, zatrzymała się. - Wyłaź, Doc. Nagle cień utworzył jakiś kształt, wyostrzyły się kontury. Mężczyzna ubrany na czarno stanął przed kobietą. - Niezła jesteś, że mnie wyczułaś. Nawet będąc pijana. Elayne prychnęła i przeniosła powoli na niego swój wzrok. - Zbyt dobrze poznałam przez te wszystkie lata twój smród, by nie móc ciebie wyczuć. – zamilkła. Odezwała się dopiero po dłuższej chwili. – Skończmy to wreszcie. - O czym ty mówisz? - Nie strugaj wariata. Dobrze wiem, że jesteś teraz nadwornym doradcą tej dziwki, królowej Paeru. Nie jestem głupia, wiem, że pierwszym zadaniem, jakie dostałeś, jest zabicie mnie. Czy... myślisz że ja jestem głupia? Otóż nie jestem głupia. - Rzeczywiście. Ale pijana. Elayne zachwiała się, ale utrzymała równowagę. - Jesteś zakłamanym pawianem. I... największą plamą mojego życia. Elayne z niezwykłą prędkością jak na osobę upitą skoczyła na Doc’a i odbiła się od niego jednym silnym kopnięciem. Zrobiła zgrabny obrót w powietrzu i miękko wylądowała stopami na twardym podłożu. Siła uderzenia z impetem odepchnęła mężczyznę do tyłu. Upadł. Przez powietrze przepłynęła fala gorąca, nie mająca nic wspólnego z powiewem wiatru, a kobieta puściła się biegiem wzdłuż ulicy. Doc jednak szybko się podniósł i machnął jakby od niechcenia ręką w stronę Elayne. Pomknęła ku niej niczym wielki ptak fala niebieskiej energii. Odskoczyła w bok w ostatniej chwili. Druga uderzyła w nią i sprawiła, że upadła na ziemię. Doc podszedł do niej powoli. Kobieta sapała, wytężając całą wolę, by się podnieść. Coś ją jednak powstrzymywało. W końcu opadła zrezygnowana, nie próbując już w ogóle się poruszyć. Oczy, wcześniej krwawo czerwone, powoli zaczęły przybierać zwykły, prawie biały kolor. - Ty... kanalio... Mężczyzna zrobił znak ręką, a strumień czerwonego światła uderzył Elayne w pierś. Ta uniosła się na chwilę, gwałtownie łapiąc powietrze. I zgasła. Stał, patrząc. Kiedy usłyszał, że z gospody wychodzi kilku ludzi, zniknął. Po prostu rozpłynął się w powietrzu. W tej samej chwili, kilka przecznic dalej, urodziła się dziewczynka – Elya.
Rozdział 1
Elya Sztac nie była zwykłą dziewczynką. Mimo że miała zaledwie dwanaście lat, potrafiła namalować obraz, którego mogłaby jej pozazdrościć piętnastolatka. Wyjątkowe były w Elyi także sięgające jej do pasa, prawie białe włosy i oczy w kolorze bardzo jasnego błękitu. Miała lekko szpiczaste uszy, co uznano za wadę genetyczną. Matka dziewczynki zmarła przy porodzie, ojciec przepadł bez wieści jeszcze zanim się urodziła. Pozostała tylko babcia Liliana, z którą Elya mieszkała w Warszawie. Dzieci ze szkoły niezbyt lubiły dziewczynkę z powodu jej nietypowego wyglądu i dziwnego imienia. Elya zresztą i tak była typem samotniczki i była bardzo skryta. Dlatego też nie miała przyjaciół. Pewnego zwykłego, upalnego dnia w lato, Elya leżała na miękkiej trawie, wpatrując się w czyste, błękitne niebo. Zamknięta w swoim małym świecie, rozmyślała o życiu, marzyła. Głos małej sąsiadki sprawił, że wróciła na ziemię. - Dziwadło! Ej, dziwadło! – syczała dziewczynka, która wdrapała się na płot i wpatrywała w nią z mściwą satysfakcją. - Co? – Elya podniosła się, zmierzyła sąsiadkę niezbyt przyjaznym spojrzeniem. - Dziwadło jesteś, wiesz? Wyglądasz jak pokraka, masz uszy jak goblin! Mój brat tak powiedział. Takie jak ty trzyma się w zakładach! - Zamknij się. - Jakie niegrzeczne dziwadło! Wszystko powiem brata... brato... bratowi, haha! - Nic nie powiesz – wycedziła Elya, patrząc na dziewczynkę wrogo. - Tak? A co mi zrobisz? Wszystko powiem bra... Nagle głos dziecka załamał się, zamiast mówić zaczęła charczeć i pluć, nie potrafiła wykrztusić żadnego słowa. Elya przypatrywała się temu ze strachem, nie wiedząc, co się stało. Wreszcie dziewczynka złapała oddech, przestała wydawać dziwne dźwięki, spojrzała na Elyę ze łzami w oczach, z nienawiścią. - Zapłacisz mi za to ty... ty... ty wiedźmo! – wrzasnęła i uciekła. Elya poczuła, że po policzkach spływają jej łzy.
*
Część 22 / 2
W południe dziewczynka została sama w domu. Babcia Liliana wyszła do sklepu, ona miała w tym czasie wstawić pranie. Zeszła więc na dół do piwnicy gdzie była pralka i weszła do małego pomieszczenia, w którym było bardzo duszno. Dziewczynka podeszła do małego okienka za którym widniał kawałek ogródka i otworzyła je, a to, co zobaczyła, sprawiło, że na moment otworzyła usta. Za oknem nie było jej ogrodu. Tam było coś zupełnie innego. Była tam ulica, niezwykle głośna i gwarna, zupełnie jak targ, tyle że... jakby ze średniowiecza. Ludzie mieli na sobie dziwne ubrania, a darli się niesamowicie w chaosie i zgiełku, przekrzykując się nawzajem, czasem ktoś przejeżdżał konno przez ulicę. Zawahała się, przetarła oczy i ponownie wyjrzała przez okno. Nic się nie zmieniło. Potem uszczypnęła się w rękę i cicho syknęła z bólu. Nie mogąc nadal uwierzyć w to, co widzi, zamknęła oczy i po chwili je otworzyła w chwili kiedy po ulicy przechodził człowiek z panterą u boku, która co chwilę wydawała chrapliwe odgłosy, jakby rozmawiała... Elya ostrożnie wygramoliła się przez okno na zewnątrz. Kiedy już stanęła na twardym chodniku zorientowała się, że jest zimno. Nie mówiąc o tym, że była w dresach i przydużej koszuli babci, w której chodziła po domu. Kiedy przyjrzała się dokładniej ludziom pomyślała, że to naprawdę musi być jakiś inny świat. Mieli włosy w wielu odcieniach, które wyglądały bardzo nienaturalnie: od czarnych po białe, różowe i bordowe. Ich oczy także były niezwykłe, wyróżniały się wielkimi źrenicami jak na taki poziom oświetlenia, tęczówki były w najdziwniejszych odcieniach. Mieli lekko szpiczaste uczy. Nie ubierali się też jak zwykli ludzie – nosili kaftaniki, bawełniane koszule, spodnie ze skóry zwierząt. Niektóre ubrania były wystrzępione i mizerne, inne, nieliczne, piękne i bogato zdobione. To wszystko sprawiło, że Elya była w szoku i nadal nie mogła uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. To muszą być jakieś majaki. To musi być jakiś sen. Starała się to sobie wmówić. Ale świat, który widziała przed sobą, wyglądał na zbyt realny, na zbyt tętniący życiem, by uznać, że jest wytworem wyobraźni. Nagle jakaś starsza pani w bordowej, przydługiej szacie stanęła przed dziewczynką i wyszeptała: „O mój Boże...”. Elya speszyła się. Nie miała pojęcia co powiedzieć. Ludzie przyglądali jej się trochę podejrzliwie i z rosnącym zainteresowaniem. Szeptali między sobą, a jakaś młoda kobieta nawet krzyknęła, kiedy spojrzała na Elyę. Dziewczyna bardzo się przestraszyła i cofnęła o kilka kroków do tyłu. - Przestańcie, nie widzicie, że się boi? – zdenerwował się przysadzisty mężczyzna. - Ale... ona jest taka podobna... Elya wpatrywała się z niezrozumieniem w ludzi... a w każdym razie wydawało jej się, że w ludzi. Wokół niej utworzyła się już całkiem spora grupka. - Skąd się tu wzięłaś? – spytał ostro jakiś mężczyzna. - Może jest szpiegiem Paerów? Przecież to, że niedługo nas zaatakują, jest jasne jak słońce na niebie. Znacie przecież ich sztuczki. I jakoś nie sądzę, żeby miniaturowa kopia Elayne nagle zmaterializowała się pośrodku Kael Kaan. Wśród ludzi przebiegł szmer, kilka osób pokiwało nawet głowami, patrząc przy tym złowrogo na dziewczynę. - Trzeba to wyjaśnić. - Nie należy ufać obcym. Zaprowadźmy ją przed oblicze królowej Suijany! Wśród ludzi rozległy się głosy poparcia. Ktoś złapał Elyę za rękę i zaczął ciągnąć. Ta nawet nie stawiała oporu. Była zbyt przerażona.
*
Elya nie wiedziała, ile już czasu minęło, odkąd przybyła do tego dziwnego miejsca. Czas mijał jakby szybciej. Miała wrażenie, że to nie ją ludzie prowadzą przed oblicze jakiejś... królowej, że to jakaś inna, dziwaczna dziewczynka, miała wrażenie że ona stoi jak zwykle z boku i przypatruje się wszystkiemu. Teraz było... inaczej i nie można było tego tak po prostu zaakceptować. To było niezwykłe. Zanim Elya się spostrzegła, była już przed wielkim, średniowieczny zamkiem. Mijane wcześniej domy były szare i ponure, klockowate, z kamienia... nie przypominały nowoczesnych, piętrowych osiedli ze zwykłego świata. Tu wszystko było inne i jakby... magiczne. Na ulicy panował wielki zgiełk, wszędzie były porozkładane stragany, kupcy krzyczeli jak opętani, zachwalając swój towar, inni zatrzymywali się co jakiś czas przy straganach, zastanawiając się, czy to nie będzie kolejny niepotrzebny wydatek. Małe dzieci biegały i szalały, bawiąc się beztrosko. Elya weszła do pałacu, prowadzona przez kilku nieznajomych jej ludzi. Na chwilę stanęli w progu, podeszli do nich strażnicy i pytali po co i dokąd zmierzają. Ludzie, którzy byli z nią, odpowiadali na pytania, ale odpowiedzi nie docierały już do uszu dziewczynki. Patrząc na wnętrze…