Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 7 min czytania

Opowieści z Lawendowej Doliny - Noc świętojańska

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Sobótka to czas poświęcony pochwale życia i rozmnażania. Dawni Słowianie składali w noc z 23 na 24 czerwca, zwaną również świętem Kupały, dary Słońcu i bratali się między sobą. Wśród współczesnych ludzi krąży przekonanie, iż w czas przesilenia letniego ogień łączy się z wodą, żywi z duchami umarłych, a kobiety z mężczyznami. Wiele razy Oliwia i Iweta widziały, jak młode dziewczyny z miasteczka przychodzą do ciotki Malwiny po zioła i kwiaty, z których plotły miłosne wianki. Miały one za zadanie przepowiedzieć im, jak potoczą się ich miłosne plany. Dziewczęta plotły je z bylicy, liści paproci, białych kwiatów jabłoni oraz z miłosnego ziela, jak na przykład lubczyku, bądź rozmarynu, a następnie wstawiały w wianek białe świece. Ciotka mówiła, iż biel jest bardzo ważnym elementem symbolizującym czystość i niewinność intencji młodych panien. Przygotowując wianki Malwa zawsze kazała dziewczynom myśleć o tym, jaki powinien być wewnątrz ich przyszły ukochany, gdyż fantazjowanie na temat jego wyglądu mogłoby sprowadzić do ich serca człowieka o pięknym uśmiechu, lecz pustej głowie i bezwartościowym duchu. Gdy dzień powoli chylił się ku końcowi, a Słońce ustępowało swego miejsca Księżycowi, Oliwia i Iweta obserwowały, siedząc na dachu domu ciotki, jak pochód jasnych płomieni świec kieruję się w stronę rzeki na skraju lasu, umilając sobie drogę śpiewaniem świętojańskich pieśni, których słodka melodia brzmiała w każdym zakamarku Lawendowej Doliny. Gdy dziewczęta docierały do rzeki rzucały swe wianki na wodę i wymawiały na głos zaklęcie: „Mój wianeczku, mój spleciony, Płyńże sobie w świata strony. Niech cię promień chroni od zguby, Tak by znalazł mnie mój luby.” A następnie wyobrażały sobie ukochanego i obserwowały zachowanie swych wianków. Jeśli wianki tonęły, był to znak, iż ukochany nie przybędzie w tym roku. Jeżeli zaś woda zabierała je z prądem, oznaczało to, że w ciągu następnych dwunastu miesięcy pojawi się luby. Cała ceremonia kończyła się równo ze schowaniem się ostatnich promieni słońca za horyzont. W drodze powrotnej dziewczęta śpiewały stare pieśni ludowe o miłości i znikały za wzgórzem kierując się do miasteczka. Jednak odejście dziewczyn nie symbolizowało końca obchodów nocy świętojańskiej. Wraz z nadejściem zmroku od strony lasu przybywały postacie w długich pelerynach z narzuconymi na głowy kapturami i latarniami w dłoniach. Te tajemnicze osoby spowijał blask maleńkich, kryształowych elfów, które nuciły starożytne, sobótkowe pieśni. Wraz z pojawieniem się pierwszej gwiazdy na niebie w Lawendowej Dolinie rozpoczynał się czas cudów. Na polanie zapalano olbrzymie ogniska, do który zmierzały zakapturzone postanie. Gdy przybywały na miejsce zrzucały swe długie peleryny i oczom rozgwieżdżonego nieba ukazywały się czarownice. Siedemnastoletnie adeptki sztuki magicznej, dla których były to pierwsze obchody święta Kupały, były ubrane w jasne, zwiewne suknie, które mieniły się w blasku księżyca i roztańczonych płomieniach ognia. Podczas każdego ruchu, dzięki prześwitującym tkaninom, można było zaobserwować ich idealne ciała, poruszające się delikatnie w takt muzyki granej przez leśne skrzaty, siedzące wokół ognisk. W rozpuszczonych włosach

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Opowieści z Lawendowej Doliny - Noc świętojańska — czytnik · opowiadania