Fantasy · 7 min czytania
Opowieści z Lawendowej Doliny - Święto Dusz
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Obchodzone 31. października Święto Dusz, jak to nazywała ciocia Malwina, było ostatnim z czterech wielkich sabatów czarownic. Wieńczyło ono stary rok pogański i zwiastowało nadejście nowego. Był to czas wspomnień i kontaktów z duchami zmarłych. Kiedy rano Iweta i Oliwia siadały z Malwiną i panią Klementyną przy starym, drewnianym, kuchennym stole, by namaszczać świece olejkiem z paczuli, które następnie umieszczały w wydrążonych dyniach ustawiając je na werandzie, w ogrodzie oraz przed frontowymi drzwiami dla przywołania duchów umarłych. Malwa zaczynała również snuć starą, celtycką legendę o 31. października. Opowiadała ona o tym, iż w tą niezwykłą noc bóg śmierci, Samhain, uwalniał duchy zmarłych, którzy odeszli w ciągu ostatniego roku. Wezwane przez boga dusze swoje winy odkupywały pod postacią zwierząt, tym bardziej prymitywnych, im więcej grzechów znajdowało się na ich koncie. Tylko Samhain miał prawo sądzić i wydawać wyroki odnośnie ich dalszego losu oraz tego, w jaki sposób mieli dalej egzystować, czy to w ciele zwierzęcia, czy ciele niebieskim w niebie. Gdy dyniowe latarnie były już gotowe i umieszczone na swoim miejscu, pani Klementyna zabierała się za szykowanie soku jabłkowego z cynamonem, którym podczas wieczornych obrzędów wznoszono toasty ku czci zmarłych. Malwina natomiast kierowała się z siostrzenicami i wielkim koszem pełnym jabłek oraz owoców granatu do ogrodu, w którym to zakopywały zawartość koszyka, by duchy stępujące w nocy na ziemię miały cię czym pożywić. Reszta dnia upływała na szykowaniu strojów na wieczorny sabat. Iweta i Oliwia, jako nieletnie czarownice były ubierane w długie, czarne peleryny wiązane czerwoną wstążką, która miała odstraszać od nich złe duchy. Dziewczynkom nie wolno było brać czynnego udziału w obrzędach z powodu niepełnego wykształcenia w sztuce magicznej, jednak mogły się one im przyglądać wraz z resztą młodych uczniów. Natomiast Malwina, jako dojrzała czarownica przebierała się w piękną, czerwono-czarną suknię i wplatała w fantazyjnie ułożone włosy kolorowe liście. W momencie, gdy ostatnie promienie słońca opuszczały ziemię zapalano dyniowe latarnie, które swym przytłumionym światłem spowijały ogród atmosferą mistyczności, a na olbrzymiej polanie za nim, rozpalano wielkie ogniska wokół, których leśne skrzaty grały celtyckie melodie ułożone specjalnie na Święto Dusz. Od strony lasu, tak jak w święto Kupały zaczynały przybywać tajemnicze postacie. Jednak tym razem atmosfera nie była tak radosna, jak w sobótkową noc. Wiedźmy w długich pelerynach z narzuconymi kapturami na głowach i latarniami w dłoniach spowijała mgła. Las nie był oświetlany przez malutkie świetliki nucące starożytne pieśni, ale pogrążony w otchłaniach tajemniczego i przerażającego mroku, z którego wydobywały się odgłosy wycia wilków, pohukiwań sów oraz szlochu i krzyku przeklętych dusz. Każda czarownica wiedziała, że podczas Święta Samhain niewolno było zbaczać w borach z wyznaczonej ścieżki, ponieważ mogło to sprawić, iż nigdy nie powróci się już do świata żywych. Złe demony i dusze ludzi szukających zemsty porywały szczególnie młode dziewczyny, chcąc ich niewinnością spłacić swoje grzechy. Kiedy