Romans · 9 min czytania
Orgazm w PekaeSie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Można?- zapytał. - Proszę - burknęłam, nie odwracając głowy, a pomyślałam, że mam tyle myśli ze sobą, które więcej niż jedno miejsce zajmują. Ale spostrzegłam za późno ten fakt - nie kupiłam dwóch biletów. Rozsiadł się trącając mnie, niby przypadkiem, ramieniem. Autobus stał jeszcze chwilę, po czym świat zaczął pomału odjeżdżać, bo przecież ja nawet małym palcem u stopy nie ruszyłam. - Można spytać czy jedziesz do końca? -zagaił. - Nie, ja jadę do początku. - Dla mnie początek już z tyłu. Nie warto się cofać.
Nie miałam ochoty na rozmowę. Może poudaję, że idę spać. Nie cierpię spać w podróży. - Postawmy sprawę jasno - odezwałam się po chwili. - Nie interesuje mnie przygoda z początkiem w PeKaeSie, PeKaPe ani innym zbiorczym transporcie - kończąc to, odwróciłam pierwszy raz głowę w jego stronę. Dosyć atrakcyjny mi się wydał. No dobra, szczęka mało mi nie opadła. Ciemnooki brunet z wyraźnie zarysowanym podbródkiem. Ach, czemuż ja tu siedzę? - No dobrze, to zatrzymam autobus i złapiemy taryfę. Pewnie sporo będzie drożej, ale gdyby wziąć pod uwagę możliwość, że może jesteśmy jak te pasujące do siebie połówki pomarańczy...-tu zawiesił głos.
Autobus wjechał na prostą drogę. Miasto zostało w tyle. Wiele tam zostało i marzeń, i nadziei. Każdy kolejny zakręt, jak w życiu, jest inny. Jechać przed siebie i nie myśleć co dalej. Osiągnąć stan wyciszenia i spokojnie czekać na to, co życie przyniesie. Nie wychylać się z oczekiwaniami, nie szukać niczego na siłę. Kto tak robi?
Jechaliśmy tak w ciszy nie wiem jak długo. Pół godziny, może godzinę. A może ta cisza tak wpłynęła na moje odczucia.
Odezwał się pierwszy. - Wiesz czym się różni siedzenie w kinie od siedzenia w autobusie? - W obu przypadkach siedzisz. W obu czekasz na koniec. Film ma określoną długość, w autobusie ten czas może się wydłużyć przez korki. - Nie miałbym dziś nic przeciwko, mam czas. Ale ty chyba na nudne filmy chodzisz. - Powiedz mi, często to robisz? - Ale co? - Podrywasz kobiety w podróży? - Nie. - A na takiego wyglądasz. - Może się zdziwisz, nie szukam przygód. Myślę o kimś na dłuższy dystans. - O - zdziwiłam się tak jak przewidział.- Jakie są jej cechy? Może znam takową? - Ożenię się z kobietą która ugotuje mi jajecznicę. Nie usmaży, ale u g o t u j e. - Załóżmy, że znam taki przepis, wiele kobiet zresztą zna, który zaspokoi twoje niewygórowane wymagania kulinarne. Zaprosisz mnie do siebie? Ubierzesz w sam fartuszek i gdy już zjesz co podam, padniesz mi do stóp z kawałkiem metalu ozdobionym kamyczkiem? Ciekawość mnie zżera. Jak to zrobisz? - Po pierwsze, urocza kobietko, nie zdradzam byle komu jak zdobyć klucz do mojego serca. - Ach tak, mam się czuć wyróżniona? Uśmiechnął się. - Po drugie, czy nie lepiej być cierpliwym i potem mile zaskoczonym? - Nie wiem, porywczość to moje drugie imię. - A mi na pierwsze dali Grześ. - niesamowite, pochylił się ujął moją dłoń i pocałował mój przegub, a nie, jak zwyczaj każe, wierzch dłoni. No cóż, miło mi się zrobiło, nawet bardziej niż miło i nawet tego nie kryłam. - Miło mi.- i też mu się przedstawiłam. Nie, nie. Nawet o tym nie myśl, mówił mi rozum. Bo wszystko inne przepadło. - No dobrze, ale co z tymi jajami? Czy nie masz innych wymagań? No wiesz, długonoga blondynka, szczupła, inteligenta i tak dalej i tak dalej? - Nie.
Tym razem ja się uśmiechnęłam. Patrzył na mnie w taki sposób, że cieszyłam się z miejsca siedzącego. Fotele w autobusach są blisko, stykaliśmy się czasem kolanem, czasem niby przypadkiem dotknęliśmy się. Było gorąco. Nie jestem typem przygodnym. Seks na jedną noc to nie dla mnie. Ale z drugiej strony kto mówi, że musi być to faktycznie jedna noc? Znów zaczęłam niepotrzebnie wyobrażać sobie nie wiadomo co. - Masz piękny uśmiech. A usta obiecują wiele. - odkleił swoje oczy od mojej twarzy i patrząc gdzieś przed siebie spytał - Gdzie zatem zmierzasz? - Wracam z weekendu. Nie. Wracam z zakończonego etapu mojego życia. Tak właśnie było. Pojechałam i wracam. Sama. A nie byłam sama jeszcze kilka godzin temu. - Dobre wychowanie nakazuje mi nie pytać o więcej.- powiedział. O tak. Tak jest lepiej. Po co facet, którego znam parę chwil, ma znać mój życiorys i numer buta? - A ja za to mam pytanie. Po co chcesz się żenić? Czy to jest potrzebne do szczęścia? - Dosyć dziwne pytanie, to znaczy wypowiedziane z ust kobiety brzmi jakoś tak... - Ha!…