Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 6 min czytania

Orły Odleciały

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Orły Odleciały

Poranek

Pusta kieszeń. To nie niby nic. Prawdziwe nic. To pusta kieszeń. Wyjąłem rękę z kieszeni – po co się dodatkowo denerwować. Dziś jestem Pan Nic. Pan Nic co Nic ma. Za Nic nie wyskoczę na miasto, za Nic nawet się nie najem czy zapalę. Mam Nic. Obsesyjnie chciałbym mieć Coś i uśmiech na twarzy – jak ci lekko przygłupi pokazujący swoje japy w ogłupiaczu. Oni maja Coś, wymienili resztkę intelektu na sławę, a ta... A sława to pieniądze. Chyba też sprzedał bym intelekt w zamian za ten wyraz głupiego zadowolenia, małpiej rozkoszy. Jednak, jakoś trudno mi uwierzyć że kupując fiata zapewnię sobie nowe laski co pięć sekund. To jakaś transakcja wiązana? Fiat musi mieć sporo niewolnic... Hej? Ale czy to nie jest namawianie do nierządu? A przynajmniej, posiadanie drugiego człowieka nie jest nie zgodne z konstytucją? Ale i tak, żeby mieć tego cudownego Fiata musiałbym mieć Coś, a ja mam Nic. Za Nic też nie zdobędę odporności. Kurde, będę chory jak nic. Nie piję aktimela. Zresztą, jeśli umrę szybko przynajmniej nie obciążę skarbu państwa jakąś rentą czy emeryturką... A może dobro społeczne wymaga abym odszedł młodo, ewentualnie pozostawił zwłoki atrakcyjne dla studentów medycyny? Cieszę się że na wiejskiej jeszcze nikt nie wpadł na takie rozwiązanie prawne. O! Jakaś farbowana blondyna na państwowej posadzie – blee, skarbówka – właśnie próbuje wmówić telewidzom że „żyjemy w normalnym kraju” – normalnie nie wierze... Wyłączyłem ogłupiacz – i bez niego czuję się głupi. Założyłem płaszcz i wyszedłem na ulicę. Miałem ochotę na mała podróż w czasie. Wszedłem w uliczki między domkami, już pierwszy oddech cofną mnie o kilkadziesiąt lat wstecz – dym, tym razem palili drewnem. Nieco dalej koktajl był bardziej gryzący – to węgiel. A jeszcze tak nie dawno wszyscy ogrzewali domy gazem... Widać i im zbrakło zawartości kieszeni. Na koniec zostawiłem sobie powrót do przyszłości. Klimatyzacja w każdym pokoju, wielki garaż i te fury... Tak, daleko mi było do tego pięknego świata w domu z klimatyzacją, dystans dobitnie akcentowało ogrodzenie z kutej stali oraz domofon strzegący furtki wyglądającej tak jak by miała przetrwać atak wściekłej tłuszczy mającej w głowie tylko rabunek i ewentualne gwałty. Z budynku wyszło jakieś dwa i pół dużego złotego, i to całkiem seksownie podane... W głowie pojawiła mi się myśl że te dwa i pół było by o niebo bardziej seksowne bez tych liczb... Tylko że ja bez takiego wsparcia jakoś nie wyglądałem ponętnie. Odszedłem szybko, po co się dodatkowo denerwować? Wróciłem do domu. Radio włączyło się podczas mojej nieobecności, ósma – pobudka, najwyższa pora iść spać. Za oknem powoli robiło się coraz jaśniej. Od tygodnia nie widziałem słońca, zaciągnąłem zasłony – po co niepotrzebnie psuć statystykę, nie? Położyłem się spać.

Przebudzenie

E, to już nie był

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Orły Odleciały — czytnik · opowiadania