Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Thriller · 7 min czytania

Orra Dramma (Insomnia non nova, sed nove)

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Dnia, o którym będzie mowa Inglot wstał o swej stałej porze i od razu wyszedł na balkon, żeby podlać pelargonie. Nazajutrz zmarł.

{i}Śmierć nadaje piękno życiu. Tylko sztuczne kwiaty nie umierają.{/i} {u}Małgorzata Musierowicz{/u}

Wszystko zaczęło się o 5.58, kiedy Inglot kończył podlewać pelargonie. Właśnie zapinał rozporek, gdy usłyszał głos z piekła rodem, w czym akurat nie było niczego dziwnego, gdyż Inglot mieszkał na Helu. Ów głos należał do sąsiada z dołu, który rzekł ze stoickim spokojem co następuje:

- Jeżeli jeszcze raz nasika mi pan na głowę, zabiję pana oraz pana rodzinę.

Inglot, nie w ciemię bity, odparł równie spokojnie:

- Nie mam rodziny.

A później wrócił do swojego małego mieszkania i zrobił sobie śniadanie. Śniadał zwykle przy stole kuchennym, co było o tyle wygodne, że wszystkie resztki ze stołu mógł wyrzucać bezpośrednio przez okno, w którym nie było szyby odkąd sąsiad z dołu zbił ją kamieniem. Inglot zjadł ze smakiem kilka jajek na twardo, parówki i chleb. Jogurt nie smakował mu, więc zostawił ponad połowę w plastikowym kubku. Gdy skończył, jednym szybkim ruchem pozbył się resztek ze stołu. Po chwili usłyszał głos z piekła rodem:

- Jeżeli jeszcze raz obryzga mi pan parapet jogurtem, skorupkami od jajek, skórkami od chleba i folią po parówkach, zabiję pana oraz pana rodzinę.

Inglot odparł natychmiast:

- Wspominałem już panu, nie mam rodziny.

Po śniadaniu Inglot zwykł tańczyć. W tym celu włączył radio; nie musiał podgłaśniać, regulator od lat był zepsuty i ustawiony na maksymalną głośność. Akurat puszczali „Daddy Cool”, więc Inglot ucieszył się, ponieważ piosenka ta przypominała mu nieżyjącego ojca, który zwykł przychodzić do pokoju synka, gdy ten jeszcze był mały i uczyć go anatomii, co wyszło mu później na dobre, gdyż w szkole był świetny z biologii. Inglot tańczył ponad godzinę, mimo że następne piosenki nie były już zbyt przebojowe, a później wyłączył radio. W tym samym momencie usłyszał wieloryby do drzwi. Przepraszam – walenie.

- No i co się pan tak tłucze? – zapytał Inglot sąsiada z dołu, otwarłszy drzwi. - Ja się tłukę? – zdumiał się szczerze sąsiad. - No przecież nie ja.

Sąsiad przez chwilę wydawał się zbity z tropu, po chwili jednak odzyskał równowagę umysłu.

- Jeżeli jeszcze raz... – zaczął, ale Inglot niezbyt taktownie mu przerwał: - Dobra, dobra – i zamknął drzwi.

Kwadrans później nasz bohater mył się nad wanną, a że wszystkie rury w łazience miał dziurawe, jak co rano zalał sąsiada. Nie zważając na krzyki i groźby z dołu (w tych nowych blokach naprawdę słychać między piętrami każde pierdnięcie), Inglot ubrał się i wyszedł z domu. Schodząc po schodach, piętro niżej natknął się na swojego przykrego sąsiada, który czekał na niego z siekierą.

- No i co pan z tą siekierą? – zapytał bez większego zainteresowana i biorąc po trzy schodki na raz zbiegł na dół.

Ruszając samochodem niechcący zahaczył o wóz stojący obok, a należący wiadomo do kogo. Sądząc po stanie obu pojazdów nie był to pierwszy raz.

Dzień upłynął Inglotowi spokojnie. W pracy nie miał zbyt wiele pracy, a po pracy poszedł zjeść obiad na mieście. Po obiedzie zjadł deser. Po deserze poszedł się trochę przespacerować. Po spacerze

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Orra Dramma (Insomnia non nova, sed nove) — czytnik · opowiadania