Inne · 8 min czytania
OSKAR DLA WSI JAKAĆ
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Harrison Ford uśmiechnął się i opuścił kopertę z nazwiskiem zwycięzcy. -The winner is… W barze „Pod Brzozą” zapadła nieznośna cisza. Po chwili padło pytanie i krótka odpowiedź. -Czego nie czyta? -Stul pysk Władek!
Harrison Ford jeszcze raz spojrzał w stronę publiczności. W tej samej chwili w całej Jakaci zgasło światło. Stary Kurka zaklął. -Skurwysyny wyłączyli. Elektryki w dupę kopane. Mówiłem, że flaszkę zawieźć, będzie spokój. Zawsze jak jest wesele, to najsampierw starszy drużba bierze parę butelek, coś na ząb i sprawę jak trzeba załatwia. Ktoś przyniósł świeczkę. Inni wyciągali papierosy, trzaskały zapałki. Zrobiło się jaśniej. -Co wy Kurka pleciecie – żachnął się Jóźwik. – Skąd do cholery elektryki mogli wiedzieć, że nasz Roman w Holyłódzie był nominowany. -One wszystko wiedzą. –Kurka machnął ręką – Z nimi nie warto zadzierać. – O ślubach wiedzą, pogrzebach, chrzcinach, co tam gadać, że tego nie wiedziały. W gazecie stało nie raz, że Roman Piotrula urodzony we wsi Jakać ma dostać tego…jak mu tam…no. -Oskara. -No. To elektryki gazet nie czytają? Siedzą se, pierdzą w stołki i z nudów wszystko czytają. -A wczoraj to i na Polsacie podawali – krzyknął ktoś z końca sali. I mówili, że Roman urodzony w Jakaci Małej, jest zaraz po Wajdzie drugi nominowany. -Gówno prawda! Jak w Małej, jak w Dużej – krzyknął Siwek. -Ja słyszałem – podniósł się Bielik – Sam Lis to mówił. Jak bum cyk cyk. Roman Piotrula urodzony czterdzieści sześć lat temu w Jakaci Małej. Tak powiedział. -Oj Durny ty Bielik jesteś, durny. Tak powiedział jak mu napisali. Myślisz, że w telewizji to z siebie mówią? Ekran mają i z ekranu czytają. Przecież każdy głupi wie, że po prawej stronie drogi jest Jakać Mała, a po lewej Duża. A gdzie stoi dom Piotrulów. -Dom po prawej, ale stodołę mają za drogą. – zaśmiał się Bielik. -Romek nie kot, żeby się w stodole rodził. Kiedy zapaliło się światło na ekranie telewizora ukazała się skąpo ubrana latynoska. Nie było głosu, ale wszystko wskazywało, że śpiewała. -Ot, blać jakąś nadają, zamiast naszego Romka. My tu od trzech tygodni czekamy, baby różańce po nocach odmawiają, a te czarną niemowę puścili. Właściciel baru przeciskając się między krzesełkami ruszył w stronę telewizora. -Czekaj Janusz, może co powiedzą. -Jak powiedzą, jak głosu nie ma. Telewizor się zepsuł. Jutro w gazetach będzie napisane, a tak po prawdzie to co za różnica dostał czy nie dostał. Ważne, że nominowany, nie? -E, to nie to. Nominację to może byle łajza dostać. Słyszałem od szwagra, że tam w Ameryce co trzeci to do czegoś nominowany, taki naród mają zdolny. -To co Bielik, znaczy, że nasz Roman jest byle łajza? -Ludzie – stary Kurka uniósł się z trudem i wysapał. – Na co się kłócić? Czy Roman z Małej czy z Dużej, ważne, że z Jakaci. Papież mówił, że mamy być jednością, mówił tak czy nie? Oczy wszystkich skierowały się na ścianę. Obok krzyża wisiało zdjęcie papieża okryte żałobnym kirem. Nieco wyżej wielki portret Romana Piotruli. Znów zapadła cisza. W milczeniu patrzyli na kolejne nominacje. Ci, co jeszcze mieli co, pociągali z kufli. Bielik chwiejnym krokiem ruszył do baru i wskazał na kranik. -Duże, żeby nasz Roman z Oskarem na Jakaci łono powrócił. -A ja wam mówię, to nie będzie już ten sam Roman – odezwała się Klimkowa. Poprawiła chustkę i podchodząc pod samą ścianę przyglądała się i mówiła – Dostanie czy nie dostanie, już mu ten Holyłód w głowie zawróci. Ja to na te gale patrzeć nie mogę. Nasz Romuś samotny, a te kurwy tylko czekają. Cycki na wierzchu, tyłkiem ruszają jak dziewki na zabawie. -Co sami byście chcieli? – zadrwił Nowakowski. – Czemu nie, ciepła wdówka z was jeszcze Klimkowa… -Poszedł won.…