Fantastyka · 10 min czytania
Oskar - rozdział I
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Jak się czuje mój ojciec, doktorze? - Przykro mi to mówić Oskarze, ale jest z nim co raz gorzej... Nie widzę już nadziei. Rana jest nie do zszycia, a niedawno wdało się zakażenie. Teraz jedyną radą jest ulżyć Robinowi w cierpieniu. Oskar zapłakał cicho. Nie mógł uwierzyć, że najwaleczniejszy człowiek w całym Tosantium, dowódca przybocznej straży króla Tonara umiera. Nagle usłyszał cichy głos dochodzący z sąsiedniej izby. - Oskarze, podejdź do mnie, proszę. Chłopak otarł mokrą od łez twarz i podszedł do Robina. Ujrzał barczystego i umięśnionego mężczyznę w średnim wieku, o blond włosach i ciemnozielonych oczach, wyniszczonego jednak przez postępującą chorobę. Oczy miał zapadnięte, twarz trupiobladą, usta wykrzywione w grymasie bólu. Był na skraju wyczerpania. Oskar pamiętał ojca jeszcze za czasów jego świetności. Znany, podziwiany, uwielbiany przez kobiety. Jednak ciągle wierny swojej pięknej żonie – Eleanor. Ją Oskar pamiętał jak przez mgłę – stracił ją, gdy miał zaledwie cztery lata. Ojciec bardzo przeżył jej śmierć, zaniedbał syna, gospodarstwo. Jego najważniejszym celem w życiu była ochrona Tonara. Nie odstępował go na krok. Bez skrupułów zostawiał Oskara samego w domu, „ucząc go samodzielności” jak mawiał. Nie oznaczało to, że nie kochał swojego syna – wręcz przeciwnie. Chciał go uchronić przed niebezpieczeństwami, które na niego czyhały, kiedy tylko byli razem. Był także drugi powód unikania syna – był on bowiem tak podobny do matki, że Robin za każdym razem, gdy go zobaczył, przypominał sobie swoją utraconą miłość. Chłopak odziedziczył po Eleanor kruczoczarne włosy i nieco dziewczęce rysy twarzy. Jednak Robin był ostatnio skazany na przebywanie z synem, bowiem młodzieniec stale się nim opiekował. Był mu za to bardzo wdzięczny, lecz zdawał sobie od początku sprawę, że wysiłek młodzieńca idzie na marne. Wiele razy był na wojnach i widział takie rany – nikt nie przeżyłby z brzuchem przebitym na wylot dłużej niż tydzień. Chłopak wzdrygnął się na widok obrażenia i spojrzał ze smutkiem na ojca. - Synu, wiem, że zostało mi niewiele czasu. Dlatego muszę powierzyć ci pewną tajemnicę. – tu chwilę przerwał, łapiąc oddech. Było mu wyjątkowo ciężko. Rana zaczęła obficie krwawić, jednak Robin nie zwracał na to uwagi. Po chwili zaczął mówić – Wiesz o tym, że służba królowi to wielkiej wagi przywilej. Wiąże się on jednak z ogromnym zagrożeniem. Musisz zdać sobie z tego sprawę, ponieważ po mojej śmierci Gwardia przyjmie cię w swe szeregi. Oskarowi zaschło w ustach. Zapiszą go Królewskiej Gwardii? To niemożliwe! Do tego potrzebne jest doświadczenie, odwaga i bezwarunkowe oddanie Tonarowi. Najbardziej zniechęcało go to ostatnie – znienawidził go przez ciągłe odbieranie ojca na nikomu niepotrzebne „misje”. Wyjeżdżał przecież także w czasie pokoju, nikt nie wiedział, w jakim celu Poza tym chłopak nie chciał żyć w ciągłym strachu przed nadchodzącym dniem. Był tchórzem – nie mówił tego ojcu, ale podczas jego nieobecności przebywał u staruszki Marine, która mimo tego, że była głucha i niedowidziała na prawe oko, dotrzymywała mu towarzystwa opowiadając o jej klaczy(która zmarła już dawno temu, ale Marine nadal przynosiła jej do stajni marchewki). Jak więc on, z zajęczym sercem, ma wyruszać na śmiercionośne wyprawy? Robin widząc przestraszoną minę syna powiedział: - Nawet w chwili śmierci mnie zawodzisz synu... Wstąpienie do Gwardii jest wielkim przywilejem i honorem, a nie przykrym obowiązkiem. Przyrzeknij mi coś. – mężczyzna złapał ostatkiem sił Oskara za rękę – Nieważne, co się wydarzy, jaką dostaniesz misję, cokolwiek rozkaże ci Rada, zgódź się. Oskar zawahał się przez chwilę, jednak widząc jego twardy i nieustępliwy wzrok, powoli a potem bardziej zdecydowanie pokiwał głową. Robin uśmiechnął się. Wiedział, że jego syn zawsze dotrzymuje słowa. Zadowolony położył się wygodniej na posłaniu i zamknął oczy czekając na śmierć. - Nie! – krzyknął Oskar. Ale było już za późno. Chłopiec na drżących nogach wyszedł z pokoju. Udał się na malutki ganek i usiadł na najniższym schodku. Schował twarz w rękach, ale nie mógł uronić ani jednej łzy. W środku czuł pustkę. Ogromną, bezbrzeżną pustkę. Nic go nie obchodziło, co tam jakaś Gwardia i król Tonar – to nieważne! Stracił ojca, który zawsze był jego autorytetem, jednak chłopak wiedział, że nigdy nie upodobni się do niego. Zawsze pozostanie małym chłopcem czekającym z utęsknieniem. Smutno popatrzył na krajobraz roztaczający się przed nim – szeroki gościniec biegnący przed jego domem, a za nim mała łąka na skraju starego lasu, w którym często polował Robin. Niedaleko malutki strumyk, płynący obok polnej, prawie zarośniętej, dróżki. Oskar…