Psychologia · 4 min czytania
Oślepiające światło nadziei
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
-Jestem spragniony… bardzo… tak bardzo chcę zaspokoić moje pragnienie. Pragnę tego, lecz za każdym razem nieprzenikalna bariera blokuje mi drogę… Ma pokrwawiona dusza stara się przez nią przebić… nadaremnie raz po raz wysilam starania, które kończą się coraz boleśniejszym upadkiem… nie wiem jak długo wytrzymam… widzę przede mną cel moich pragnień, lecz nie widzę sposobu by dotrzeć nań… sama świadomość, iż to czego pragnę jest nieosiągalne jest dla mnie bolesne… nie… to nie jest bolesne… to nic nie boli… mnie nic nie boli… wypełnia mnie pustka… A ja tylko pragnę uczuć…
Zapewne była to jedna z najdłuższych przemów tej osoby. Całe życie cichy, spokojny i nieśmiały. Przez 16 lat swego życia samotny i opuszczony. Przez nikogo nie zaczepiany, nikomu nie wadzący, wręcz niewidzialny. Po prostu nikt. Niewielu można znaleźć takich osób. Nie był uważany za frajera, nie był zaczepiany przez osiłków. Nie był nie lubiany, nie był wyśmiewany. Zagubiony w społeczeństwie starał się odszukać swoje miejsce. Każda próba zaprzyjaźnienia się z rówieśnikami kończyła się fiaskiem. Pochodził do tego entuzjastycznie, lecz po krótkim czasie tracił zapał i zagłębiał się za swoją skorupą.
Mieszkał w mieszkaniu socjalnym wspólnie z matką. Jego życie rodzinne także było tragiczne. Ignorowany przez matkę alkoholiczkę, musiał radzić sobie sam. Wielokrotnie musiał zbierać złom i puszki, by zapewnić sobie coś do jedzenia. Matki alkoholiczki najczęściej nie było w domu. Prowadziła się po okolicznych melinach, na bacząc na syna. Chłopak czasem zastanawiał się, czy „ta kobieta” pamięta chociaż o jego istnieniu.
Dnie spędzał na czytaniu książek, wykonywaniu czynności domowych i włóczeniu się po okolicy. Będąc nikim, był…