Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Wakacje · 9 min czytania

Ósmy dzień wakacji

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

W pokryty eternitem dach stukał deszcz. Był to jednostajny usypiający szum. Leżał na posłaniu, które stanowiło wierzch od tapczanu. Na stryszku nad letnią kuchnią, było ciepło i pachniało przyjemnie, świeżo heblowanymi deskami. Odpoczywał i należało mu się to. Praca przy budowie domu jest mimo wszystko wyczerpująca. Leżał i liczył tyknięcia wiszącego na ścianie starożytnego zegara z kukułką. Trzydzieści pięć równych i jedno krótsze, zupełnie tak jakby zegar utykał. Mechanizm był bardzo stary i mimo starań, nie udało mu się zdobyć odpowiedniego koła wychwytowego. Musiał więc naprawić stare. Koło ma trzydzieści sześć zębów, po przetoczeniu i wypiłowaniu okazało się że jeden jest i tak odrobinę za krótki, dlatego zegar „kulał”. Liczył by uwolnić umysł od dokuczliwych myśli, ale te, natrętne wracały. A szczególnie te o samotności. Taki wredny, cichy głos szeptał mu wewnątrz czaszki, że coś z nim jest nie tak. I było. Bo jak się ma prawie trzydzieści lat i żyje bez kobiety, to coś jest chyba nie w porządku. Myślał o tym, jak o pewnym błędzie programowym. Że musi po prostu czegoś nie wiedzieć. Czegoś, co w samej rzeczy nie jest trudne, robią to przecież tysiące facetów, tylko trzeba na to wpaść. Taki kluczyk do kobiecej duszy. No bo jak to do cholery rozumieć, miał sporo pięknych znajomych i przyjaciółek, niektóre nawiasem mówiąc wykorzystywały go bez żenady a z żadną z którą próbował nie udawało się przekroczyć, tej dość przecież wąskiej i płynnej granicy między przyjaźnią i miłością. Zaczynał się więc bać, bo trzeba było coś z tym zrobić i to w miarę szybko. Starokawalerstwo jakoś bowiem mu się nie uśmiechało. Do tego rodzina wcale sprawy mu nie ułatwiała, bywali zrzędliwi, nadopiekuńczy a czasem zestresowani jak arabscy terroryści. Do tego robota w szkole, która go zwykle dobijała, budowa na którą brakowało pieniędzy i dodatkowe studia które by się przydały. Czasem myślał żeby rzucić to wszystko w cholerę. Na dodatek ostatnia sprawa. Przepracował dziesięć zafajdanych lat, jako chędożony „wielki nieprzekupny” a na końcu tego roku „sprzedał duszę diabłu”. Diabłem była dość cwana i wredna facetka od matematyki. Umówili się, że „trzy za jedną”. Znaczy on przepuści trzech gości z klasy matematyczki a ona w zamian poprawi jego znajomą. Wyszedł na tym, jak przysłowiowy Zabłocki na mydle. Nie dość, że robił to zupełnie za nic i to nawet nie bardzo znał tą dziewczynę, ot rozmawiał z nią parę razy na korytarzu i to wszystko, to jeszcze matematyczka, wredne babsko i tak koniec końców usadziła dziewczynę i to w czwartej klasie technikum. Wkurzył się paskudnie, nie powiedział na to słowa. Stwierdził, że i tak dopadnie wiarołomną wtedy kiedy będzie najbardziej potrzebować pomocy. W sumie jednak szkoda było dziewczyny, przeniosła się na ostatni rok do innej szkoły. Dziś był ósmy dzień wakacji a myśl o tym, jak pozwolił najpierw owinąć się dookoła palca jakiejś, w sumie, smarkuli a potem wystrychnąć na dudka zwyczajnej matematyczce, paliła wstydem. Mruknął pod nosem dość pospolite przekleństwo. Zegar zatrzeszczał i zabrał się kukać oraz wydzwaniać godzinę jedenastą. Na dole stuknęły drzwi. Najpierw wejściowe, potem pomiędzy kuchnią a warsztatem. Zdziwił się. Zapalił lampkę nocną zrobioną niegdyś z wielkiej lampy od wzmacniacza. Pokój zalała złota, ciepła poświata. Na dole zapikała wyłączana centralka alarmowa. Odprężył się, kod znali tylko domownicy. Na schodach rozległy się kroki, ktoś zapukał do drzwi. Zdziwił się po raz drugi, domownicy nie mieli w zwyczaju pukać. - Otwarte – powiedział i osłupiał. W niskich drzwiach stała dziewczyna, ta sama dla której „zaprzedał duszę”. Woda kapała z przemoczonej, polarowej bluzy. - No cześć – powiedziała, zdejmując ciężki od deszczu kaptur – Ale leje. Przemokłam do nitki. Utracił na chwilę zdolność mówienia a nawet logicznego myślenia. Usiadł na łóżku. W bokserkach i rozwleczonej podkoszulce z dziurami powypalanymi kwasem musiał wyglądać żałośnie. - Pozwolisz mi tu zostać? – spytała, mrużąc te swoje niebieskie oczy – Przecież nie wyrzucisz samotnej dziewczyny na taki deszcz. - Aaa... Oczywiście. – odzyskał mowę – Pójdę, przyniosę ci coś do wytarcia. Zbiegł po schodach. W letniej kuchni zatrzymał się na chwilę dla zebrania myśli, policzył od

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Ósmy dzień wakacji — czytnik · opowiadania