Inne · 8 min czytania
,,Ostatni do domu"
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
O kurwa! – powiedziałem, oblewając się kawą. Ok. dwóch minut później dowiedziałem się, jak szybko można się ubrać, spakować i pokonać prawie 10 pięter. Czterdzieści minut – na dojechanie i kupienie biletu. W zimę. W sobotę. Wiedziałem, że mała szansa na zmieszczenie się w czasie ale i tak coraz szybciej pędziłem na przystanek autobusowy.
-Chyba jednak trochę się spóźnię....Tak, jestem ale dupki przesunęły widocznie ten pociąg o godzinę do przodu....Nie, po prostu sprawdzam go dziś i zamiast 13.30 widzę 12.30....No....Dobra, zobaczę. Do zobaczenia wieczorem, pa.
Jest autobus, to już połowa sukcesu. Po kwadransie jednak zauważyłem, że jeśli zajmuje mu 15 minut wyjechanie na główną ulice, te dwie trzecie godziny to jednak za mało. Trudno - pomyślałem. – Później będę kombinował.
Nie sądziłem, że na dworcu będzie jeszcze zimniej. Przecisnąłem się przez tłum gapiów pod rozkładem jazdy. Cholera, faktycznie 12.30, spóźniłem się tylko 5 minut. Przysiadłem na kamiennych schodkach pod filarem i zacząłem się rozglądać. Lubię to. Obserwować ludzi. Ale nic odkrywczego nie zauważyłem. Ok. 15 poniżej zera. Długie kolejki po bilety, zmęczone twarze z kubkami kawy patrzące zza szyb na główny zegar, pędzące sylwetki, zaczepiające wszystko i wszystkich wokoło swoimi bagażami. Dodajmy do tego żebraków ustawionych po bokach wszelakich przejść, dzierżących przed sobą dzielnie, niczym rycerze swoje miecze, plastikowe kubki. Oto mamy obraz głównego dworca w wielkim mieście, w sobotnie południe.
Część 22 / 2
Opuściłem dworzec i udałem się na drugą stronę ulicy, na przystanek autokarowy. Szybkim krokiem podszedłem do okienka z informacją.
-Jak to 17.20? Przez cały dzień nic wcześniej nie kursuje? -Może i kursuje, ale to niech pan sprawdzi na słupkach, u prywaciarzy. Nr 15 i 16.
Ok. O 14.05 jest bus. Jeszcze 3 kwadranse. Usiadłem na ławeczce, rozglądając się po przystankach, jakby w poszukiwaniu rozrywki na ten czas. Przede mną tłoczyła się mała grupka czekających na swój transport. Żadnej studentki wracającej do domu na święta? Grupce rozmawiających po lewej facetów przeszkodził nagle mały kształt. - Nie – powiedział jeden z nich, odprawiając dzieciaka do następnej osoby. Do mnie. Nie cierpię tego. Nie dlatego, że nie lubię biedaków. Tylko uczucia żałości. Szczególnie kiedy to brudny czterolatek, z karteczką w jednej dłoni i monetą w drugiej. Swoją drogą, ciekawe czy właśnie tyle brakuje jego ojcu do następnej butelki? Niech żyją przesądy i stereotypy. Popatrzyłem na niego przez chwilę. Widocznie zbyt krótką bo zbyłem go mechanicznym ,,Sorry mały”. Odetchnąłem, od razu odszedł, szarpiąc za ręka w kogoś innego. Teraz mogłem skupić się na swoim problemie. Czułem jak wszyscy wbijają mi noże w plecy, mimo że nikt się nie szarpnął na żaden gest. Zawróciłem w stronę budynku, mieszczącego główny hol, mijając budkę ze słodyczami i bułkami. Nie mogłem znaleźć wzrokiem dzieciaka-skarbonki. Ty dupku, pomyślałem sobie. Ławka i trochę wyższa temperatura, wiele do szczęścia nie potrzebowałem. Podobnie jak Ci w pomieszczeniu. -Dzięki – powiedziałem do siedzącego obok mnie chłopaka, odsuwającego swoją torbę sprzed wolnego krzesełka. Sprawdziłem jeszcze raz godzinę i zacząłem obserwować. To samo co na dworcu głównym, tyle że mniejszy ruch i pośpiech. Po mojej lewej – młoda dziewczyna przy kości. Jednak też o mało korzystnie wyglądającej twarzy, więc nie było mi jej szkoda. Spojrzałem w prawo, na tego który zrobił mi miejsce swoją torbą. Nawet nie drgnął, gapiąc się na swoje nogi, z rękoma założonymi wysoko.
Zacząłem przyglądać się ładnej, młodej brunetce siedzącej naprzeciwko mnie. Podłapała niepewnie spojrzenie. Przeniosłem wzrok na osobę obok niej. Gruba kobieta, o równie ogromnej torbie na kołkach (no jakże by inaczej) spoglądała na mnie spode łba, niezadowolona z faktu, że pewnie uprawiam mentalny seks z jej córką. Brunetka po chwili oddaliła się w stronę