Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 11 min czytania

Ostatni książe

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

To dobry dzień na śmierć – powiedział do towarzyszy Brzytwa, wsiadając na konia. Chłopak był dobrze zbudowanym młodzieńcem o kruczoczarnych włosach i błękitnych oczach, co błyszczały jak dwa rzadkie kamienie topazu, w blasku rażącego słońca. Dobry panie! – odrzekli jednocześnie żołnierze w stalowych, pordzewiałych zbrojach. Pogoda była słoneczna, niebo błękitne, ale dobre oko mogło w oddali ujrzeć nadchodzące czarne chmury. Czekali. Czas jednak im się nie dłużył, wiedzieli, że ich los jest już przesądzony. Atropos, córka Zeusa za chwile przetnie nici... Nie mieli nic do stracenia, prócz swego parszywego życia. Zobaczyli światła pochodni, niczym ognisty wąż, wędrowały przez zbocze doliny rzeki Odry. To Pyton! - krzyknął jeden z generałów – panie, nie mamy szans ze smokiem. Ponosi cię wyobraźnia generale Stalowej Ręki – spokojnym głosem mówił Brzytwa – przyjrzyj się dokładnie, to nie istota z księgi, a horda naszego wroga zbliża się do bram naszego miasta. - Ruszę razem z konnymi, zaraz po salwie z łuków. Strzelajcie dopiero, jak będą już całkiem blisko, zajmijcie pozycję na murach i wieży. W imię Bachusa, nie opuszczajcie murów, dopóki nie sforsują bramy. Wtedy wycofajcie się do twierdzy. Rozumiem panie – odrzekł generał wyciągając wielki stalowy, obusieczny topór. - Niech śmierć nie będzie dla ciebie lekka panie! Niech śmierć i dla ciebie nie będzie łaskawa generale! - roześmiał się młodzieniec. Chłopakowi oczy zabłysnęły, myślał już tylko o walce. Urodził się w Zielonej Górze, sto lat po wojnie o zasoby naturalne, Po której ludzkość cofnęła się do czasów średniowiecza. Nowoczesne miasta otoczyły się murami warownymi, a dzieci zaczęto szkolić na wojowników, zgodnie z księgą wojny, którą sporządzili budowniczowie murów. Brzytwa był najsilniejszy spośród rówieśników, ale to za sprawą swego sprytu, został obrany wodzem, księciem Thalloris (tak młodzi nazywali twierdzę w Zielonej Górze). Historia, którą wam opowiem, dzieje się na Dolnym Śląsku. Śląsk, jako królestwo węgla, atakowany był przez swych braci z północy. Rada starszych postanowiła się bronić. I w taki oto sposób, ziemie województwa lubelskiego, oderwały się od reszty kraju, tworząc kilka oddzielnych księstw. Najpotężniejszą warownią stała się Thalloris. Jej mury sięgały prawie dwudziestu metrów wysokości. Forteca przypominała Zamek w Malborku, ale była bardziej szara. Żelbetonowa budowla nie sprawiała wrażenia tak okazałej, za to była niemalże nie do zdobycia. Przynajmniej dopóki, nie nawiedziły miasta hordy kosiarzy Padavala, księcia Wielkopolski, dla którego węgiel, był cenniejszym surowcem od złota, srebra, a nawet stali. Jego lud nie da rady przeżyć kolejnej zimy. Wycieli już drzewa, zmietli torf, nie było już w księstwie, ani jednego drewnianego mebla. Wszystko strawił ogień. Kosiarze Padavala, przekroczyli granice południowych księstw, paląc i rabując po drodze każdą napotkaną osadę i miasto. Do ostatecznego zwycięstwa, pozostało im już tylko pokonać Brzytwę i jego waleczny lud. Kilku tysięczna armia, stanęła pod murami miasta, które broniło pięciuset wojowników i stu ciężkozbrojnych rycerzy. Panie? Jazda! - krzyknął wódz, ruszając na spotkanie śmierci. Konnica wbiła się klinem, w maszerujących piechurów Padavala. Thallorisianie wywijali toporami na wszystkie strony. Kosiarze widząc szarżującą kawalerię, poczuli wielki niepokój. Szał bojowy Brzytwy i jego ludzi budził strach i respekt. Książę Padaval, stał niewzruszony. Różnił się od swoich wojów. Nad porywczość przekładał ostrożność i sądził, że zwycięstwo przyniesie mu rozważna taktyka. Podniósł miecz w górę, dając znak łucznikom. Na niebie zaroiło się od gradu strzał. Jazda nie miała żadnych szans. Przebite ciała żołnierzy usłały pole bitwy, przykrywając zieloną od trawy łąkę. Przyciągnięto ciało Brzytwy przed obliczę zwycięscy. Widzisz bluźnierco, trzeba było oddać hołd Wielkopolsce – rzekł Padaval, stojąc nad konającym księciem. Idź na zamek... Tam czekają... aby wbić twoją głowę na włócznię i powiesić ją przed bramą... - powiedział wódz i skonał dusząc się własną krwią, tryskającej z przebitej strzałą szyi. Pokonaliśmy Brzytwę i jego sławną jazdę, czas położyć kres temu niedorzecznemu królestwu! - wrzasnął zwycięski monarcha i ruszył w pierwszym szeregu do ataku. We mgle trudno było dostrzec obrońców miasta. Co prawda wielki mur widoczny był już od dobrej godziny, ale ponure miejsce i wisząca burza sprawiały, że kosiarze poczuli się bardzo nieswojo. Katapulty zaczęły wyrzucać zwłoki zwierząt. Dziesiątki pozarzynanych psów i kotów lądowały przed stopami maszerującej armii wielkopolskiej. Chwilę późnej wystrzelono z twierdzy kilka rac, które zapaliły olejową maź wokół najeźdźców. Widząc jednak, że kosiarze prą dalej do przodu, otworzyły się cztery okna piwniczne, a z nich wybiegła chmara palących się żywym ogniem świń. Zwierzęta przerzedziły szeregi okupantów i wtedy wypuszczono z zamku wściekłe psy. Nie tego już za wiele! - krzyknął jeden z żołnierzy i zaczął ratować się ucieczką, przed rozwścieczoną psią hordą. Stój głupcze! - krzyknął Padaval, ale widząc że żołnierz nie posłuchał, wyjął za płaszcza karabin i wystrzelił w plecy dezertera. - Każdy kto spróbuje ucieczki, skończy tak jak Robal! Z murów wyleciały setki ognistych strzał. Położyły pierwszą kolumnę, na śmierdzącą odorem rozkładających się zwierząt ziemię. Padaval stracił już połowę armii. Miał jednak jeszcze jednego asa w rękawie i zamierzał go wykorzystać, właśnie w tej chwili.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%