Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Aktualności · 11 min czytania

Ostatni lot

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Taksówkarz w rozterkotanej Fabii nieco się zagalopował, minął właściwy zjazd, ale nie złapał się za głowę, tylko stwierdził, że pojedziemy ciut dalej, ale za to spokojniejszą trasą. Dopytując się o lot, dokąd, z jakiej okazji, skupił się jednak na opowiadaniu o tym, że właśnie wrócił z wycieczki do Francji.

- Paryż jest drogi, a na wieżę Eiffla wjechaliśmy za 14 euro. Taniej można by było wejść o własnych siłach, ale kto by tam chciał się męczyć ? – zagadnął retorycznie.

- Palą państwo?

-Na szczęście nie – odpowiedziałaś. - A ja sobie pozwolę.

Kierowca uchylił szybę, sięgnął do skrytki po paczkę papierosów i wyciągnął jednego z czterech równo skręconych …jointów.

Mijaliśmy rozkopane śródmieście, usypane hałdy piachu i ziemię machającą nam na pożegnanie spod siermiężnych gąsienic spychaczy. Nad przebudową zaczynało wznosić się blade warszawskie słońce. …

Hala Okęcia – na pierwszy rzut oka jak pomarańczowe morze nie do przejścia. Stanęliśmy w niewielkiej kolejce, zbyt przejęci i odlegli, żeby raptem znowu stać się sobie bliscy. Obserwowałem ów pątniczy lud szukający lepszego skrawka ziemi, ty zwyczajnie poprawiałaś załamanie na krzywo postawionym kołnierzu w bluzie.

Kiedy przyszła kolej na nas, powierzyliśmy się sympatycznej blondynce, która przeżuwając kęs jabłka, z uśmiechem poinformowała nas, że jest dziś w zastępstwie i troszkę się gubi.

- To co my mamy powiedzieć? To będzie nasz pierwszy lot…

- Naprawdę? – dziewczyna omal nie zachłysnęła się wyciekającą śliną i sokiem z owocu. No to na pewno będzie udany – zdążyła wykrzyknąć, zanim siorbnęła to co wydobyło się przez usta i po chwili zniknęło wraz z naszym wpatrzeniem w ciemnej otchłani gardła.

Przechodząc w butach lub boso przez wszystkie strefy, wykazując sporo intuicji i biorąc za przewodników każdego kogo zobaczyliśmy, pozdrowiliśmy, uświadczyliśmy uśmiechem, nie popełniliśmy ani jednego błędu.

…

Ja – odszczepieniec, stojąc po pas w wodzie, obserwowałem przelatujące wysoko samoloty i żółtą melancholijnie zanikającą smugę za ich ogonem. Domyślałem się najgorszego, że tak znika czas, znikają ludzie, odlatują do nowego świata, gdzie nie ma snu ani śmierci. Jest tylko wieczór, czynne do odwołania restauracje, przepełnione chodniki, a na nich rozerwane pary kobiet i mężczyzn, które jakimś cudem się odnajdują i pragną siebie kupić, oddać, całować. Smugi spalin i skojarzeń rozwiewały się szybko. Gdzie znikały? Czy w tej nieujarzmionej i nieodkrytej przestrzeni zwanej chao – kosmo- sem? Nie potrafiąc dać żadnej odpowiedzi, dałem nura pod wodę.

…

Weszliśmy przez rękaw do jakby przyciemnionej, wąskiej, klaustrofobicznej kajutki. Usiedliśmy i czekaliśmy na pozostałych, aż wejdą poupychają swoje bagaże i też się rozsiądą. Naszym całym bagażem podręcznym był aparat. Zdjęcie mojej źrenicy wywołałoby strach. W każdej sekundzie wspominałem moment, kiedy stoję po pas w wodzie i za chwilę mam dać nura. A teraz niby jakaś siła ma sprawić, że zostanę z niej wyciągnięty, niczym węgorz między szuwarami z szurającym o dno brzuchem.

Jak i kiedy musiały zadziać się te wszystkie rzeczy abym mógł siedzieć tu przy tobie i mimo wszystko spróbować się wznieść?

Razem mamy się wznieść.

Nagle zrobiło mi się niedobrze. Nie chciałem cię kłopotać, ale czułem, że za chwilę zwymiotuję. Pojawiła się pani i mówiła coś o kamizelkach. Znalazłem papierową torbę. Siedziałaś przy oknie i patrzyłaś na płytę lotniska. Dla odmiany byłaś pełna uśmiechu i jakbyś tonęła w objęciach świata.

…

I w końcu ruszyliśmy. Czułem ulgę i zaczynałem cieszyć się na rychły moment unoszenia. Za to ty zesztywniałaś dotknięta przez strach. Spojrzałem na ciebie, powiedziałem - ale ekstra! Samolot rozpędził się maksymalnie, zdołał wycisnąć ile mógł na ziemi i poderwał się z niej, łagodnie i płynnie. Znaleźliśmy się w powietrzu, a ja doznałem olśnienia.

Pamiętam, że trzymałam się oburącz za podłokietniki i zamknęłam oczy. Udałam się w pustą ulicę. Strasznie się boję, kiedy coś idzie wbrew naturze, pod prąd - również zdrowemu rozsądkowi, bo przecież ludzie nie rodzą się by latać! Czułam lęk taki jak każdy ma w sobie, schowany na dnie serca, którego wyprzeć się nie da z pomocą innych. Lęk, z którym trzeba się oswoić samemu. Na ale ty, olśniony wzlatywaniem nie pomogłeś mi w tym, denerwowałeś mnie nawet. Na szczęście to nie trwało długo, a za szybą mieliśmy czysty błękit, doskonałą widoczność. Jak dobrze, że tonie była noc, bo skonałabym ze strachu.

- Pamiętasz, kiedy już otworzyłaś oczy? Na twarzy malował ci się wyraz przejaśnienia.

- Bo oswoiłam się z tym. Trochę na pewno dlatego, że nie było innego wyjścia, a trochę z racji, że przecież byłam tam z tobą i chciałam wznieść się razem z tobą.

…Strach już odszedł – B.B. King

…

Po chwili mechaniczny, suchy ton głosu kapitana, jakby z nas zadrwił. Nie przejmował się tym, że właśnie wyrwał mnie stojącego po pas w wodzie, a ciebie z tej pustej ulicy, na której spotkałaś się ze swoim lękiem.

- I zdołałam go oswoić.

Płynęliśmy miękko po łagodnym skosie.

Stewardessy spokojnie zaczęły obchód; rozdawały uśmiechy, rozlewały napoje. Nagle samolot…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Ostatni lot — czytnik · opowiadania