Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 24 min czytania

Ostatni seans

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Ostatni seans

- kasa do kierownika …. – głos w walkie talkie naruszył panującą w biurze ciszę. Kierownik spoglądał przez okno wpatrując się w spadające krople deszczu. ‘czy będzie ostatni seans ?’ – Chciał już wracać do domu. Krople miarowo uderzały w szybę. Kap. Kap. Kap. - kasa do kierownika …- kobiecy głos wydawał się coraz bardziej zniecierpliwiony. Sam kierownik zdawał się nie patrzyć na walkie leżące na biurku mówiące damskim głosem Krople nieustannie biły w szybę starając się przebić do środka by znaleźć spokojne miejsce na spoczynek. - kasa do kierownika … - damski głos zachrypiał w walkie. Kierownik odwrócił się i spojrzał na szaro metalową zabawkę leżącą na biurku. Nieważne czy odpowie czy nie, wiedział, że rozpocznie się ostatni dziś seans. ‘ Będę w domu po drugiej w nocy’, pomyślał i podszedł w stronę biurka. Mijając ręką telefon komórkowy, na którym dużą czcionką widać było godzinę (22:45) podniósł szaro metalową zabawkę i równie ochrypłym głosem odpowiedział - słucham Po chwili jakby rewanżując się za brak odzewu damski głos odpowiedział: - mamy widzów na ostatni seans. - para? Mało ważne pytanie. Przy takiej pogodzie jedynym romantycznym miejscem były sale kinowe, które mieściły się w biurowcu w centrum miasta. - tak, para panie kierowniku Po chwili damski głos dodał: - czy mogę zamknąć kasę? - tak, proszę, czekam na panią. Kierownik odłożył walkie i odwrócił się w stronę okna. Krople deszczu nie przestawały uderzać w okno nadając przy tym miarowy odgłos bliski częstotliwości uderzeń serca. Jednak nie serca kierownika. Twardy zaprawiony w bojach ze związkami zawodowymi i samymi pracownikami mężczyzna w średnim wieku spokojnie przyjmował wszelkie skargi klientów umiejętnie wyprowadzając ich z twierdzenia, że mają racje, i skutecznie zarządzał podległą mu załogą. W kręgach znajomych i kolegach po fachu, uchodził za mistrza w swojej klasie. Prowadził wiele osób, pomagając im się rozwijać zawodowo, wypromował dziesiątki zdolnych pracowników na wyższe stanowiska. Sam pozostał kierownikiem, menadżerem, osobą zarządzającą personelem. W kinie pracował od niedawna. Ale dopiero tutaj poznał ludzi, którzy popierali jego hobby. Nie było ich zbyt wielu, ale w porównaniu z poprzednimi miejscami pracy, gdzie rzadko zdarzało się, że mógł się pochwalić swoimi zainteresowaniami, było ich wystarczająco. Niedawno byli nawet razem na koncercie zespołu Metallica. Pukanie do drzwi wyrwało go z momentu zawieszenia, które od czasu do czasu mu się przytrafiało. Potrafił stać nieruchomo i wpatrywać się w jeden punkt przez kilka minut. Później nie mógł sobie przypomnieć tego momentu. Nie potrafił wyjaśnić, o czym myślał lub, co widział. ‘ zmęczenie materiału’ tak sobie tłumaczył to dziwne zachowanie jego samego. - proszę – odezwał się ochrypniętym głosem. Do biura weszła blondynka średniego wzrostu ubrana w białą bluzkę i czarne spodnie upinające jej młode ciało. ‘pierwsza pokusa w pracy zawodowej zaczyna się rodzić w momencie kiedy spojrzycie na tył kobiety a nie prosto w jej oczy’ – tłumaczył młodym adeptom sztuki zarządzania personelem podczas dorocznych spotkań w Szkole Zarządzania Zasobami Ludzkimi na której miał przyjemność wykładać. Od lat nie patrzył na to jak pracownicy wyglądają. Dla niego liczyło się czy są czyści, schludnie ubrani i czy pracują. Nieważne czy pracowałaby u niego Cindy Crawford czy Kylie Minogue. Obydwie mogłyby wylecieć za lenistwo lub nadmierny makijaż. - panie kierowniku – znów zawiesił się na moment - słucham – rzekł wracając jakby z innego świata mając przed oczyma żółtą plamkę, jakby przez kwadrans wpatrywał się w żarówkę. Spojrzał w górę, oświetlenie wykonano z jarzeniówek. Pozostawiłyby na oczach długi wąski znak.. - zmęczony? - słucham? -kierownik jest zmęczony? – zapytała blondynka w białej bluzce z troską w głosie. - troszkę. Dziękuję. – skłamał, w rzeczywistości był trochę spragniony. -chciałabym się rozliczyć i zakończyć zmianę. Do niektórych obowiązków kierownika należało również rozliczanie pracowników pracujących na stanowiskach kasowych. Dzisiaj miał już rozliczonych wszystkich. Oprócz blondynki. - obsługa do kierownika – tym razem męski głos zachrypiał w walkie. Kierownik momentalnie zerwał się do szarej zabaweczki i przycisnął guzik odpowiedzi. - słucham – zwolnił guzik czekając na odpowiedź - kierowniku, ostatni seans właśnie się rozpoczął, wypuściłem już wszystkie sale czy mogę zejść na przerwę? - tak, proszę Odłożył walkie nie ciągnąc dalej rozmowy i usiadł naprzeciwko pracownicy, patrząc jej głęboko w oczy. - ile Pani dzisiaj nam zarobiła? – zapytał nie przestając wpatrywać się w jej duże niebieskie oczy. On wiedział ile powinna. Cztery tysiące dwieście. - cztery tysiące dwieście złotych, panie kierowniku- powiedziała kładąc banknoty przed swoim szefem. - brawo. Kolejne rozliczenie na zero. Dziewczyna uśmiechnęła się i wstała z zamiarem wpisania się na listę obecności. Kiedy on zaczął przeliczać pieniądze, puściła mu jeszcze jeden duży uśmiech. Tym razem kryło się w nim zaufanie, które nieczęsto kieruje się do swoich rodziców. Na pewno każdy pracownik czasami uważa swojego szefa za ojca w swoim życiu zawodowym, lecz nie każdy go kocha. Ona jednak ponownie spojrzała na szefa, myśląc, że on tego nie widzi i ponownie się do niego uśmiechnęła. - proszę jeszcze wyrzucić śmieci z biura – rzucił przelotnie wstając z krzesła by schować odebrane pieniądze do sejfu. - dobrze panie kierowniku – dziewczyna pospiesznie udała się kierunku kosza na śmieci żeby wymienić w nim worek. - będę odwoził Pawła, mogę również wziąć panią, jeśli ma pani po drodze – dobrze wiedział, że ma po drodze, mieszkała przy tej samej ulicy, co Paweł, pracownik, który jeszcze niedawno rozmawiał z nim przez walkie. - poczekam, dziękuję. O tej godzinie zaczynało się robić niebezpiecznie na mieście. Złodzieje, bandyci rozpoczynali od północy swoją pracę nie zważając na stróżów prawa. W gazecie, która leżała na biurku przed kierownikiem pełno było nagłówków typu SKLEP JUBILERSKI OBRABOWANY PRZEZ NIEWIDZIALNEGO ZŁODZIEJA, POLICJA NIE POTRAFI ODNALEŹĆ ZAGINIONYCH LUDZI, czy w końcu STARUSZKA NAPADNIĘTA PODCZAS POWROTU Z OSTATNIEJ MSZY. Rzeczywiście miasto było niebezpieczne o tej porze. - będziemy kończyć koło pierwszej. Może pani pomóc Pawłowi posprzątać, dopisze pani sobie te godziny do rozliczenia. - dziękuję, chyba tak zrobię. Odwróciła się i wyszła z biura. Lubił ją. Ostatnio byli nawet na koncercie zespołu Metallica.

***

- kierownik do Pawła – jakieś walkie na kinie znów odezwało się ochrypłym głosem. - słucham - Paweł zerwał się na nogi w pomieszczeniu socjalnym, z przeświadczeniem, że nadto już przesiaduje na przerwie i powinien wracać do pracy. - proszę nie zapomnieć wypuścić widzów oraz później posprzątać po nich – znów głos kierownika zabrzmiał w walkie. - dobrze, proszę się nie martwić wszystko będzie tak jak zawsze Paweł już był w drodze na drugie piętro gdzie wyjeżdżały schody ruchome. Jednym susem znalazł się przy Sali kinowej nr 6. Tam nadal trwał ostatni seans. Otworzył powoli, starając się nie narobić większego hałasu drzwi za którymi znajdował się wąski korytarz prowadzący na salę kinową. Kiedy znalazł się na tym korytarzu światło momentalnie zgasło. Tym bardziej zrobiło się ciemno, ponieważ na ekranie również było czarno. Sala kinowa żyła filmem. Kiedy świeciło słońce, ona tonęła w brzasku, kiedy świecił księżyc jego poświata owijała pierwsze trzy rzędy. Kiedy strzelano, każdy zastanawiał się czy na następny seans nie wziąć kamizelki kuloodpornej. Miejsce na tej sali było wehikułem. Wehikułem czasu i przestrzeni. O dwunastej w południe widz mógł walczyć u boku króla Artura, przed dziewiętnastą odbywać kolejną misję w kosmosie. Dzisiaj na ostatnim seansie widzowie podróżowali z para zakochanych. Przez Egipt. Zbyt romantyczne. - przepraszam – nagły dotyk wyrwał Pawła z zadumy. Na sali było wciąż ciemno. Na ekranie trwała przecież noc. - proszę pana, gdzie tu jest ubikacja? – dotyk zacisnął się na jego ramieniu. - jak pani wyjdzie z sali proszę się kierować w lewą stronę. Toalety są na końcu holu. Jego oczy momentalnie przyzwyczaiły się do salowego mroku jakby ten dotyk wyzwolił u niego automatyczny przełącznik dzień/noc. Odprowadził ją wzrokiem, wlepiając go w jej uciśnięte dżinsem pośladki. Szczęściarz, pomyślał zerkając na fotele, które zajmują widzowie. W tym momencie zajęty był jeden, centralny. Fotel dla kierownika.

***

Blondynka kończyła sprzątać zaplecze. Paweł się ucieszy, pomyślała. Lubiła go. Byli ostatnio na koncercie zespołu Metallica.

***

Kierownik skończył zliczanie pieniędzy. Zgadza się, odetchnął z ulgą. Pomimo tego że traktował tą forsę jak papierki z monopoly, gdyby brakowało choćby jednego musiałby dołożyć ze swoich, prawdziwych. Zapakował pieniądze do bezpiecznej koperty, oderwał zabezpieczenie i zakleił ją jednym zdecydowanym pociągnięciem dłoni po samoprzylepnym pasku. Wrzucił kopertę do sejfu i zamknął go chowając po tym klucz do skrytki pod biurkiem. Przysunął krzesło w stronę wielkiego okna w które cały czas uderzały krople deszczu. Rozbite, spływające po szybie przywoływały u niego uczucie pragnienia. Zerknął na szafkę. Fuj, tylko gazowana. Odwrócił się ponownie w stronę okna. Po szybie majestatycznie jedna obok drugiej spływały rozbite krople jesiennego deszczu, tworząc przy tym równoległe linie. Jak w matrixie. Odchylił głowę w tył pozwalając jej opaść na miękkie wysokie oparcie fotela. Nadal oglądał geometryczną doskonałość cudu natury. Deszcz, oczyszczająca z grzechów woda, pomyślał zamykając oczy. Otworzył je momentalnie spoglądając na zegarek. Dwie po dwunastej. Wspaniale, jeszcze pół godziny i będziemy wyjeżdżać. Lubił ich. To byli jego pracownicy.

***

W podziemnym parkingu panował półmrok. Miał on trzy poziomy oznaczone od –1 do –3. Strażnicy po północy znajdowali się już tylko na –1. Jeden z nich obchodził ten poziom między stojącymi samochodami zaglądając co jakiś czas na deski rozdzielcze pojazdów. Ten wyciąga 280, pomyślał zaglądając zielone BMW stojące jako ostatnie na trasie jego obchodu. Nagle usłyszał głuchy łomot spadającego przedmiotu uderzającego w ziemię. Odwrócił głowę. W północnej części widać było tylko pasek światła windy zjeżdżającej w dół. Zatrzymała się na poziomie –2.

***

Blondynka weszła do szatni i otworzyła swoją szafkę na ubrania. Sięgnęła po stojący na górnej półce sok. Porzeczkowy. Jej ulubiony. Otworzyła zatyczkę i pociągnęła pierwszy łyk. Słodki. Taki jak lubi. Drugi i trzeci łyk zrobiła na stojąco. Czwarty wlał się do jej gardła kiedy siadała na drewnianej ławeczce. Odłożyła na chwilę pudełko litrowego soku żeby złapać powietrze. Rozprostowała kolana pozwalając głowie opaść na metalowe drzwi sąsiedniej szafki. Zamknęła oczy. Za chwilę przyjdzie Paweł, pomyślała. Mieli dla siebie tylko dziesięć minut. Chyba że się spóźni.

***

Paweł wyszedł z windy towarowej i skierował się do łazienki, która znajdowała się na końcu korytarza pomieszczeń socjalnych. Zatrzymał się na chwilę przy szatni damskiej. Popatrzył na szczelinę pomiędzy podłogą a drzwiami i z zadowoleniem zauważył że tam ktoś jest. Usłyszał nawet metaliczny łoskot otwieranych drzwiczek od szafki na ubrania. Znał ten dźwięk. Jego szafka wydawała taki sam. Ruszył ponownie w kierunku łazienki odwracając jeszcze raz wzrok w kierunku damskiej szatni. Była tam Czekała na niego. Nie może się spóźnić. Seans kończy się za piętnaście minut. Dla niej miał tylko dziesięć. Wystarczy

***

Kierownik wciąż opierał głowę o wysokie oparcie fotela. Zamknięte oczy wyostrzały jego słuch. Krople nadal starały się przedostać do pomieszczenia. Spomiędzy łomotu rozbijających się kropel wody, dochodził do niego cichy lecz rytmiczny odgłos przesuwającej się wskazówki od jego zegarka. Według obliczeń, choć mógł się pomylić, zostało jeszcze dziesięć

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Ostatni seans — czytnik · opowiadania