Inne · 21 min czytania
'Ostatnia karta', r.1 'Rozdzanie karowe', ustęp1
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Jej niepokojąco wkurwiona postać zaczęła topnieć w jego oczach. Bicie serca całkowicie zagłuszało wypowiadane przez nią słowa. Spojówki, jak dwa napełnione wodą kajaki, stawały się coraz cięższe. Zapach truskawek i wanilii wwiercał mu się w podświadomość, niczym robaczek drążący korytarze w jabłku. Nie potrafił już nawet skupić uwagi na podróżach jej ręki. Gesty te przypominały mu dyrygenta sterującego orkiestrą. Ona jednak niczym nie dowodziła. Okręt jej wypowiedzi, pytań i eksklamacji odbijał się od niego niczym fale uderzające o klif. Zupełnie jak balon dotknąwszy jakiegokolwiek obiektu. Próbował skoncentrować się najbardziej jak potrafił. Docierały do niego jednak tylko pojedyncze słowa. Były jak uderzenia młota kowalskiego. Mogłeś. Musiałeś. Chciałeś. Nie słuchałeś. Potrzebowałeś. Starałeś się. Nagle wszystko ucichło. Zupełnie jakby ktoś wyłączył głos w telewizorze. Całkowita cisza. Nawet jego bicie serca stało się niesłyszalne. Przez chwilę pomyślał, że może stanęło. Był to jednak szok, gdyż organizm zareagował szybciej niż świadomość tego, co właśnie usłyszał. Najpierw lewa strona twarzy rozluźniła się niczym szyja po rozpięciu krawata. Brew podniosła się tworząc łuk zaszokowania i zdziwienia. Kolejny utworzył się ze słonego śladu po spływającej, mijając kość policzkową, łzie. Trzeci uformowały usta, które w tym samym momencie jakby straciły wszelkie odcienie czerwieni. Wtedy dołączyła prawa strona. Absolutną ciszę przerwało, pokonawszy wszystkie zapory świadomości, brzmienie dwóch słów. Nie wiedziałam. Wszystko, co do tej pory wydawało się jakąś niewytłumaczalną pomyłką, lub próbą, w niezrozumiale przewrotny sposób, samoobrony, teraz nabrało nowego smaku. Smutek, który przed chwilą tyranizował całe królestwo jego emocjonalnego stanu świadomości, nagle wyparował. Zupełnie jakby go tam nigdy nie było. Razem z nim wymazane też zostały z kart historii wszelkie ślady tego, że w ogóle istniał. Emocjonalna amnezja. Przez jego wyraz twarzy przemaszerowało zaciekawienie. Ten krótki pochód szybko jednak się skończył, gdy marszczący się nos zakomunikował nowe panowanie. Usta w poczwórnie zwolnionym tempie rozchyliły się, jak kamienny sezam z bajki o Alibabie i czterdziestu rozbójnikach. Praktycznie równocześnie przymrużały się oczy. Nawet nie zdając sobie sprawy wytarł policzek. Ten odruch wywołał u niej następną falę defensywy. Kolejne zastępy zdań jednak konstruowane były już w mniejszej precyzji. Nie miały w sobie tej siły i pewności. Chaotycznie wyrzucane niczym fragmenty świeżo skoszonej trawy spod kosiarki zaczepiały się w jego umyśle, tworząc nici i konstrukcje, które już niebawem miały ją zadusić. Czekał cierpliwie słuchając zwalniającego serca. Tak jak tytułowa lokomotywa powoli ruszała, tak u niego stopniowo wszystko zwalniało. Cała ta sytuacja nadal nie miała dla niego sensu, ale logiczne myślenie, które wtóruje smutkowi, chcącemu za wszelką cenę jakiegoś wytłumaczenia, poddane zostało egzekucji. Gilotyna ścinająca rozsądkowi głowę uderzyła niczym trzaskające drzwi po wyjściu jednego z kochanków, nie wytrzymującego presji kłótni. Tak jak przed chwilą nie potrafił dodać jej postaci ostrości, przepełniony łzami, tak teraz wwiercał się w jej oblicze, jak kwas wypalający skórę. Stała przed nim niczym manekin, bez żadnego wyrazu, jak szkielet w gabinecie lekarskim. Gdzieś w głębi jego duszy coś zaczęło dudnić. Konstruowane z jej wypowiedzi nici oskarżeń uformowały się w pociski i zapakowane w magazynek umieszczone zostały w rękojeści karabinu, gotowe by wystrzelić, jak nosorożec pędzący na samotne drzewo, które coraz bardziej słabnąc zaczynała przypominać, jak konie na torze wyścigowym zamknięte w boksie, palące się by wyruszyć w gonitwie po śmierć, jak- (Ale ja nadal nie wiem, co się stało) Ścięty i skremowany rozsądek odrodził się jak Feniks i zaczął wdrapywać się po szczeblach drabiny jego kręgosłupa tworząc dreszcze zaciekawienia, zbierające krople rozlanych pozytywnych emocji. Gniew rozszarpywany jak chmury przez promienie słoneczne rzucał się w konwulsjach, próbując ostatkami sił wypróżnić tak konsekwentnie zbierane ostrza. Zapach wanilii i truskawek niczym rzeka zaczął zamarzać w jego nozdrzach. Przed oczami śmigały pulsujące wspomnienia jej twarzy z wydarzeń, które do niedawna rządziły w jego pamięci. Próbował dopasować je do tego, które właśnie objawiło się przed nim. Żaden z elementów jednak nie pasował do tej układanki. (Czy mogę ją w tej sytuacji tak bezpośrednio spytać?) Korupcja jego prawdziwych odczuć zaczęła przeżerać mu twarz. Spojrzenia, które teraz otrzymywał podtapiały jego poczucie zaciekawienia. Usta formowały się co chwila w nowe słowo, które zaczęłoby sensownie zbliżać go do wyjaśnienia tej sytuacji. Każde kolejne jednak wpadało w ciszę jak kamień wrzucony do jeziora. Nagle przypomniał sobie jeden dzień. Ze słonecznego, romantycznego spaceru wyciął fragment, który zdawał się być przełomem w jego labiryncie zdań i pytań. Tamta rozmowa skończyła się bardzo drastyczną obietnicą. Tym razem jednak chodziło o coś więcej. Pytania bez odpowiedzi były zawsze w jego zbiorze znienawidzonych wytworów rzeczywistości. Zaraz obok bezsensownego marudzenia i przesadnych prób zrozumienia wydarzeń, które są poza naszym kręgiem doświadczeń. - 'To jak cię kocham niezależne jest od tego jak cię postrzegam. Dodanie rzeczywistości emocjonalnej strony jest zabarwione zawsze chwilami, które te emocje wywołują. One jednak nie trwają wiecznie. To nie znaczy, że zawsze kiedy cię widzę, to cię kocham. To, że cię kocham jest bezwarunkowe, ale to jak cię postrzegam jest poddane tym samym normom, co każda inna osoba, którą znam.' Pamiętasz, co na to odpowiedziałaś? - 'Znasz mnie najdłużej ze wszystkich. Najbardziej też powinieneś mi ufać.' (Czy nadal mogę?) Liczył, że na tym etapie ona już zdąży się zorientować, do czego zmierza. Nadal jednak milczała. Jej oczy zdawały się stawać coraz bardziej niewinne. Minęły może dwie minuty, może pięć. W końcu wydawały się oczętami niemowlęcia, zupełnie nieświadomego otaczającego je świata. Budowane przez ten czas zniecierpliwienie stało się teraz frustracją. Przeistoczyło się jak poczwarka w motyla. Ten owad jednak był jak połączenie ćmy i nietoperza. Naturalnym środowiskiem była mu noc, a w jego podświadomości panowała żądza krwi. Zasychało mu w gardle. - 'Bo tak jest. Ufam ci najbardziej ze wszystkich...' ('Nie mogę ci jednak obiecać, że będę ci zawsze ufał. Obiecuję ci jednak, że będę cię zawsze kochał') Przerwał, gdyż chęć odkaszlnięcia popsułaby całkowicie przesłanie wypowiedzi. Czuł chęć podobną do głodu nikotynowego. Towarzyszyło mu to zawsze, gdy szczytowała u niego frustracja. Gdyby mógł przeskakiwałby teraz z nogi na nogę, albo przesuwał monetę między palcami. Gdyby miał gumę do żucia, lub chociaż zapałkę. Nagle z tego stanu poszukiwań wyrwało go coś, czego do tej pory nie zauważał. A może nie chciał zobaczyć? Robiła to specjalnie. - Ja... nie wiedziałam. Po raz kolejny usłyszane te dwa słowa przypomniały mu tę niezmierną ciszę, której doświadczył kilka chwil temu. Tym razem jednak w tej próżni zawarte były, jakby magicznie zawieszone na niewidzialnych linkach kukiełki, dwie gwiazdy - błyskające błękitem tęczówki z nieodwracalnym przekazem, który był jak obcęgi wyłamujące mu paznokcie. (Za akt zdrady skazywano kiedyś na banicję) Wyobraził ją sobie wygłodzoną, wysuszoną, niedomytą błądzącą po pustyni. Stał przez cały czas koło niej, niczym anioł, niczym narrator z bajki, lub holoprojekcja z filmu science fiction, i sypał jej piaskiem w oczy. Przypomniał sobie jak kiedyś złamał rękę, przez przypadek, chłopakowi w bójce. W zasadzie nie był to zwykły 'chłopak', tylko jego przyjaciel. Oczywiście dopóki nie postanowił ujawnić jednego z powierzonych mu sekretów. Do tamtej chwili nie miał problemów z ufaniem ludziom. Czarne chmury zaczęły rysować mu hasła na bursztynowym niebie. Niczego się nie nauczyłeś. Przed oczami pojawiło się zdjęcie legitymacyjne jego 'byłego' przyjaciela z 'chmurką' jak w komiksie. 'NIE WIEDZIAŁEM, że to miał być sekret.' (Popadasz w paranoję. Nadal nie wiesz, co się stało) Nagle jakby coś ścisnęło mu łopatki. Strach wbił mu się klinem w rdzeń kręgowy. Przypomniał sobie, że jego dziadek miał straszne lęki i wszędzie doszukiwał się jakiejś konspiracji. Czasem kiedy przyglądał się ojcu widział podobne symptomy. Natychmiast otrząsnął się i jakby niepewnie zwrócił głowę w jej stronę. Wypuścił powietrze z niecierpliwością. Dźwięk ten jednak dotarł do niego spotęgowany. Usłyszał jakby zbliżający się sztorm. Poczuł się jak bujana falami łódka na pełnym morzu z perspektywą zabójczej fali. Znowu serce zaczęło mu walić, jak tam-tamy w afrykańskiej wiosce, lub inkantacje indiańskich szamanów wywołujących deszcz. Niesłyszalne 'Bolero', albo w tym przypadku 'Furious Angel' przeplatało kolejne akordy z uderzeniami jego serca. Oczekiwał ciosu, który z pewnością byłby nieporównywalny z bólem towarzyszącym tworzeniu tatuażu na łopatce. (Muszę stąd uciec. Jak najdalej się da. Tam, gdzie mnie nie znajdzie) Poczuł jednak, jakby nogi wrosły mu w ziemię. Ogarnęło go uczucie, które towarzyszy przed ważnym egzaminem, kiedy wiemy, że umiemy, ale się okłamujemy, że nie zdamy. Znał ją dobrze. Przeczuwał więc, że nadchodzi coś istotnego. Stanął przed nim wielki Urukhai z toporem obusiecznym, pochylony lekko do przodu, wydając przeraźliwy okrzyk bojowy. Poczuł jak Wolverine przesuwa swoimi pazurami po jego policzku rozcinając go jak nóż wtapiający się w masło. Zupełnie jak Freddy Krueger rysujący swoimi ostrzami po szkolnej tablicy. Przebiło go kłucie przez lewe płuco. Przeskanował ją z jeszcze większym strachem. ('Muszę to przespać, przeczekać, przeczekać muszę to') Zaczął oddychać powoli, ukrywając całkowicie panikę. Kiedy już wyrównał bicie serca zapytał najwolniej i najspokojniej jak umiał. - Czego nie wiedziałaś? Gdy jednak tylko zaakcentował ostatnie słowo poczuł, że włącza się jego system obronny. Starał się ukryć cyniczny uśmiech, który temu towarzyszył, ale nieudolnie. Wyobraził sobie jak dorysowuje jej węglem mały, czarny wąsik, zaczesaną na bok, ulizaną grzywkę, podnosi jej rękę do góry, a na głowę zakłada czarną czapkę z czerwoną swastyką. Chwilę potem…